Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alharis. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alharis. Pokaż wszystkie posty

środa, 24 października 2018

Od Alharisa CD Anon

-Niestety, nie mam takiej wiedzy.- odparłem, przyglądając się naszyjnikowi z zaciekawieniem, spoglądając ponad ramieniem Anon, która raz po raz przerzucała go z jednej ręki do drugiej.
-Może jest to potwierdzenie czyjejś miłości, zgubione w głębinach bądź wyrzucone z powodu złamanego serca? Lub skradzione prawowitemu właścicielowi i ukryte wśród wody aby nie móc dać mówić prawdzie? Albo narzędzie czyjejś zguby, ciała, któremu za grób służy rzeczne koryto? Wiedzieć na pewno możemy tylko jedno: jest to zdecydowanie przedmiot pilnie strzegący tajemnicy swojej przeszłości, której rąbka zapewne nie dane nam będzie uchylić.- dokończyłem, bez mrugnięcia wpatrując się w dziwny obiekt.
-Jest piękny.- szepnęła moja towarzyszka, gładząc palcem po krwistoczerwonym kamieniu tkwiącym w naszyjniku, odbijającym jasne promienie słoneczne, które zaraz kierował w oczy oglądających go, jakby zawstydzony. A przyznać trzeba, że nie miał się czego wstydzić. Był to widocznie kamień rodziny szlachetnej, królewskiego rodu, którego los wplątał w dzieje owego znaleziska, dotąd leżącego na dnie.
Anon chwyciła mocniej za ów przedmiot i wstała, unosząc głowę ku słońcu, z przyjemnością przymykając oczy. 
-Może uda nam się to wyjaśnić.- mruknęła cicho, z delikatnym uśmiechem na ustach, nadal z opadniętymi powiekami. Wydmuchałem odrobinę pary koloru ciemnożółtego i bezmyślnie wpatrywałem się w to, jak rozwiewa ją wiatr. Opuściłem głowę, kładąc ją na nieco wilgotnej ziemi i również zamykając ślepia, ciesząc się przyjemnym ciepłem słonecznym i dotykiem lekkiego wiatru na mojej skórze. Z braku innych rozrywek postanowiłem ponownie zanurzyć się w wodzie, co też prawie od razu uczyniłem. Zanurkowałem aby obejrzeć energiczny taniec promieni pod powierzchnią. Zawsze intrygował mnie ten widok i wywoływał dziwny spokój i pewność, co do lepszego jutra, która, szczerze mówiąc, malała z każdym dniem życia na tej wyspie, z dala od dawnych przyjaciół i rodziny. Weź się w garść. Mruknąłem do siebie, po czym wypłynąłem z powrotem na powierzchnię. 

<Anon?>

czwartek, 11 października 2018

Od Alharisa CD Shavi'ego ,,Przybycie na wyspę"

-No, no...-mruknąłem pod nosem wchodząc do wnętrza głazu jako ostatni.- Niezłe cacka.- Coela, widocznie zadowolona, uśmiechnęła się delikatnie i machnęła ręką w kierunku stojących pod ścianami sprzętów.
-Coś powinno się znaleźć dla każdego.- rzuciła, po czym podeszła do ściany, przy której stały stojaki na przeróżne bronie, od zwykłych małych noży do wymyślnych, świecących mieczy czy innych katan.
-Sama je stworzyłaś, czy zgromadziłaś?- zapytał Enrique muskając czubkami palców jelce mieczy.
-I to i to.- odparła jego siostra podnosząc długi nóż o cienkim ostrzu, po czym skierowała się na drugą stronę jaskini i wyjąwszy mały woreczek wyszywany ciemnozieloną nicią wrzuciła do niego kilka małych przypominających kule przedmiotów.
-Osłona dymna.- wyjaśniła starannie wiążąc woreczek i po wykonaniu owej czynności odwróciła się ku nam i mrugnęła zawadiacko.
-Z niespodziankami. A teraz rozejrzyjcie się, wytłumaczę wam wszystko.- po kolei podchodziliśmy do każdego przedmiotu, a Coela wyjaśniała nam w razie potrzeby co to jest i jak się tym posługiwać. Każdy wziął przynajmniej jedną rzecz, która mu odpowiadała. Ja sam póki co nie znalazłem nic, co mogłoby pomóc mi wykonać zaplanowaną czynność podczas ataku na bazę. W końcu jednak dotarliśmy do przypominającego bransoletę kształtu, ale o wiele większą. Ów przedmiot zbudowany był z przylegających do siebie czarnych, matowych płytek.
-Co to jest?- spytałem z zaintrygowaniem przyglądając się mu ze wszystkich stron. Coela skrzywiła się lekko.
-Jeszcze nie wiem. Nie udało mi się dotąd odkryć jeszcze paru sprzętów, a to jest jeden z nich.- przekrzywiłem głowę i złapałem delikatnie w zęby obiekt mojego zainteresowaniem. Czułem coś dziwnego, coś co przyciągało mnie do niego, a w głowie jakby kreowała mi się instrukcja włączenia go. Olśniło mnie. Przecież już to widziałem!
Opuściłem przedmiot na ziemię i chuchnąłem na niego gorącym powietrzem, topiąc go w nim całego. Odsunąłem głowę i czekałem, a inni patrzyli na mnie z zaciekawieniem.
-Co robisz?- zapytał Rohusaya podchodząc.
-Sami zobaczcie.- mruknąłem z uśmiechem. Leżąca rzecz z szybkością błyskawicy rozwinęła się i trzasnęła metalowym ogonem o ziemię, wywinęła się w paru splotach, po czym podpełzła ku mnie błyskając złotymi, okrągłymi ślepiami, lśniącymi jak diamenty.
-Metalowy smok pochodzący z Darmy. Nieraz, nie dwa ja i moi bracia się nimi posługiwali. Można kontrolować je poprzez czytanie w myślach i wysyłanie poszczególnych poleceń. Nie zorientowałem się z początku, ponieważ ten tutaj ma inny kształt. Myślę, że będzie dla mnie odpowiedni. Może zrobić naprawdę wiele i myślę, że bez problemu poradziłby sobie z tymi komputerami.
-W takim razie bierz go.- powiedziała Coela, a ja przesunąłem ogonem po leżącym bez ruchu robocie, a ten zwinął się i powrócił do stanu przed obudzeniem.

