sobota, 12 stycznia 2019

Zawieszenie

Z przykrością muszę poinformować, iż blog zostaje zawieszony z powodu braku aktywności. Jego ponowne otwarcie nastąpi dopiero, gdy chęć uczestnictwa w jego życiu zgłosi min. pięć osób (włączając w to mnie). Można to zrobić poprzez umieszczenie komentarza poniżej/napisanie na Howrse/Doggi/maila.


wtorek, 1 stycznia 2019

Lista obecności

Jako, że od dwóch miesięcy żaden post nie został opublikowany na stronie bloga, a ja mimo wszystko nie chciałabym go zamykać, ogłaszam listę obecności, która będzie trwała do 08.01.2019r. godz. 24:00. Mogą się na nią wpisywać zarówno osoby, które już uczestniczyły w jego życiu, jak i te rozważające dołączenie.

wtorek, 30 października 2018

Od Anon - c.d. Alharisa


Trzymałam w dłoni ten jakże ciekawy i piękny naszyjnik. Migotal, czułam jego ciepło naplywajace. Gdy otworzyłam oczy, przez parę chwil byłam sama, słyszałam krzyk, blagania o pomoc. Spojrzałam na boki, po czym wznioslam się nieco, aby usiąść na krawędzi klifu, jeśli można to tak nazwać. Ponownie spojrzałam na wisiorek i przejechałam palcem po jego powierzchni. Po czym zobaczyłam coś.. Tak jakby w tym magicznym artefale było coś ukryte. Może to klątwa, a może też coś zupełnie innego.. Jednakże mimo to, wciąż miałam to dziwne przeczucie jakby ktoś nas obserwował, bądź tylko mnie, albo jego. Gdy tylko wypłynął, przestałam nad tym główkować i zaczęłam czyścić skrzydła. Bo i tak nie mam, co ciekawszego robić. Były prawie czyste, ale wciąż coś było nie tak. Ten głos z tego naszyjnika był taki znajomy. Taki dziwny, wolał, ale mimo to wciąż czułam jakby ktoś ją obserwował. Patrzyłam na boki, ale nie widziałam nic. Dopiero gdy pojawił się smok, poczułam się nieco lepiej. 
- Wiesz co, gdy dotknęłam tego kamienia, wpatrywałam się w niego. Usłyszałam krzyk, jakieś głosy oraz coś jeszcze. To było takie dziwne. - powiedziałam. Schowałam skrzydła i wtulilam się w smoka, aby odpocząć troszkę. Jego futerko, jeśli można je tak nazwać jest mięciutkie.. 
- Mam wrażenie, że coś nas obserwuje. - dodałam.  

<Alharis? >

niedziela, 28 października 2018

Od Mavericka CD Anon

-Czym jestem...- powtórzyłem, zakładając ręce na piersi i wpatrując się w leżącą istotę spokojnie.- Cóż, jestem poszukiwaczem własnej drogi, wędrowcem tracącym siły przez nieustanną burzę towarzyszącą mu w podróży. Jestem kurzem popychanym przez wiatr, osaczonym zającem, otoczonym przez zdziczałe psy, szybującym w powietrzu sokołem z ciągnącą ku ziemi oznaką zniewolenia zawiązaną u nogi. Tkwiącym w klatce tygrysem, gotowym rzucić się z wściekłością na śmiejących się za kratą sprawców niedoli. Jeżeli jednak jesteś naprawdę ciekawa, to powiem ci. Jestem człowiekiem złączonym ze zrodzonym z gwiazd pradawnym wilkiem, a imię moje brzmi Maverick.- skończywszy ostatnie słowo ukłoniłem się lekko, po czym wyprostowałem i obrzuciłem nieznajomą spokojnym spojrzeniem.
-Wiedz, że jesteś tu bezpieczna, a twoje rany goją się szybko. Z tego co widzę, miałaś najwidoczniej bliskie spotkanie z tymi..-tu zatrzymałem się i zaciskając szczękę dokończyłem- naukowcami, lecz udało ci się wyswobodzić z ich parszywych łapsk. Ujrzałem cię leżącą bez życia, więc przyniosłem tutaj, do mojej tymczasowej kwatery abyś mogła w spokoju powrócić do zdrowia.- zamilkłem uświadamiając sobie, że od dawna nie wypowiedziałem na raz tak wielu słów. Kobieta sunęła po mnie spojrzeniem w ciszy, nieco nieufnym i zdezorientowanym. Nie dziwiłem się jej, sam dobrze pamiętałem ten mroczny czas w moim życiu, gdzie gościłem w podziemnym królestwie tych barbarzyńskich tyranów. Na samą myśl o nich i o tym, co mogli zrobić tej pannie zacisnąłem pięści i przekląłem ich w myślach. Póki co postanowiłem nie mówić obcej, leżącej w moim łóżku o moich dawnych przeżyciach z naukowcami, a już zupełnie postanowiłem przemilczeć szczegóły. Nie ujawniłem ich dotąd nikomu, był to straszliwy sekret dzielony między mnie, a Teptisa, który nie miał prawa wydostać się kiedykolwiek z moich ust, a przynajmniej teraz, kiedy rany w duszy były jeszcze tak świeże...
Odwróciłem się gwałtownie z zamiarem wyjścia i pozostawienia istoty w spokoju i ciszy aby z powrotem mogła pogrążyć się w uzdrawiający sen, kiedy zatrzymał mnie jej słaby głos.
-Czy mogłabym posilić się i wypić choć trochę wody?
-Ach, ależ głupiec ze mnie. To pewne, że jesteś głodna i spragniona.- skierowałem się do drugiego pokoju, w którym mieściła się ,,kuchnia". Na talerzu leżał kawałek chleba i część zimnego mięsa, które wczoraj w nocy razem z Awrasem złowiliśmy na polowaniu. Chwyciłem naczynie i zaniosłem do leżącej, która widocznie ucieszyła się na widok niesionych przeze mnie artykułów spożywczych. Wręczyłem jej talerz i zawróciłem po kubek, po czym podążyłem w stronę drzwi.
-Poczekaj chwilę, przyniosę ci wody.- nie czekając na reakcję wyszedłem pewnym krokiem z domu i ruszyłem w stronę toczącego się wartko strumienia, usytuowanego niedaleko. Zaczerpnąwszy napoju, zwróciłem się ku domowi. Przekroczywszy próg parę minut później podszedłem do istoty i wręczyłem jej kubek. Była już na tyle silna, że zdołała go utrzymać, mimo to stałem obok w pogotowiu i obserwowałem każdy jej ruch. Kiedy skończyła się pożywiać i wypiła wszystko zabrałem od niej naczynia i na powrót udałem się w kierunku drzwi.
-Śpij, to dobrze ci zrobi. Wrócę niebawem.- rzuciłem przez ramię, po czym nacisnąłem klamkę i wyszedłem na zewnątrz.