<Coela, Enrique, Shavi, Alvheid?>

poniedziałek, 20 sierpnia 2018

Od Alharisa CD Anon



Leciałem co rusz rozglądając się w poszukiwaniu Anon, którą parę chwil temu straciłem z oczu w wodach rzeki nie mając bladego pojęcia gdzie mogła się pojawić. Zakładałem, że się gdzieś przeniosła, ponieważ skacząc w jej nurt raczej nie miała zamiaru się utopić, a kiedy przelatywałem nad tym miejscem i spojrzałem w przezroczystą wodę nie dostrzegłem zarysu jej sylwetki, więc nie ukrywała się tam przede mną. Wzniosłem się wyżej zwalniając aby w razie czego mieć większą szansę na ujrzenie dziewczyny. Prychnąłem wyrzucając w powietrze mały kłąb filetowego ognia i zarzuciłem ogonem nie tracąc przy tym kontroli nad lotem. W końcu mogłem się trochę rozerwać i to w dodatku z kimś kto żyje. Moje tymczasowa osobowość naprawdę tego potrzebowała.

***

W oddali dojrzałem siedzącą na klifie Anon, gładzącą pióra ozdabiające jej skrzydła. Wyglądała jakby na mnie czekała. Była szybka i jej moce pomagały w ucieczce przede mną, więc postanowiłem spróbować przechytrzyć istotę. Kiedy odwróciła wzrok na parę sekund stałem się niewidzialny i dalej podążałem coraz szybciej nakazując wiatrowi ukryć moją obecność. Jej sylwetka rysowała się moim oczom coraz wyraźniej w miarę przebytych metrów. W końcu odwróciła wzrok w stronę, gdzie jeszcze parę sekund byłem, a kiedy mnie tam nie zobaczyła zmarszczyła delikatnie brwi i rozejrzała się daremnie szukając mojej osoby. Wstała i rozpostarła skrzydła, po czym zeskoczyła z klifu. Byłem tuż za nią i zanim ponownie zdążyła zniknąć wyprzedziłem ją i zatoczyłem niewielki krąg wokół jej ciała.
-Mam cię.- mruknąłem nisko, na tyle głośno aby mogła mnie usłyszeć i przejechałem końcem ogona po jej lewej dłoni. Ciągle nie ujawniając swojej obecności oddaliłem się odrobinę i zatrzymałem obserwując jej reakcję. Wydawała się lekko zaskoczona i zdezorientowana, lecz w jej oczach widać było wyraźnie błysk uśmiechu.
-Tutaj.- rzuciłem, powoli ujawniając swoją obecność.

<Anon?>

poniedziałek, 6 sierpnia 2018

Od Alharisa CD Coeli ,,Przybycie na wyspę"


Przysłuchiwałem się z zainteresowaniem mowie małego smoka, a po jego ostatnich słowach zasyczałem z oburzeniem i wygiąłem szyję odsłaniając zęby. Czyżby ludzie mogli posunąć się w swoich działaniach aż tak daleko? Czy mogliby tworzyć według własnych upodobań potwory, pozbawione umysłów i serca? Trzymane w niewoli, dla eksperymentów lub wykonywania zadań powierzonych przez naukowców w celu zabijania? Prychnąłem wysyłając w powietrze nitkę bordowego dymu. 
Na zadane przez Coelę pytanie przez parę sekund nikt nie odpowiadał, wszyscy byli bowiem pogrążeni w oburzeniu i głęboko zastanawiali się nad odpowiedzią, w tym również ja. W jaki sposób...To oczywiste, że trzeba powstrzymać ową falę, która w przyszłości mogła nas zalać teraz, kiedy dopiero zaczęła się tworzyć. I chyba nie było innego sposobu jak tylko wejść do ich centrum dowodzenia, własnoręcznie pozbyć się wszelkich informacji o nas i naszych braciach innego gatunku oraz wykraść zarodki lub też się ich w ostateczności pozbyć. Bułka z masłem.
- Musielibyśmy wkraść się do owego pomieszczenia i wziąć sprawy w swoje ręce.- odparł zamyślony Shavi przechadzając się w tę i z powrotem po kamieniu.- Byłoby to jednak dość trudne.
-Raczej bardziej niż dość trudne.- mruknął Enrique. Niestety, ale miał rację. Wtem Alvheid, dotąd stojąca nieco w tyle postąpiła krok naprzód i zaczęła wykonywać rękami pewne gesty. Nie zrozumiałem z tego nic, jednak domyśliłem się, że w ten sposób się z nami komunikuje jako, że jest niemową. Coela uważnie obserwowała ruchy dłoni dziewczyny, a kiedy ta skończyła odwróciła się do nas.
-Alvheid mówi, że musimy coś z tym zrobić i to jak najszybciej, a ja się z tym zdecydowanie zgadzam.- przetłumaczyła, po czym dodała- Myślę, że należy obmyślić plan, który pozwoliłby nam na wejście do tego budynku i pozbycie się wszelkich informacji, które mogłyby posłużyć naukowcom w eksperymentach. Oczywiście nie będzie łatwo, a w dodatku mogą wszystkich mieszkańców spotkać różne nieprzyjemności, lecz nie mamy wyboru. Ale zacznijmy od tego czy wszyscy się z tym zgadzają. Jeśli ktoś jest przeciwny temu pomysłowi niech odejdzie, ale niech trzyma usta zamknięte.- nikt nie odszedł, za to wszyscy wydawali się podekscytowani czekającym ich zadaniem. Tak samo i ja.
-Świetnie.- rzucił Rohusaya zamiatając ogonem.- Wracając do owego planu; nierozsądnie byłoby pakować się tam w kupie demolując wszystko na swojej drodze. Lepiej podzielić się na grupy, najwyżej trzyosobowe i każdej z nich przydzielić jakieś zadanie, które ułatwiałoby posiadanie odpowiedniej mocy.
-Ważne aby podczas operacji jedna, a najlepiej dwie osoby wyłączyły ich systemy, kamery i alarmy, a także zajęły się strażnikami i pozostałymi problemami. Dobrze byłoby mieć ze sobą jakąś łączność, ale na to chyba nie możemy liczyć.- ciągnął Enrique z błyskiem w oku.
-Może udałoby mi się coś wykraść...-mruknął Shavi.
-Byłoby doskonale. Reszta mogłaby zająć się tym po co byśmy przyszli.
-Ja raczej nie będę się tam pakować. Nie z moimi rozmiarami.- powiedział Rohusaya.- Ale mógłbym otwierać wam wejścia nie wchodząc do budynku.
-Dobrze. Teraz tylko należy poprzydzielać role, wyznaczyć termin i przygotować się.

<Coela/Shavi/Enrique/Alvheid?>

środa, 11 lipca 2018

Od Alharisa CD Anon


Postanowiłem, póki jeszcze noc była młoda, nie kierować się jeszcze w stronę Krainy Wiecznego Rozkwitu, ale polecieć nad okrytą ciemnością ziemią, wśród przyjaznego mi mroku, pod okiem księżyca i jaśniejących delikatnym blaskiem gwiazd. Kochałem takie nocne wycieczki, w ciszy i spokoju, nie będąc zauważonym przez nikogo. Może jedynie przez jakichś miłośników nocnych wędrówek, do których zresztą sam należał, o bystrym wzroku, umiejącym przejrzeć panującą czerń nocy. 
Wzniosłem się wysoko, przebijając wilgotne chmury przetaczające się dość szybko, pchane silniejszymi podmuchami chłodnego wiatru i na parę chwil zawisnąłem bez ruchu przyglądając się wyglądającym na uśpione lasom, rzekom i jeziorom. Wiedziałem, że jest to jedynie złudzenie. Rozłożyste korony drzew, olbrzymie skały i ciemne wody zakrywały tętniące życie, nawet mimo upłynięcia czasu nazywanego dniem. To właśnie po zmroku dla wielu sworzeń rozpoczynało się prawdziwe życie. 
Na mej skórze pojawiły się krople, które prawie od razu ześlizgiwały się po niej i spadały w dół bez najmniejszego dźwięku. Wysunąłem język i posmakowałem nim powietrza, po czym potrząsnąłem głową pozbawiając się wody cieknącej po pysku. Napiąłem mięśnie ciągle tkwiąc w bezruchu, by po chwili jakby skoczyć w dół, z postawy kamiennego posągu przechodząc w szybki lot przecinający ze świstem powietrze. Po drodze kręciłem swym ciałem jak wstęgą rzuconą na pastwę powiewom, w akrobacjach, które wykonywałem niegdyś wraz z Krastacjatą. Mknąłem po niebie ciesząc się przypomnieniem dawnych, dobrych czasów. 

***

Kiedy sen opuścił moje ciało, pierwsze co usłyszałem, to lekko przytłumiony śpiew ptaków. Uniosłem szyję przeciągając się i ziewnąłem ukazując różowy język i długie zęby. Odgoniłem mgłę z oczu i wyjrzałem z dna mojej jaskini przez jej szeroki, lecz dobrze ukryty otwór na budzące się słońce. Po niebie rozlewały się kolory od jasnej żółci po ciemny granat. Gwiazdy blakły, a księżyca ujrzeć z tej strony nie zdołałem.
Wróciłem do mojego mieszkania późno w nocy, ale i tak byłem wyspany, dzięki mojej smoczej istocie. Wypełzłem z jaskini kierując się do płynącej w pobliżu rzeki, a kiedy tam dotarłem opłukałem się wodą i poleciałem na umówione spotkanie z Anon. 