<Anon?>

środa, 24 października 2018

Od Alharisa CD Anon

-Niestety, nie mam takiej wiedzy.- odparłem, przyglądając się naszyjnikowi z zaciekawieniem, spoglądając ponad ramieniem Anon, która raz po raz przerzucała go z jednej ręki do drugiej.
-Może jest to potwierdzenie czyjejś miłości, zgubione w głębinach bądź wyrzucone z powodu złamanego serca? Lub skradzione prawowitemu właścicielowi i ukryte wśród wody aby nie móc dać mówić prawdzie? Albo narzędzie czyjejś zguby, ciała, któremu za grób służy rzeczne koryto? Wiedzieć na pewno możemy tylko jedno: jest to zdecydowanie przedmiot pilnie strzegący tajemnicy swojej przeszłości, której rąbka zapewne nie dane nam będzie uchylić.- dokończyłem, bez mrugnięcia wpatrując się w dziwny obiekt.
-Jest piękny.- szepnęła moja towarzyszka, gładząc palcem po krwistoczerwonym kamieniu tkwiącym w naszyjniku, odbijającym jasne promienie słoneczne, które zaraz kierował w oczy oglądających go, jakby zawstydzony. A przyznać trzeba, że nie miał się czego wstydzić. Był to widocznie kamień rodziny szlachetnej, królewskiego rodu, którego los wplątał w dzieje owego znaleziska, dotąd leżącego na dnie.
Anon chwyciła mocniej za ów przedmiot i wstała, unosząc głowę ku słońcu, z przyjemnością przymykając oczy. 
-Może uda nam się to wyjaśnić.- mruknęła cicho, z delikatnym uśmiechem na ustach, nadal z opadniętymi powiekami. Wydmuchałem odrobinę pary koloru ciemnożółtego i bezmyślnie wpatrywałem się w to, jak rozwiewa ją wiatr. Opuściłem głowę, kładąc ją na nieco wilgotnej ziemi i również zamykając ślepia, ciesząc się przyjemnym ciepłem słonecznym i dotykiem lekkiego wiatru na mojej skórze. Z braku innych rozrywek postanowiłem ponownie zanurzyć się w wodzie, co też prawie od razu uczyniłem. Zanurkowałem aby obejrzeć energiczny taniec promieni pod powierzchnią. Zawsze intrygował mnie ten widok i wywoływał dziwny spokój i pewność, co do lepszego jutra, która, szczerze mówiąc, malała z każdym dniem życia na tej wyspie, z dala od dawnych przyjaciół i rodziny. Weź się w garść. Mruknąłem do siebie, po czym wypłynąłem z powrotem na powierzchnię. 

<Anon?>

niedziela, 21 października 2018

Od Coeli - c.d. Alharisa ,,Przybycie na Wyspę"

POPRZEDNIE OPOWIADANIE

Musiałam przyznać sama przed sobą, że oglądanie zaintrygowanych min pozostałych spowodowanych niezliczoną ilością zgromadzonych przeze mnie niejednokrotnie z narażeniem własnego życia przedmiotom pochodzących, jak się właśnie dowiedziałam,z różnych planet, sprawiało mi ogromną przyjemność, choć starałam się tego zbytnio nie okazywać. Kiedy po upływie około godziny wszyscy zaopatrzyli się w potrzebne im sprzęty, klasnęłam w dłonie by skupić na sobie ich uwagę i oświadczyłam:
- Myślę, że lepiej będzie jeśli wyjdziemy stąd inną drogą niż przyszliśmy na wypadek, gdyby naukowcy zdecydowali się nas zaskoczyć w miejscu, w którym zniknęliśmy. 
- Faktycznie nie warto ryzykować. - potwierdził ze zrozumieniem mój brat, próbując za wszelką cenę odkryć jak największą liczbę funkcji trzymanej w prawy ręku fosforyzującego, puchatego narzędzia kształtem przywodzącym na myśl walec. 
- To w którą stronę idziemy? - chciał wiedzieć Shavi.
- Proponuję najbardziej wysuniętą na północ drogę. - odrzekłam, kierując się powoli w jej stronę. - Co prawda jest ona nieco dłuższa i trudniejsza od pozostałych, lecz jeszcze nigdy nie napotkałam na jej końcu ani jednego szpiega ludzi, toteż sądzę, że warto wybrać właśnie ją.


<Alharis/Rohusaya? Wybacz długość, ale jestem chora i brak mi weny.> 


sobota, 20 października 2018

Od Anon

To właśnie ten czas, gdy myślałam, iż wszystko się ułoży. To właśnie wtedy, gdy wiedziałam, iż że gorzej być już nie może. Nie wiedziałam, jeszcze wtedy, że naukowcy się na mnie szykują, że ich testy doprowadza mnie na skraj życia i śmierci. Kto by się spodziewał, że spróbuję uciec? Kto by mógł się spodziewać, że spotkam kogoś, kto mnie uratuje. Gdy mój świat gasł, ujrzałam go...

Zacznijmy może od momentu, w którym to się zaczęło.

Jak co dzień latałam sobie to tu, to tam, w poszukiwaniu ciekawości świata. Jednakże tym razem znaleźli mnie naukowcy, próbowałam uciekać, jednak mimo iż się starałam, oni mnie odnajdywali. Złapali mnie, po czym przetransportowali do swojej placówki. Nie rozumiałam, czemu, czego oni chcą. Moje jedwabiście czyste skrzydła zmieniły swą barwę. Ci niszczyciele miażdżyli moje czułe, choć silne skrzydła. Zamknęłam oczy, by nie czuć. By przywołać moc. Gdy już prawie się uwolniłam, wtedy zostałam zamroczona.. Padłam na ziemię i już się nie podniosłam.
Słyszałam jedynie, co oni robią, co mówią, czułam. Choć ból przeszywał, już go przestałam czuć. Jedynie me idealne skrzydła, cierpiały. To mój jedyny skarb, o który się martwiłam.. Udało mi się w ostatnich chwilach schować, po czym me serce zaczynało zwalniać. Choć gdy próbowałam się poruszyć, czułam ból. Naukowcy nie przestawali. Mimo iż prosiłam, próbowałam się uwolnić.Gdy myślałam, iż to koniec poczułam ukłucie, przez co moje serce się zatrzymało. Zaczęłam odpływać.

Przecież nie wadziłam nikomu. Byłam posłuszna, to czemu mnie to spotkało? Dopiero gdy zaczynałam widzieć tunel na końcu drogi, zaczęłam do niego podchodzić, nie chciałam. Za mną jednak nie było, żadnej innej drogi. Wtem miałam właśnie złapać za dłoń, czułam bijące ciepło, wiedziałam, iż znam te osobę.
Ktoś zaczął wołać mnie po imieniu. Stanęłam, gdyż głos był mi nieznany taki głęboki, a zarazem straszny. Przenikają, właśnie wtedy poczułam coś. To było, takie nieznane i dziwne. Ruszyłam dalej, lecz zostałam zatrzymana. Nie mogła, iść dalej.. Jakby moje stopy były przyklejone do podłoża. Wtedy pojawiła się przepaść tuż pod mymi nogami i zaczęłam spadać.
***
Ponownie słyszałam wszystko. Moje serce biło, czarna dziura otula moje ciało. Choć czułam ciepło, było też coś jeszcze. Przyzwyczaiłam się do nowego, ponownie wszystko dotarło do mnie. Wszystko przeleciało mi przed oczami.
Po kilku godzinach, próby w końcu otworzyłam oczy. Jednakże szybko je zamknęłam. Musiałam się przyzwyczaić do światła, stanowczo za jasno, było. Delikatnie poruszałam głowa, na boki. Chciałam zobaczyć, gdzie jestem, potem zaczęłam ruszać palcami u rąk i nóg. Wszystko jest sprawne. Wtem zobaczyłam jakiegoś lekarza. Zbliżył się do mnie. Miałam dość tych naukowców już. Uniosłam się powoli i zaczęłam te wszystkie kable zabierać z ciała. Zauważyłam, że zaczyna się zbliżać i wołać. Dotknęłam wody, przez co mogłam się przenieść gdzieś indziej. Moje oczy otworzyły się na nowo, jak ktoś mnie niósł, po czym ponownie się zamknęły. Nie miałam, już siły.