<Anon?>

piątek, 29 czerwca 2018

Od Alharisa CD Anon

POPRZEDNIE OPOWIADANIE

-A zatem, Rohusayo, jak teraz wygląda Darma? A przynajmniej jak wyglądała przed najazdem naukowców?- spytałem lecącego tuż obok mnie sfinksa, który rzucił mi szybkie spojrzenie, po czym obniżył nieco lot i zamyślił się. Podczas pobytu na wyspie zdążyłem już poczuć przyjacielską więź łączącą mnie ze sfinksem. Spędzałem z nim całkiem dużą ilość czasu, głównie na rozmowach i wspominaniu dawnych, dobrych czasów. Teraz szybowaliśmy leniwie wysoko nad ziemią, dając się ponieść towarzyszącym nam silnym wiatrom i wspominaliśmy naszą ojczyznę. Przyspieszyłem odrobinę i wspiąłem się wyżej wykręcając ciało w serii akrobacji, dając Rohusayemu czas do namysłu i zebrania słów. Czułem się taki wolny jakbym mógł zrobić co zechcę, ale były to tylko złudne emocje. Siedzieliśmy tu wszyscy w klatce, może i złotej, ogromnej, jednak klatka pozostaje klatką i nic tego nie zmieni.
-Nie zmieniła się wiele od waszego wcześniejszego odejścia.- powiedział mój rozmówca, mając na myśli ostatni czas wizyty królewskich smoków na Darmie.- nadal panowała zieleń, o którą troszczyli się wszyscy mieszkańcy planety, Teskariotolis pozostawał bezpieczny i dobrze strzeżony, a Białoocy dalej tworzyli swoje domy z granatowego kamienia, rozmieszczając je wokół Świątyni. Jedyne co się zmieniło to zwiększająca się populacja ptaków, zdziczenie małej części wietrznych węży, które uciekły w głąb lasów i odkrycie nowych gatunków flory i fauny, dotąd ukryte wśród gęstwiny.- pod nami w promieniach słonecznych zajaśniała pieszcząca oczy harmonia barw Tęczowej Rzeki. Bezwiednie zaczęliśmy obniżać lot i po chwili wylądowaliśmy.  
-W jakim stanie są Księgi i Posąg?- zapytałem powoli sunąc po porośniętej małą trawą ziemi.
-Teskariotolisu nie widziałem od wieków, jedyny raz kiedy ujrzały go moje oczy przypadł w dzień złożenia przysięgi. Był wspaniały, nie dopadły go oznaki starości. Co do Ksiąg, leżały złożone w Wielkiej Bibliotece, których wrota rzadko się otwierają, ale wiem, że są w dobrym stanie. A przynajmniej były.- zapadłą ciężka cisza, podczas której pogrążyłem się w myślach. Zaraz jednak odzyskałem dobry humor i trzasnąłem ogonem w powietrzu. Parę dni wcześniej do sterów dorwała się moja bardziej radosna osobowość, która jak dotąd mnie nie opuszczała, więc nie byłem w nastroju do długiego zamartwiania się. Za to sfinks sposępniał i wyglądał jakby nie miał zamiaru dalej rozmawiać. Nie dziwiłem mu się zresztą. 
Spacerowaliśmy w milczeniu patrząc przed siebie. Po pewnym czasie Rohusaya podniósł wzrok na słońce i westchnął.
-Zbliża się godzina rozpoczęcia mej pracy. Muszę wracać.- skinąłem lekko głową i patrzyłem jak rozłożył skrzydła, wzbił się w powietrze i po chwili zniknął z pola widzenia. Postanowiłem jeszcze chwilę pozostać w tym miejscu i ruszyłem powoli cisząc się ciepłem, które osiadło na mym ciele. W pewnej chwili dostrzegłem coś przykrytego nieznacznie kamieniami porozrzucanymi tu i tam. Najwidoczniej była to jakaś istota, która uważnie obserwowała moje ruchy.

<Anon?>

poniedziałek, 11 czerwca 2018

Od Alharisa CD Alvheid ,,Przybycie na wyspę"