Przekręciłam się na bok, moje oczy powoli się otworzyły, a ja czułam się o wiele lepiej.
- Obudziłaś się w końcu. - powiedział. - Mam nadzieję, że czujesz się lepiej. - dodał.
Mrugnęłam, gdyż w gardle miałam Sahary. Uniosłam się, aby napić się oraz przekąsić trochę. Czułam głód, doskwierała mi senność. Musiałam nabrać siły, gdy ponownie się pojawił, teraz mogłam dokładniej mu się przyjrzeć. Dobrze zbudowany, ciemne oczy. Jego oczy miały dziwną barwę.
- Czym jesteś? - spytałam.

 
<Maverick?>

czwartek, 11 października 2018

Od Alharisa CD Shavi'ego ,,Przybycie na wyspę"

-No, no...-mruknąłem pod nosem wchodząc do wnętrza głazu jako ostatni.- Niezłe cacka.- Coela, widocznie zadowolona, uśmiechnęła się delikatnie i machnęła ręką w kierunku stojących pod ścianami sprzętów.
-Coś powinno się znaleźć dla każdego.- rzuciła, po czym podeszła do ściany, przy której stały stojaki na przeróżne bronie, od zwykłych małych noży do wymyślnych, świecących mieczy czy innych katan.
-Sama je stworzyłaś, czy zgromadziłaś?- zapytał Enrique muskając czubkami palców jelce mieczy.
-I to i to.- odparła jego siostra podnosząc długi nóż o cienkim ostrzu, po czym skierowała się na drugą stronę jaskini i wyjąwszy mały woreczek wyszywany ciemnozieloną nicią wrzuciła do niego kilka małych przypominających kule przedmiotów.
-Osłona dymna.- wyjaśniła starannie wiążąc woreczek i po wykonaniu owej czynności odwróciła się ku nam i mrugnęła zawadiacko.
-Z niespodziankami. A teraz rozejrzyjcie się, wytłumaczę wam wszystko.- po kolei podchodziliśmy do każdego przedmiotu, a Coela wyjaśniała nam w razie potrzeby co to jest i jak się tym posługiwać. Każdy wziął przynajmniej jedną rzecz, która mu odpowiadała. Ja sam póki co nie znalazłem nic, co mogłoby pomóc mi wykonać zaplanowaną czynność podczas ataku na bazę. W końcu jednak dotarliśmy do przypominającego bransoletę kształtu, ale o wiele większą. Ów przedmiot zbudowany był z przylegających do siebie czarnych, matowych płytek.
-Co to jest?- spytałem z zaintrygowaniem przyglądając się mu ze wszystkich stron. Coela skrzywiła się lekko.
-Jeszcze nie wiem. Nie udało mi się dotąd odkryć jeszcze paru sprzętów, a to jest jeden z nich.- przekrzywiłem głowę i złapałem delikatnie w zęby obiekt mojego zainteresowaniem. Czułem coś dziwnego, coś co przyciągało mnie do niego, a w głowie jakby kreowała mi się instrukcja włączenia go. Olśniło mnie. Przecież już to widziałem!
Opuściłem przedmiot na ziemię i chuchnąłem na niego gorącym powietrzem, topiąc go w nim całego. Odsunąłem głowę i czekałem, a inni patrzyli na mnie z zaciekawieniem.
-Co robisz?- zapytał Rohusaya podchodząc.
-Sami zobaczcie.- mruknąłem z uśmiechem. Leżąca rzecz z szybkością błyskawicy rozwinęła się i trzasnęła metalowym ogonem o ziemię, wywinęła się w paru splotach, po czym podpełzła ku mnie błyskając złotymi, okrągłymi ślepiami, lśniącymi jak diamenty.
-Metalowy smok pochodzący z Darmy. Nieraz, nie dwa ja i moi bracia się nimi posługiwali. Można kontrolować je poprzez czytanie w myślach i wysyłanie poszczególnych poleceń. Nie zorientowałem się z początku, ponieważ ten tutaj ma inny kształt. Myślę, że będzie dla mnie odpowiedni. Może zrobić naprawdę wiele i myślę, że bez problemu poradziłby sobie z tymi komputerami.
-W takim razie bierz go.- powiedziała Coela, a ja przesunąłem ogonem po leżącym bez ruchu robocie, a ten zwinął się i powrócił do stanu przed obudzeniem.

<Coela, Enrique, Shavi, Alvheid?>

wtorek, 18 września 2018

Od Shavi'ego - c.d. Rohusayego ,,Przybycie na Wyspę"


W odpowiedzi wszyscy niemal jednocześnie kiwnęli pewnie głowami.
- Doskonale. - rzucił Rohusaya, muskając ledwie zauważalnie ogonem piasek. - Ile czasu potrzebujesz by zdobyć dla nas odpowiednie środki komunikacji? - przeniósł całą uwagę na mnie.
Milczałem przez kilka minut zastanawiając i próbując przewidzieć wszelkie ewentualne pułapki, które mogłyby na mnie czekać w miejscach ich przechowywania oraz możliwości ich ewentualnego rozbrojenia, po czym odrzekłem, wypuszczając niewielki kłąb dymu z pyska:
- Sądzę, że jeden, góra dwa dni, a właściwie noce, jeśli wszystko dobrze pójdzie i nie natknę się na zbyt wielu uzbrojonych strażników.
- Dobrze, w takim razie spotkamy się następnym razem na wzgórzu w pobliżu ich centrali około południa za trzy doby. - zarządził sfinks. - Wszyscy się zgadzają?
- Jasne. - odarło każde z nas.
- To znakomicie, weźcie również jakąś dodatkową broń na wypadek, gdyby nasze wrodzone moce okazały się niewystarczające.  
- I tak mamy raczej marne szanse, jeśli zastosują przeciwko nam swoje urządzenia. - stwierdził powątpiewająco Enrique. 
- Chyba, że pomożecie i wybrać do walki którąś ze stworzonych przeze mnie w tajemnicy maszyn. - wtrąciła się jego siostra ku naszemu zdziwieniu.
- Chcesz powiedzieć, że przez ten cały czas tuż koło nas znajdowała się pracownia z zakazanymi wynalazkami i nikt oprócz Ciebie o tym nie wiedział?! - wykrzyknął z niedowierzaniem wojownik.
- Owszem. - potwierdziła elfka nawet nie spuszczając wzroku. - Wiesz przecież równie dobrze jak ja, że pewne rzeczy w tym miejscu trzymać w sekrecie jak najdłużej. 
- Faktycznie, masz rację. - westchnął. - Ale teraz nas chyba tam zaprowadzisz? 
- Ma się rozumieć. - zapewniła i, podniósłszy się zaczęła się powoli kierować w stronę czegoś przypominającego litą skalną ścianę. Kiedy jednak kobieta położyła na nim swoją dłoń, głaz rozbłysnął jasnym pomarańczowym światłem i odsunął się powoli na bok ukazując ogromne pomieszczenie wypełnione różnymi dziwnymi przyrządami.

<Alharis/Rohusaya?>

piątek, 14 września 2018

Od Rohusayego CD Enrique de Rascon y Cornejo ,,Przybycie na wyspę"

-Świetnie.- miałem ochotę zatrzeć łapy z radości, ale się powstrzymałem.- Jeszcze tylko jedno pytanie: czy zna się ktoś na elektronice, komputerach, kamerach itd. i mógłby to wszystko wyłączyć na czas waszego pobytu w budynku?- przez chwilę panowała cisza, lecz zaraz Alharis przekrzywił głowę i rzucił:
-Myślę, że poradziłbym sobie z tym.- wszyscy spojrzeli na niego ze zdziwieniem.- Przez cały czas, odkąd tu jestem, starałem się możliwie jak najwięcej dowiedzieć się o tych maszynach i całym sposobie prowadzenia tej wyspy przez naukowców. Z darem niewidzialności nie było to takie trudne. Oczywiście nie wiem wszystkiego, ale i tak najwięcej z nas wszystkich.- odparł widząc nasze spojrzenia.
-Teraz ci ludzie przekonają się z kim naprawdę zadarli.- Coela z błyskiem w oku uśmiechnęła się przebiegle, zakładając ręce na piersi. Obok, jej brat bawił się pasmem trawy przekładając ją przez palce. W jego postawie widać było podekscytowanie i pewność. Shavi uniósł pysk ku niebu i wpatrywał się w nie zmrużonymi oczami.
-Proponuję takie składy: Shavi i ty, Enrique- tu zwróciłem się do elfa i małego smoka- poszlibyście przodem razem z Alharisem i wyrzucilibyście wszyscy trzej z gry strażników i tych naukowców, co staną wam na drodze. Starajcie robić się to po cichu, najlepiej nie zabijać, lecz szybko znokautować, byle na dłużej. Jeśli nie uda się uniknąć powiadomienia innych wiecie co macie robić. Potem razem z Coelą i Alvheid, które wejdą po oczyszczeniu terenu, udacie się do sali z informacjami o nas i zarodkami. Shavi poprowadzi jako, że zna drogę. Alharisie, ty, jeszcze zanim wejdą panie, udasz się do centrali i jak najszybciej spróbujesz powyłączać wszystko, zwłaszcza kamery i alarmy. Ja z zewnątrz będę otwierać wam wszelkie drzwi i przejścia.
-Jak to zrobisz nie wiedząc kiedy ma się to stać?- zapytał Alharis, którego długie wąsy uniosły się pod wpływem powiewu wiatru. Wyprostowałem się i machnąłem skrzydłem, lecz zanim zdążyłem odpowiedzieć Shavi wtrącił:
-Jak już mówiłem, postaram się sprawić nam jakieś urządzenia, dzięki którym będziemy mogli się komunikować.
-A jeśli nie, to i tak wyczuje to, kiedy będziecie potrzebować mojej interwencji.- dodałem.- Dobrze. Teraz wystarczy jeszcze ustalić dzień i godzinę. Ale zanim, czy wszyscy zgadzają się z ich rolami?

<Coela, Erique, Alvheid, Shavi?>

poniedziałek, 3 września 2018

Od Anon - c.d. Alharisa


Smok zjawił się znikąd. Dotknęłam dłonią jego ogona i pociągnęłam go za niego. Po czym pozwoliłam sobie spaść nieco na dół. Dopiero po dotknięciu stopami wody rozprostowałam skrzydła nagle. W moim odbiciu była też ona. Ta jasna strona. Miała w dłoni klejnot duszy, uśmiechała się do mnie tak jak ja. Gdy spojrzałam na smoka, ten spojrzał na moje odbicie i tak kilka razy to na mnie to na nią. To nawet nie wiedziałam, co miał i chciał zrobić. Zanurzył się w wodzie i zaczęłam pływać i łowić ryby. Uśmiechnęłam się i zachichotałam. Wyglądało to tak słodko. Zaczęłam iść po wodzie, gdy nagle moje ciało przybrało wodę. Hmm, wyglądałam jakby moje ciało, było całe z wody, gdy woda na mnie leciała, nic mi nie robiła, nikt nie mógł mnie zabić. Ogień czy jakaś siła tylko odbijałam te ruchy i siłę.
Zanurzyłam się, aby popływać i zanurzyć się nieco głębiej, w głębinach. Może bym znalazła, coś, czego nikt inny nie odkrył jeszcze. Pełno różnych rybek, jak i raf można znaleźć. Zakręcić się wokół nich.

Po kilku może minutach albo godzinach wynurzyłam się z dziwnym starym naszyjnikiem.
- Wiesz, co to jest? - spytałam smoka. Po czym usiadłam już w ludzkiej skórze na kamieniach i patrzyłam na ten dziwny medalik.

<Alharis?>

sobota, 1 września 2018

Upomnienia

Z powodu nienapisania ani jednego opowiadania od dwóch miesięcy poniższe postaci otrzymują upomnienia:

* Raphel - drugie,
* Vaessaria - drugie,
* Shu - pierwsze,

poniedziałek, 20 sierpnia 2018

Od Alharisa CD Anon



Leciałem co rusz rozglądając się w poszukiwaniu Anon, którą parę chwil temu straciłem z oczu w wodach rzeki nie mając bladego pojęcia gdzie mogła się pojawić. Zakładałem, że się gdzieś przeniosła, ponieważ skacząc w jej nurt raczej nie miała zamiaru się utopić, a kiedy przelatywałem nad tym miejscem i spojrzałem w przezroczystą wodę nie dostrzegłem zarysu jej sylwetki, więc nie ukrywała się tam przede mną. Wzniosłem się wyżej zwalniając aby w razie czego mieć większą szansę na ujrzenie dziewczyny. Prychnąłem wyrzucając w powietrze mały kłąb filetowego ognia i zarzuciłem ogonem nie tracąc przy tym kontroli nad lotem. W końcu mogłem się trochę rozerwać i to w dodatku z kimś kto żyje. Moje tymczasowa osobowość naprawdę tego potrzebowała.