Kiedy Rohusayego zasłoniły drzewa, ułożyłem pysk na ziemi i wydmuchałem ze świstem powietrze, wzniecając w powietrze trochę pyłu. Sfinks przypomniał mi o ojczyźnie, ale i dał nadzieję na odzyskanie wolności i zobaczenia jej ponownie. Zastanawiałem się co stało się z Niterlatesem. O ile mi wiadomo, na wyspie nie było innych smoków oprócz mnie i Shavi'ego, więc zakładałem, że naukowcom nie udało się go pojmać. Całe szczęście pomyślałem. Uśmiechnąłem się lekko na myśl, jak to mój królewski brat straszy tych nędznych patafianów swoim bordowym ogniem i wygania ich z Darmy, a przy nim moja siostra- Krastacjata- wydmuchuje w powietrze nieujarzmione wiatry, tworzące huragany, nękające tych, co naruszyli ziemię pod smoczą opieką. Coś w głowie mówiło mi, że żyją i mnie szukają, wraz z ojcem i matką, a także całym korowodem tropicieli o srebrnych oczach i długich rogach, lecz mógłby to być po prostu głos bez znaczenia, wciągający mnie w niepotrzebną radość i tęsknotę.
Poczułem pragnienie, które stopniowo przybierało coraz większe rozmiary, więc uniosłem szyję lekko w górę i ruszyłem w kierunku wyjścia z jaskini. W trakcie tej czynności, zacząłem kurczyć się, aż przybrałem moją najmniejszą postać- mniej więcej wielkości średniego psa i długości około 1,5 metra, po czym wypełzłem na świeże powietrze. Od razu wytężyłem uszy w poszukiwaniu odgłosu cichego plusku wody, płynącej wartko po kamieniach stających jej na drodze. Ku mojemu zadowoleniu prawie od razu udało mi się wychwycić ów miły uchu dźwięk. Ruszyłem w jego stronę nie zawracając sobie głowy lataniem, chcąc poczuć miękką ściółkę, twarde korzenie i przyjemny chłód ziemi. Musiałem wyglądać jak wąż, o rozmiarach parokrotnie większych i w dodatku z rogami, nie dziwiłem się więc brakiem żywej duszy na mojej drodze. Jedynie zieleń roślin, różnokolorowość egzotycznych kwiatów, prawie czarny brąz życiodajnego gruntu i błękitne niebo, raz po raz wyglądające zza zasłon tworzonych przez rozłożyste korony drzew. Zdałem sobie sprawę, że tutaj będę samotny. Szczerze wątpiłem w to, że jakaś istota z własnej woli podejdzie i spyta się mnie o samopoczucie. Najpewniej ucieknie lub po prostu zacznie walczyć, próbując pozbawić mnie życia. Westchnąłem ciężko. Nie dziwiłbym się im, rzadko słyszy się o przyjaznych smokach, które mimo to, że potrafią wydobywać z siebie pokłady śmiercionośnego ognia, panują nad sobą i nigdy nie skrzywdziłyby niewinnych stworzeń. Dla drugiej cechy mojego charakteru samotność zapewne będzie ciężkim problemem, ale nie zamierzałem na siłę próbować wciskać się i tworzyć znajomości. Czas pokaże. Póki co miałem spotkać się z towarzyszami Rohusayego i nie miałem pojęcia czy przyjmą mnie z radością. Raczej nie.

<Alvheid/ Coela/ Enrique/ Shavi?>

poniedziałek, 4 czerwca 2018

Od Alharisa CD Coeli ,,Przybycie na wyspę"


Rohusaya jeszcze raz przebiegł wzrokiem po ścianach aż dotarł do głazów i umieszczonego nad nimi wyjścia, a kiedy nie zobaczył tam żywego ducha, spojrzał mi głęboko w oczy, po czym rzekł ściszonym głosem:
-Planujemy bunt.- po usłyszeniu tych słów syknąłem cicho i przysunąłem się jeszcze bliżej sfinksa, zasłaniając go przed wejściem moim sporym ciałem. Nawet nie mrugnął okiem, na jego twarzy nie widać było zaniepokojenia. Odwróciłem się mechanicznie sprawdzając to samo, co zaledwie parę sekund przedtem Rohusaya, a kiedy po raz kolejny nie zauważyłem żadnej szpiegującej istoty spojrzałem z powrotem na niego.
-Czy to prawda?- szepnąłem tak by moje słowa dotarły tylko do jego uszu, a on w odpowiedzi ledwo widzialnie skinął głową. Myśli szybko przelatywały mi przez głowę. Przez chwilę nie odpowiedziałem na to nic, lecz w duchu odetchnąłem głęboko. A jednak nie byłem sam na tej przeklętej wyspie, nie byłem jedynym nie mogącym znieść niewoli. Odsunąłem się od Rohusayego na odległość paru metrów i uniosłem konciki pyska w delikatnym uśmiechu, ledwo odsłaniając zęby.
-A więc jednak.- mruknąłem do siebie wwiercając wzrok z towarzyszącego mi sfinksa, który bez okazywanym emocji wpatrywał się we mnie. Wiedziałem już dlaczego przybył do mnie, ale pozwoliłem mu powiedzieć, dla pewności.
-W związku z tym, chciałem cię spytać Alharisie, czy dołączysz do nas, do tych, co chcą odejść z tej wyspy i nigdy nie wrócić?- wyprostowałem ciało i uniosłem wysoko głowę, przymykając oczy. 
-Oczywiście, Rohusayo. Macie we mnie wsparcie.- odparłem wypuszczając w powietrze odrobinę błękitnego dymu. Uniosłem z powrotem powieki spoglądając na mojego rozmówcę.- Czy mogę wiedzieć, ile z tych żyjących tu szlachetnych stworzeń, dołączyło już do waszej organizacji?- skinął głową.
-Rodzeństwo elfów obeznanych z walką i przeprowadzaniem zwiadów i szpiegowaniem, a oprócz nich Posłańca Snów, baśniowego smoka.
-To już jest coś. Czy inni nie zgodzili się przyłączyć czy też jeszcze o niczym nie wiedzą?
-Póki co poza nami i tobą nikt jeszcze nie wie o naszych planach.- pokiwałem głową.
-W takim razie powiedz swoim przyjaciołom, że popieram was całkowicie i daję moje umiejętności tej ważnej sprawie i wam.- po tych słowach położyłem głowę na ziemi wpatrując się w mojego gościa spod oka.
-Powiem i niedługo cię im przedstawię.- mrugnąłem oczami na znak zgody i westchnąłem cicho.
-Pójdę już.- powiedział Rohusaya, po czym wstał z poprzednie, siedzącej pozycji.
-Do widzenia, Rohusayo.- rzekłem podnosząc pysk z ziemi. Odpowiedział skinieniem, rozłożył skrzydła, machnął nimi parę razy i wyleciał w jasność popołudniowego słońca.