***

W oddali dojrzałem siedzącą na klifie Anon, gładzącą pióra ozdabiające jej skrzydła. Wyglądała jakby na mnie czekała. Była szybka i jej moce pomagały w ucieczce przede mną, więc postanowiłem spróbować przechytrzyć istotę. Kiedy odwróciła wzrok na parę sekund stałem się niewidzialny i dalej podążałem coraz szybciej nakazując wiatrowi ukryć moją obecność. Jej sylwetka rysowała się moim oczom coraz wyraźniej w miarę przebytych metrów. W końcu odwróciła wzrok w stronę, gdzie jeszcze parę sekund byłem, a kiedy mnie tam nie zobaczyła zmarszczyła delikatnie brwi i rozejrzała się daremnie szukając mojej osoby. Wstała i rozpostarła skrzydła, po czym zeskoczyła z klifu. Byłem tuż za nią i zanim ponownie zdążyła zniknąć wyprzedziłem ją i zatoczyłem niewielki krąg wokół jej ciała.
-Mam cię.- mruknąłem nisko, na tyle głośno aby mogła mnie usłyszeć i przejechałem końcem ogona po jej lewej dłoni. Ciągle nie ujawniając swojej obecności oddaliłem się odrobinę i zatrzymałem obserwując jej reakcję. Wydawała się lekko zaskoczona i zdezorientowana, lecz w jej oczach widać było wyraźnie błysk uśmiechu.
-Tutaj.- rzuciłem, powoli ujawniając swoją obecność.

<Anon?>

poniedziałek, 6 sierpnia 2018

Od Enrique de Rascon y Cornejo - c.d. Alharisa ,,Przybycie na Wyspę"


Przez kilka kolejnych minut, w trakcie których każdy z nas rozmyślał nad jak najlepszym wykorzystaniem swoich niezwykłych umiejętności podczas pierwszej naszej prawdziwej potyczki z naukowcami na należącej do nich ziemi, panowała niemal całkowita cisza przerywana tylko od czasu do czasu szumem wiatru w koronach drzew, czy szumem fal uderzających o nabrzeżny piasek. W końcu jednak udało mi się wymyślić jako pierwszemu zadanie, jakie mógłby się ewentualnie podjąć, więc wstałem z miejsca, by przyciągnąć do siebie uwagę wszystkich zgromadzonych i oświadczyłem:
- Sądzę, że w tym przypadku mógłbym wykorzystać swój dar  usypiania i pomóc Shaviemu w odsyłaniu tamtejszego personelu do Krainy Morfeusza, a w ostateczności zesłać nawet na nich deszcz zatrutych sztyletów i przeprowadzić prosto do Hadesu. Dodatkowo jestem w stanie zamienić się w człowieka i udawszy jednego z nich, wykraść potrzebne nam dokumenty lub unicestwić je na miejscu podczas zwykłego spalania. Zakładam, że gdybym tylko dostatecznie się postarał, to nawet nie zauważyliby, iż ktoś majstrował przy ich skrytkach.
- Ja dodatkowo byłbym w stanie zapewnić nam pomoc z zaświatów. - dorzucił Shavi. - Z tego, co słyszałem do tej pory o gatunku ludzkim, to część z jego przedstawicieli panicznie się boi wszelkich duchów i zjaw, a zresztą tylko one  potrafią przechodzić przez ściany całkowicie niezauważone.
- Ja z kolei spróbowałabym przejąć kontrolę nad tymi istotami, których jeszcze nie udało im się zbytnio zmodyfikować. Ponadto myślę, że zawsze moglibyśmy jeszcze prosić o pomoc bóstwa egipskie wykorzystując siły zaklęte w medalionie Alvheid. - tu moja siostra rzuciła porozumiewawcze spojrzenie heroinie, która w odpowiedzi ledwie zauważalnie kiwnęła głową.
- Skoro już wszystko ustalone, to pozostaje nam jeszcze dobrać się w grupy i zdecydować kiedy dokładnie miałaby się odbyć cała akcja. - stwierdziłem nie próbując nawet kryć uśmiechu zadowolenia, który wykwitł mi na twarzy na samą myśl o tym, że wreszcie będę mógł zemścić się na naukowcach, którzy tak perfidnie odebrali mi całą chwałę należną samemu obrońcy jednego z elfów należących do szanowanej rodziny królewskiej.


<Alharis/Rohusaya?>
 




Od Alharisa CD Coeli ,,Przybycie na wyspę"


Przysłuchiwałem się z zainteresowaniem mowie małego smoka, a po jego ostatnich słowach zasyczałem z oburzeniem i wygiąłem szyję odsłaniając zęby. Czyżby ludzie mogli posunąć się w swoich działaniach aż tak daleko? Czy mogliby tworzyć według własnych upodobań potwory, pozbawione umysłów i serca? Trzymane w niewoli, dla eksperymentów lub wykonywania zadań powierzonych przez naukowców w celu zabijania? Prychnąłem wysyłając w powietrze nitkę bordowego dymu. 
Na zadane przez Coelę pytanie przez parę sekund nikt nie odpowiadał, wszyscy byli bowiem pogrążeni w oburzeniu i głęboko zastanawiali się nad odpowiedzią, w tym również ja. W jaki sposób...To oczywiste, że trzeba powstrzymać ową falę, która w przyszłości mogła nas zalać teraz, kiedy dopiero zaczęła się tworzyć. I chyba nie było innego sposobu jak tylko wejść do ich centrum dowodzenia, własnoręcznie pozbyć się wszelkich informacji o nas i naszych braciach innego gatunku oraz wykraść zarodki lub też się ich w ostateczności pozbyć. Bułka z masłem.
- Musielibyśmy wkraść się do owego pomieszczenia i wziąć sprawy w swoje ręce.- odparł zamyślony Shavi przechadzając się w tę i z powrotem po kamieniu.- Byłoby to jednak dość trudne.
-Raczej bardziej niż dość trudne.- mruknął Enrique. Niestety, ale miał rację. Wtem Alvheid, dotąd stojąca nieco w tyle postąpiła krok naprzód i zaczęła wykonywać rękami pewne gesty. Nie zrozumiałem z tego nic, jednak domyśliłem się, że w ten sposób się z nami komunikuje jako, że jest niemową. Coela uważnie obserwowała ruchy dłoni dziewczyny, a kiedy ta skończyła odwróciła się do nas.
-Alvheid mówi, że musimy coś z tym zrobić i to jak najszybciej, a ja się z tym zdecydowanie zgadzam.- przetłumaczyła, po czym dodała- Myślę, że należy obmyślić plan, który pozwoliłby nam na wejście do tego budynku i pozbycie się wszelkich informacji, które mogłyby posłużyć naukowcom w eksperymentach. Oczywiście nie będzie łatwo, a w dodatku mogą wszystkich mieszkańców spotkać różne nieprzyjemności, lecz nie mamy wyboru. Ale zacznijmy od tego czy wszyscy się z tym zgadzają. Jeśli ktoś jest przeciwny temu pomysłowi niech odejdzie, ale niech trzyma usta zamknięte.- nikt nie odszedł, za to wszyscy wydawali się podekscytowani czekającym ich zadaniem. Tak samo i ja.
-Świetnie.- rzucił Rohusaya zamiatając ogonem.- Wracając do owego planu; nierozsądnie byłoby pakować się tam w kupie demolując wszystko na swojej drodze. Lepiej podzielić się na grupy, najwyżej trzyosobowe i każdej z nich przydzielić jakieś zadanie, które ułatwiałoby posiadanie odpowiedniej mocy.
-Ważne aby podczas operacji jedna, a najlepiej dwie osoby wyłączyły ich systemy, kamery i alarmy, a także zajęły się strażnikami i pozostałymi problemami. Dobrze byłoby mieć ze sobą jakąś łączność, ale na to chyba nie możemy liczyć.- ciągnął Enrique z błyskiem w oku.
-Może udałoby mi się coś wykraść...-mruknął Shavi.
-Byłoby doskonale. Reszta mogłaby zająć się tym po co byśmy przyszli.
-Ja raczej nie będę się tam pakować. Nie z moimi rozmiarami.- powiedział Rohusaya.- Ale mógłbym otwierać wam wejścia nie wchodząc do budynku.
-Dobrze. Teraz tylko należy poprzydzielać role, wyznaczyć termin i przygotować się.

<Coela/Shavi/Enrique/Alvheid?>

piątek, 3 sierpnia 2018

Od Arietes CD Jegen


Przez parę nieznośnie długich chwil trwałyśmy w bezruchu, głęboko pochylone, z mięśniami napiętymi jak struny, gotowe na to aby w każdej chwili odbić się od ziemi i zaatakować przeciwnika naszą bronią, którą obie trzymałyśmy zbielałymi z napięcia palcami. Nic jednak nie zakłóciło dalszego spokoju komnaty, jedynie nikły płomień na pobliskich pochodniach niespokojnie rzucał się na boki, tworząc na pobliskich ścianach skaczące cieniste wstęgi. 
Minęło kolejnych kilka minut, podczas których ogień się uspokoił i powrócił do dawnej wysokości. Poza tym nic się nie wydarzyło. 
W tym samym momencie moje oczy spotkały się ze wzrokiem Jegen i przebiegła między nami nić porozumienia. Doszłyśmy do tego samego wniosku nie zamieniając ze sobą słowa. Odczekałyśmy jeszcze parę chwil, po czym z niezwykłą ostrożnością i bardzo powoli podniosłyśmy się na nogi. Ja, z moimi czterema jelenimi kończynami miałam z tym pewien kłopot, lecz po chwili udało mi się jakoś wstać i nie wywołać za dużo hałasu, który mógłby okazać się dla nas zgubny. Mięśnie dalej trzymałam w napięciu oczekując nagłego ataku, lecz moje spekulacje zawiodły. Jeśli coś się przed nami czaiło, to albo było chytre i zamierzało osłabić naszą czujność wyczekując odpowiedniej okazji do rzucenia się na nas, albo po prostu się bało, choć naprawdę wątpiłam w tę drugą opcję. Najprawdopodobniej jednak nie było w komnacie nikogo lub niczego poza mną i Jegen. Oczywiście ciągle żywego.
-Czy mogłabyś sprawdzić czy coś tam na nas czeka?- spytałam szeptem, dbając o to aby moje słowa dotarły jedynie do uszu do tego przeznaczonych. Moja towarzyszka nie spuszczając wzroku ze środka pomieszczenia skinęła delikatnie głową i zmrużyła oczy.
-Nic tam nie ma.- rzuciła po chwili i opuściła ramiona. Westchnęłam i rozejrzałam się ponownie czując lodowaty dreszcz na plecach. Stałyśmy tak parę kolejnych chwil niepewne i zdezorientowane, nie ruszając się z miejsca i próbując w myślach wytłumaczyć sobie nagłe zgaśnięcie większości pochodni.
-Ruszajmy dalej, może się na coś natkniemy.- zaproponowała harpia zaciskając szczęki. Skinęłam głową na znak zgody.- Tylko trzymajmy broń w pogotowiu.- jej głos brzmiał jakby była lekko zirytowana. W sumie, to jej się nie dziwiłam, a sama zaczynałam mieć po dziurki w nosie tej całej niepewności i niespodzianek na każdym kroku, mimo to nie żałowałam decyzji zbadania owej sprawy- wzywały mnie przygoda i tajemnica wyzierające z każdej cząstki badanej w chwili obecnej jaskini.
-Pójdę na drugą stronę.- rzuciłam.- W razie czego porozumiewajmy się tak jak ustaliłyśmy.- zaczęłam coraz bardziej oddalać się od ściany i niedługo potem byłam już przy przeciwległej ścianie. Podeszłam do najbliższej pochodni, na której ostał się płomień i dokładnie się jej przyjrzałam, a nie dostrzegłszy nic ciekawego ruszyłam wzdłuż ściany przejeżdżając po niej palcami. Minęłam ostatnią zapaloną pochodnię po mojej stronie, po czym powoli zanurzyłam się w widniejącą przede mną ciemność. Nie szłam za długo, bo zaledwie parę chwil po wstąpieniu w progi mroku owionął mnie niespodziewany, chłodny podmuch unosząc włosy i przyprawiając o gęsią skórkę z nagłego uczucia zimna. Zatrzymałam się gwałtownie i przekrzywiłam głowę z zaintrygowaniem. Co u diabła? Czyżby wyjście na zewnątrz? Oczywiście, że nie, przecież od dawna biłoby od niego światło. A może... W mojej głowie pojawiło się pewne przypuszczenie, które czym prędzej postanowiłam potwierdzić lub odrzucić, a żeby przekonać się o jego słuszności (lub nie), nie pozostawało mi nic innego jak ruszyć dalej. Po paru chwilach zauważyłam stopniową poprawę widoczności, a po kolejnych sekundach dostrzegłam słabe, błękitne światło wyzierające ze sporego, prostokątnego otworu poprzecinanego czarnymi paskami. W miarę stawiania kolejnych kroków temperatura obniżała się, a jasność zwiększała. Niedługo potem stałam przed ogromnym otworem zasłoniętym grubymi prętami. Przynajmniej w pewnej części, ponieważ na środku widniała duża dziura, spowodowana rozerwaniem części przeszkody przez ogromne cielsko ogarniętego furią i chęcią ucieczki stworzenia, a wykrzywione końcówki prętów świadczyły o przejściu przez nie w stronę odwrotną, do tej, z której przyszłam wraz z harpią. Przekrzywiłam głowę i poszukałam spojrzeniem śladów, choć byłam już pewna, że tą drogą nasz miły potwór wydostał się najpierw do komnaty, a później na powietrze zapewne czając się w okrytych mrokiem korytarzach. Najwyraźniej nie tylko on sądząc po wcześniej znalezionym przez Jegen trupie stwora. Kiedy natrafiłam wzrokiem na czarny szlam i zieloną ślinę, od której poczułam natychmiastowy wstręt uśmiechnęłam się zwycięsko i zawołałam harpię odchodząc nieco od otworu aby nikt z korytarza za nim nie mógł mnie zbyt dobrze usłyszeć. Po kilku chwilach miałam już obok siebie moją towarzyszkę i razem oglądałyśmy moje wcześniejsze odkrycie.
-Nie ulega wątpliwościom, że bestia wyszła tędy. I to nie sama. - rzuciłam, choć wiedziałam, że sama połączyła fakty i już się domyśliła.
-Najpewniej nasza była silniejsza i zmieniła tą drugą w trupa. Albo ktoś, kto ją tu trzymał dogonił ją i sam pozbawił życia.- mruknęła pod nosem, jednak na tyle głośno abym była w stanie ją usłyszeć.
-Nie wiemy czy nie wyszło więcej i czy nie czają się w korytarzach za nami.- powiedziałam. Obie instynktownie obejrzałyśmy się przez ramię. Wizja odcięcia drogi powrotnej przez krwiożercze potwory siedzące w ukryciu przyprawiła mnie o gęsią skórkę. Zdecydowanie nie chciałabym jeszcze kiedykolwiek w życiu walczyć z taką bestią, lecz miałam niezbyt miłe wrażenie, że to nastąpi i w dodatku dosyć prędko. Zacisnęłam usta w wąską kreską i powoli wypuściłam nagromadzone w płucach powietrze. Mało podobała mi się nasza obecna sytuacja, ale czułam również dziwną satysfakcję i zaintrygowanie. Uwielbiałam rozwiązywać zagadki i poznawać tajemnice, a tu kryje się jedna z największych z jakimi miałam kiedykolwiek do czynienia. Nie zrezygnowałabym nawet gdybym miała taki wybór. 
Przejechałam dłonią po rozerwanych stalowych prętach i wyczułam lepką maź. Czym prędzej wytarłam ją o sierść na grzbiecie wykrzywiając się ze wstrętu. 