<Alvheid/ Coela/ Shavi/ Enrique?>

sobota, 2 czerwca 2018

Od Alharisa CD Coeli ,,Przybycie na wyspę"


Przekręciłem lekko głowę patrząc na niego kątem oka i zmieniłem lekko pozycję unosząc ciało ku górze.
-A więc słucham, Rohusayo.- sfinks obrzucił mnie niezwykle poważnym spojrzeniem, po czym odparł:
-Na razie sprawy Darmy odłożę na później, chociaż chciałbym dowiedzieć się jednej rzeczy, która nieustannie nęka moje myśli. Otóż, czy naukowcy wdarli się w mury Teskariotolisu?- westchnąłem cicho, nie chcąc mówić czegoś, co mogło się nie wydarzyć.
-Nie wiem, Strażniku. Moje serce tak samo jak twoje rwie się ku opuszczonej ziemi, która nas zrodziła, a myśli odbierają spokój duszy, lecz nie mogę odpowiedzieć na to pytanie w żaden inny sposób.- Sfinks nie rzekł nic, na jego twarzy nie widać było żadnej zmiany, ale wydawał się pogrążony w myślach. Czekałem więc cierpliwie na jego dalsze słowa, gdyż przeczuwałem, że to one są powodem naszego dzisiejszego spotkania. Po paru minutach milczenia, uderzył ogonem w ziemię i machnął potężnymi skrzydłami potrząsając głową.
-Wybacz, Alharisie, moją chwilową słabość.- odpowiedział spokojnie, jednak mogłem wyczuć w jego sercu głęboko ukryte wzburzenie i zmartwienie. Ja odczuwałem to samo i byłem niemal pewny, że on o tym wie. Darma była ziemią nam bliską, a więź ze wszystkim co miało z nią silny związek, łączyła nasze uczucia jakby jednocząc nas. Mimo, że z owej planety nie pochodziłem, byłem jej oddany, tak jak wszyscy moi królewscy bracia i siostry oraz gotowy oddać swoje usługi aby strzec jej bezpieczeństwa. Zamieszkujące ją niewinne, łagodne istoty były jak smocze dzieci, którymi opiekował się cały nasz ogromny ród, żyjący wśród chmur, pod okiem dusz naszych przodków jaśniejących wśród mroków nocy na firmamencie.
Wydmuchałem obłoczek blado-niebieskiej pary, która uniosła się leniwie w powietrze, po czym rozpłynęła bez śladów i przekrzywiłem lekko głowę.
-Nie przepraszaj, Ruhusayo. Rozumiem cię lepiej niż ci się wydaje.- mój rozmówca skinął głową.
-Cel mojej wizyty nie był jedynie spowodowany troską o Darmę i Teskariotolis.- przerwał na sekundę, lecz po chwili dalej kontynuował- Czy jesteś pewny, że nikt nie usłyszy tego co mam zamiar ci powiedzieć? Moje słowa są w tym momencie przeznaczone tylko dla twoich uszu, Alharisie, inaczej nadzieja umrze w sercach wielu dzielnych istot.- przymknąłem oczy i skupiłem się. Przyzwałem wiatr z odległości paru kilometrów, lecz sfinks nie poczuł tego. Przyciągnąłem do siebie jedynie delikatne powiewy, które wleciały do jaskini ślizgając się po sklepieniu i skupiły wokół mnie wypełniając nozdrza zebranymi po drodze zapachami. Nic nie wyczułem, odpędziłem więc wiatr ledwie widocznym ruchem głowy, posyłając go ku wyjściu, ku dalszej niekończącej się wędrówce.- W promieniu paru kilometrów nie ma ani jednego naukowca. O kamery także nie musimy się martwić- w pobliżu nie szpieguje żadna z tych obcych nam maszyn.- sfinks usatysfakcjonowany uderzył łapą w ziemię.
-Doskonale. Najpierw jednak muszę prosić cię o przysięgę, Smoku, aby to co za chwilę usłyszysz, pozostało między nami. Dotyczy to naukowców, którzy nas tutaj sprowadzili. Nawet jeśli się z tym nie zgodzisz- obrzuciłem go długim spojrzeniem, ale kiedy nie zauważyłem w nim fałszu ani żadnego podstępu, przybliżyłem się ku niemu i rzekłem:
-Ufam ci, przyjacielu. W takim razie dobrze. Ja, Alharis, potomek Bistedana, Wielkiego Smoka, należący do Wielkiego Rodu Smoków Królewskich, syn Lerestrusa i Fisticjany, rządzących przed laty królestwem Wiatru i Chmur, brat obecnego króla, Świetlnego Niterlatesa, przysięgam, że żadne słowo, które za chwilę zostanie tutaj wypowiedziane, nie zostanie moimi ustami przekazane ku uszom do tego nie przeznaczonym, a jeśli tak by się stało, niech już nigdy nie zobaczę drzwi ku Wietrznemu Królestwu ani nie spojrzę na żadnego z moich braci czy sióstr, a moje oczy niech oślepną od cnoty tych, którzy dochowali złożonej przysięgi.- Rohusaya skłonił się lekko znając najwyraźniej wagę mojej przysięgi, po czym odrzekł:
-Dziękuję, Alharisie.
-A więc słucham.