-Wchodzimy?- spytałam harpię.
-Pewnie.- mruknęła niskim głosem i wyciągnęła przed siebie ostrze kosy. Ja za jej przykładem postąpiłam tak samo z moimi nożami i przekroczyłam dziurę idąc tuż za nią, raz po raz rzucając spojrzeniem za siebie. Niebieskawe światło nasilało się z każdą chwilą, odsłaniając przed nami wątpliwe uroki korytarza, to znaczy śluz, kałuże brudnej wody, zdechłe szczury i coś na kształt łajna. W końcu przekroczyłyśmy ostatni zakręt i aż stanęłyśmy z wrażenia, szerokimi oczami obserwując ogromną komnatę, która się nam ukazała. Cała zalana była niebieską poświatą pochodzącą z góry, jednak nie byłam w stanie dostrzec żadnych otworów, przez które mogło się przedostawać. Parę metrów od nas kończył się grunt, a daleko pod nami widać było postrzępione szare skały, które wyglądem przypominały rozwartą paszczę jakiegoś potwora. Parę metrów od miejsca, w którym aktualnie stałyśmy rozpoczynał się długi i szeroki kamienny most będący jedyną drogą prowadzącą ponad przepaścią. Jeśli chciałybyśmy dalej kontynuować naszą wędrówkę w poszukiwaniu odpowiedzi na niedające spokoju pytania musiałybyśmy przejść nim na drugą stronę, odległą tak, że moje oczy nie mogły dojrzeć mieszczących się tam szczegółów.
-Niech to.- mruknęłam cicho pod nosem. Możliwość dostrzeżenia nas w trakcie przechodzenia przez ów most była bardzo prawdopodobna. Byłybyśmy obie widoczne jak na talerzu, więc nie wydawało się to najlepszym pomysłem. Niestety nie było żadnego innego. Już miałam spytać się Jegen o ostateczne potwierdzenie decyzji o dalszym kontynuowaniu drogi lub też przerwaniu jej i powrotu, gdy z góry dobiegł jakiś szum i nagle obie krzyknęłyśmy, lecz nasze głosy zostały zagłuszone przez znacznie głośniejszy i bardziej przerażający dźwięk, który był powodem naszego krzyku. W niezmąconej ciszy nagle huknął niby potężny grzmot, a mi zdawało się, że pod nami zatrzęsła się ziemia. Był tak ogłuszający i tak natarczywy, że mimo zakrywania uszu dłońmi przedarł się wgłąb czaszki i uderzył w nią ogromnym bólem. W momencie obie spojrzałyśmy w górę ze skrzywionymi twarzami, ponieważ to właśnie stamtąd dochodził potężny, przepełniony wściekłością ryk i ponownie krzyknęłyśmy. W naszą stronę leciał ogromny, smukły kształt wykrzywiając poorany pysk i błyszcząc złowrogo zielonymi ślepiami. Białe zębiska zbliżały się z każdą sekundą, a paszcza otwierała się z każdym pokonanym przez spadającą w dół bestię metrem. Była centralnie nad nami i zbliżała się nieubłaganie. Wielkie cielsko przysłoniło światło rzucając na nas czarny jak smoła cień. Nie miałyśmy czasu na żadną reakcję, ponieważ gdy ujrzałyśmy potwora pozostało jedynie parę sekund na złapanie nas jej ogromnymi wykrzywionymi zębami. Kiedy już zaczęłam żegnać się z życiem nagle bestią zarzuciło i coś szarpnęło ją w górę. Zasyczała przerażająco, zapewne chcąc wydać z siebie przerażający ryk, jednak zabrakło jej na to oddechu. Szaleńczo machnęła wielkimi, postrzępionymi skrzydłami i wzniosła się w górę potrząsając długą szyją i opasującą ja ciasno obrożą będącą przyczyną jej nagłego zatrzymania. Za poczwarą z sufitu zwisał gruby łańcuch, widocznie bardzo jej ciążąc, bo zaraz opadła gubiąc ponownie rytm lotu. Rozeźlone ślepia rzucały wokół groźne spojrzenia, a z piersi dochodziły syki i dudnienie jakby zapowiedź kolejnego ryku. Ponownie spróbowała wznieść się wyżej, a łańcuch z łoskotem ślizgał się po jej czarnej skórze w miarę zwiększania wysokości. Potem zatrzymała się i wysilając mięśnie skrzydeł  pozostała przez chwilę na tej samej wysokości. Opuściła małą, kształtną głowę i przeszyła nas lodowatym spojrzeniem wypuszczając cichy syk, po czym rzuciła się w dół składając skrzydła po obu bokach ciała, zmierzając drugi raz w naszą stronę. W jednym momencie skoczyłam w bezpieczną ciemność korytarza będącego za plecami, a Jegen podążyła za mną, mimo tego, że oczywiste było ponowne zatrzymanie stworzenia przypominającego smoka przez łańcuch. Parę sekund później zwierzę stęknęło, a w polu naszego widzenia pojawił się długi czarny ogon, który z impetem uderzył o ziemię wywołując jej wstrząs. Wyjrzałam chcąc zobaczyć co z bestią, jednak w każdej chwili byłam gotowa się cofnąć. Smok nadal pozbawiony oddechu przez grubą obrożę zaledwie parę chwil temu wciśniętą w jego szyję wyrównał lot i doskoczył do ściany wbijając się w nią ostrymi pazurami. Odwrócił głowę i spojrzał na mnie zrezygnowanym spojrzeniem, po czym zaczął wspinać się po ścianie charcząc przez ciężar łańcucha spływającego w splotach niczym wąż po jego lśniącym grzbiecie, a kiedy dotarł na samą górę chwycił się belki wystającej ze sklepienia i położył na niej ciągle patrząc w moją stronę. Cofnęłam się wgłąb korytarza i głęboko odetchnęłam starając się uspokoić. Nie uważam się za tchórza, a jednak smok wystraszył mnie tak bardzo, że jeszcze miałam przyśpieszony oddech, a serce rwało się do galopu. Zresztą nie wstydziłam się tego, każdy by się przestraszył z tak nagłego zaskoczenia i świadomości bardzo rychłej śmierci. A jednak mimo tego, że cieszyłam się ocaleniem życia, to współczułam zniewolonemu stworzeniu. Dźwigało niezwykły ciężar od zapewne długiego czasu, który nie pozwalał na normalny lot, będąc zamknięte w zalanym niebieskim światłem więzieniu, nie mogąc poczuć wiatru na skórze ani usłyszeć zniewalającej pieśni lasu czy morza. Z chęcią uwolniłabym ową niezwykła istotę gdyby się dało, jednak sklepienie i masywna belka utrzymująca ciężar smoka była zdecydowanie poza moim zasięgiem, a on sam zatopiłby we mnie swoje zęby zanim bym się do niego na dobre zbliżyła.
Podeszłam powoli do Jegen, panując już nad emocjami, które od dawna nie wyrwały mi się spod kontroli. Zresztą moja towarzyszka również odzyskała spokój i zamyślona wpatrywała się w przerzucony nad przepaścią most- jedyny sposób na kontynuowanie naszej wędrówki.
-No to zaczynają się schody.- mruknęłam.
-Coś mi się wydaje, że jeśli tamtędy pójdziemy to potem będzie jeszcze gorzej.- odparła harpia, po czym błysnęła w ciemności krzywym uśmiechem.- Świetnie. W takim razie idziemy dalej, no nie?