<Rany, w następnym opku może w końcu uda mi się to załatwić :3 A więc: Shavi, Coela, Enrique?>

sobota, 10 marca 2018

Piąty mieszkaniec- Smok Świetlny Alharis

Na wyspie właśnie został umieszczony piąty mieszkaniec, a dokładniej smok świetlny z rodu Królewskich Smoków- Alharis, który dostał się w ręce naukowców na planecie zwanej Darmą, będącą również ojczyzną Rohusayego. Dzięki jego szybkości i łatwego dostępu do każdego zakątku wyspy przyznano mu stanowisko posłańca i listonosza.


Powitajmy go z całym szacunkiem należnym przedstawicielom jego rodu!

Profil smoka- Alharis

 Porażka nie czyni Cię przegranym. Czyni za to poddawanie się, godzenie się z nią i odmowa ponownego próbowania. 
 Richard Exely


Imię: Alharis.
Płeć: Samiec oczywiście.
Wiek: Stuknęło mu już te 440 lat.
Gatunek: Legendarny.
Rasa: Pełna nazwa jego rodu brzmi: Rāyal ḍrāgansna grēṭ haus, co w wolnym tłumaczeniu oznacza Wielki Ród Smoków Królewskich. (Pozdrawiam tłumacz google.) Można go również zaliczyć do niezwykle rzadkich smoków świetlnych.
Głos: Todrick Hall *
Stanowiska: Dzięki jego szybkości oficjalnie nadano mu stanowisko posłańca, a nieoficjalnie- listonosza.
Tatuaż:
Charakter: Alharis ma dwie osobowości, tak jak prawie wszystkie smoki z jego rodziny. Pierwsza z nich zawiera takie cechy jak ogromna powaga i dostojność, którą odziedziczył po wysoko urodzonych przodkach. Jako niewiele młodszy brat króla rządzącego całą planetą otrzymał w genach również stanowczość i dumę choć nie wywyższa się ani nie dokucza innym z powodu ich pochodzenia czy statusu w rodzinie. Często milczy, jeśli coś powie to krótko i zwięźle chyba, że musi wygłosić jakąś mowę. Staje się wtedy bardzo dobrym mówcą wyjaśniającym to co trzeba, bez zbędnych dodatków. Nie żartuje, nie jest złośliwy, bardzo rzadko się śmieje. Jest niezwykle spokojny, na docinki zareaguje dumnym podniesieniem głowy i obrzuceniem śmieszka pogardliwym spojrzeniem. Gniew skrywa głęboko w sobie nie pokazując go.
Druga odsłona jego charakteru jest przeciwieństwem pierwszej. Alharis jest wtedy istotą rozśmieszającą wszystkich wokół, próbującą nie pokazać po sobie zdarzającego  się smutku aby nie zaniepokoić innych. Mówi dużo, śmieje się całą gębą, a spędzanie z innymi towarzystwa jest czymś co bardzo lubi. Jest królem imprez, potrafi bawić się dobrze przez całą noc z przyjaciółmi. Oczywiście jest również poważny, ale nie przez cały czas. Mało sobie robi z docinków czy śmiechów wymierzonych w jego osobę, nie patrzy na nikogo tylko robi co uważa za słuszne. Nie ma problemów z zawieraniem nowych znajomości, słabszych i biednych broni czasem ośmieszając tych co im przeszkadzają i doprowadzają do złego samopoczucia. Nie jest nachalny i wielu uważa go za świetnego kumpla.
Posiada także cechy, które występują w obu jego osobowościach. Ma w sobie żyłkę buntownika, a uparty jest jak osioł. Pomaga wszystkim potrzebującym. Jest niezwykle odważny czasem nawet zuchwały. Nie cierpi zdrajców, egoistów i tych, co znęcają się nad innymi. Zawsze się wtrąci jeśli zobaczy taką sytuację. Nie uniży się przed nikim, jest całkowicie niezależny. Rodziny i przyjaciół będzie zaciekle bronił. Posiada dużą inteligencję i spryt, a także wiedzę. **
Cechy fizyczne: Smoka cechuje wyzierająca z każdego jego ruchu gracja. Porusza się jak gdyby płynął, przypomina to trochę sposób w jaki poruszają się delfiny. Dzięki jego dość dużym rozmiarom i długości posiada wielką siłę, a oprócz tego jest niezwykle szybki i zwinny, zwłaszcza w powietrzu. Do tego należy również dorzucić ogromną wytrzymałość. Nie potrafi pływać, a przynajmniej nigdy nie próbował. Woli po prostu przelecieć nad wodą. Do walki używa swoich ostrych zębów i ogona, a jego skóra jest gruba dzięki czemu zranić go może mało która broń. Ma klaustrofobię, małe, zamknięte pomieszczenia wyprowadzają go z równowagi i doprowadzają do paniki.
Moce:* Potrafi sterować podmuchami wiatru, dzięki czemu może przywołać delikatny powiew albo stworzyć potężne tornado.
*Jako, że należy do rasy smoków świetlnych umie zmienić swoje ciało w iluzję. Oznacza to, że jest i go widać, ale ciała jako takiego nie ma, tylko powietrze. (Trochę jak na zdjęciu)
*Lata, choć nie ma skrzydeł.
*Potrafi być niewidzialny.
*Jak się skupi to może czytać w myślach.
*Może się zmniejszyć do rozmiarów średniej wielkości psa.
*Zionie wielokolorowym ogniem, to zależy od nastroju. Jeśli jest zdenerwowany, czasem wściekły płomień jest czerwony lub bordowy, jeśli jest zadowolony zieje żółtym, fioletowym albo różowym, jak jest niepewny zielonym, a jak czuje pogardę lub jeśli utrzymuje swoje emocje na wodzy- niebieskim. Strach, który czuje bardzo, bardzo rzadko objawia się kolorem brązowym.
Partnerka: Póki co nie ma zbyt wielu cór smoczych na wyspie, ale w jego świecie był znany z wielkiego szacunku do płci pięknej i znany był również jako zalotny dżentelmen. (Oczywiście zalotny w drugiej jego osobowości.) Tak więc zaczekajmy, choć jego serce chyba zbyt pokochało samotność.
Rodzina:
*Matka- Pani Fisticjana,
*Ojciec- Pan Lerestrus.
*Miał niewiele starszego brata, którego szczerze kochał. Był on władcą Darmy, a jego imię brzmiało Niterlates oraz młodszą siostrę- Krastacjatę.
Kraj pochodzenia: Planeta Darma.*** Alharis jednak rzadko kiedy razem z rodziną stawał na jej ziemi, ponieważ właściwe miejsce jego życia było w Wietrznym Królestwie położonym tak wysoko, że tylko pan i władca Darmy mógł otaczać planetę wzrokiem. Było to także jego obowiązkiem. Samo Królestwo złożone z chmur, wiatru i powietrza było zaiste piękną krainą znaną tylko Królewskim Smokom, a było one oświetlone jasnymi promieniami dwóch słońc. Mniejszego nie było widać na Darmie. Żyły tu tylko smoki i służące im istoty stworzone z powietrza i światła.
Zainteresowania: Kiedy do sterów dorwie się jego pierwsza osobowość uwielbia czytać stare księgi, poznawać kulturę innych światów. Za to druga daje mu chęci do żartów i imprez.
Pozamagiczne umiejętności: Nasz kochany smok ma całkiem ładny głos i lubi go używać. Łatwo go namówić na jakiś krótki śpiew. Poza tym doskonale umie się ukrywać, ale i rozśmieszać wszystkich i wprawiać w dobry humor (w drugiej osobowości oczywiście). Umie bardzo precyzyjnie używać swoich ostrych zębów, choć robi to niezwykle rzadko gdyż nie lubi się bić. Ale jak mus to mus. W walce również ma dużą przewagę, bo jeśli się zmniejszy jest tak szybki, że nie można utrzymać na nim spojrzenia. Posiada duży spryt, dzięki któremu nieraz pomagał bratu pokonać głową najeźdźców.
Historia: Urodziłem się w Wietrznym Królestwie nad Darmą. Jako syn starego władcy i brat Wielkiego Smoczego Króla byłem wysoko postawiony w smoczej hierarchii, także dzięki zdolności walki. Byłem doradcą mojego brata, pomagałem mu w dźwiganiu władzy. To było ciężkie, widziałem zmęczenie Niterlatesa i mojego starego ojca, lecz nie rzucił tego. Wracając do mnie; dorastałem zdrowo bogacąc się w doświadczenie i mądrość. Nieraz urywałem się razem z Krastacjatą na zabawy, a mój brat tylko kręcił na nas głową. Nie miał podwójnej osobowości, co było cechą władcy. Z naszej trójki jemu się trafiło, ale nie przeszkadzało mi to. Niterlates zawsze był niezwykle poważny, a pójście na imprezę było dla niego mordęgą. Pewnego dnia mój brat wszczął alarm. Na Darmie wylądowali naukowcy z obcej planety- Ziemi. Mieszkańcy przyjęli ich gościnnie, lecz my przeczuwaliśmy nieszczęście. I stało się, obcy chcąc uzyskać dostęp do Teskariotolisu i Ksiąg postanowili użyć siły. Sfinksy dzielnie go broniły, lecz naukowców było znacznie więcej. Było to wielkie niebezpieczeństwo dla naszego Wielkiego Posągu, więc zrobiliśmy to, czego nie robiliśmy od wieków- zlecieliśmy na Darmę z moim bratem na czele. Zaczęliśmy wygrywać. No i pewnego dnia, zanim udało mi się zmienić się w powietrze strzelili we mnie czymś i odpłynąłem. Całe szczęście odparliśmy ich już w Gęste Lasy. Obudziłem się na tej wyspie i z braku innego wyjścia musiałem tu zamieszkać.
Upomnienia: 0
Towarzysz/ka: Brak.
Właścicielka: Howrse: Babilon, Doggy: Dalil

*Jakby co, to jego głos jest w obu osobowościach taki sam. (Uwielbiam to wykonanie. Jest piękne XD)
** Jego osobowości zmieniają się bez jego woli, ale nie tak, że w jednej sekundzie jest ponurakiem, a w drugiej wesołkiem. Między przemianą musi być dłuższa chwila jego nieświadomości np. sen. Jego charakter może trzymać się nawet parę miesięcy, nie wiadomo.
***Więcej na temat Darmy i obrony Teskariotolisu jest w opisie planety i historii Rohusayego, ponieważ mieszkał on na tej samej planecie.