<Jegen? W końcu spięłam 4 litery (ręce, hehe) i dokończyłam pisanie, które zaczęłam jakiś czas temu. No, ale długie przynajmniej.>

środa, 1 sierpnia 2018

Upomnienia

Z powodu nienapisania ani jednego opowiadania od dwóch miesięcy Raphel otrzymuje 1. upomnienie.

niedziela, 15 lipca 2018

Nieobecność głównej administratorki

Chciałabym poinformować, że w dniach 11-22.08. będę nieobecna z powodu wyjazdu, więc wszelkie wiadomości dotyczące bloga proszę wysyłać w tym czasie do pozostałych administratorów.
Postaram się jeszcze o tym przypomnieć, ale nie obiecuję, że mi się to uda. 

Z poważaniem,
główna administratorka (WTSW/Howrse, SZOG/Doggi)

czwartek, 12 lipca 2018

Od Anon - c.d. Alharisa


Wczesnym rankiem, nim słońce wstało, już byłam na nogach. Spojrzałam na wodę, po czym jej dotknęłam. Znalazłam się wysoko wśród chmur, tym razem moje włosy były jaśniejsze, tak samo jak skrzydła i cała sylwetka, jak i ubranie. Pozwoliłam, by wiatr mnie unosił. Zamknęłam oczy i leciałam, trzymając w dłoniach klejnot. Niepowtarzalną energię, która po dotknięciu ze mną rozeszła się wszędzie. Wyglądało to jak błysk różnych barw.
W pewnym momencie wiatr mnie zatrzymał, a skrzydła się rozłożyły. Śnieżnobiałe jak u anioła. Rozłożyłam ręce, po czym wyciągnęłam dłonie przed siebie.

Wylądowałam zgrabnie na ziemi, po czym przykryłam się skrzydłami, gdy pojawił się smok. Głaskałam pióra i patrzyłam na smoka.
- Złap mnie, jeśli potrafisz. - powiedziałam. Po czym wyskoczyłam do wody. Wynurzyłam się w Rajskim Kanionie. Znalazłam nawet łódź. Weszłam do niej, po czym czekałam i mąciłam stopami w wodzie. Czekałam, aż mnie znajdzie. Spojrzałam na niebo, jednak nie dostrzegłam go. Wzbiłam w powietrze wodny wir, który rozbłysnął. Krople zaczęły spadać, tworząc przy tym wielobarwną tęczę. Jednakże on nadal nie przybył. Westchnąłem jedynie, po czym wzbiłam się wysoko w powietrze. Skrzydła ruszały się rytmicznie. Wtedy dostrzegłam smoka. Usiadłam na pobliskim klifie i czekałam.
Gładziłam swe skrzydła i patrzyłam czy są całe i zdrowe, zanim wyruszę dalej.

<Alharis?>

środa, 11 lipca 2018

Od Alharisa CD Anon


Postanowiłem, póki jeszcze noc była młoda, nie kierować się jeszcze w stronę Krainy Wiecznego Rozkwitu, ale polecieć nad okrytą ciemnością ziemią, wśród przyjaznego mi mroku, pod okiem księżyca i jaśniejących delikatnym blaskiem gwiazd. Kochałem takie nocne wycieczki, w ciszy i spokoju, nie będąc zauważonym przez nikogo. Może jedynie przez jakichś miłośników nocnych wędrówek, do których zresztą sam należał, o bystrym wzroku, umiejącym przejrzeć panującą czerń nocy. 
Wzniosłem się wysoko, przebijając wilgotne chmury przetaczające się dość szybko, pchane silniejszymi podmuchami chłodnego wiatru i na parę chwil zawisnąłem bez ruchu przyglądając się wyglądającym na uśpione lasom, rzekom i jeziorom. Wiedziałem, że jest to jedynie złudzenie. Rozłożyste korony drzew, olbrzymie skały i ciemne wody zakrywały tętniące życie, nawet mimo upłynięcia czasu nazywanego dniem. To właśnie po zmroku dla wielu sworzeń rozpoczynało się prawdziwe życie. 
Na mej skórze pojawiły się krople, które prawie od razu ześlizgiwały się po niej i spadały w dół bez najmniejszego dźwięku. Wysunąłem język i posmakowałem nim powietrza, po czym potrząsnąłem głową pozbawiając się wody cieknącej po pysku. Napiąłem mięśnie ciągle tkwiąc w bezruchu, by po chwili jakby skoczyć w dół, z postawy kamiennego posągu przechodząc w szybki lot przecinający ze świstem powietrze. Po drodze kręciłem swym ciałem jak wstęgą rzuconą na pastwę powiewom, w akrobacjach, które wykonywałem niegdyś wraz z Krastacjatą. Mknąłem po niebie ciesząc się przypomnieniem dawnych, dobrych czasów. 

***

Kiedy sen opuścił moje ciało, pierwsze co usłyszałem, to lekko przytłumiony śpiew ptaków. Uniosłem szyję przeciągając się i ziewnąłem ukazując różowy język i długie zęby. Odgoniłem mgłę z oczu i wyjrzałem z dna mojej jaskini przez jej szeroki, lecz dobrze ukryty otwór na budzące się słońce. Po niebie rozlewały się kolory od jasnej żółci po ciemny granat. Gwiazdy blakły, a księżyca ujrzeć z tej strony nie zdołałem.
Wróciłem do mojego mieszkania późno w nocy, ale i tak byłem wyspany, dzięki mojej smoczej istocie. Wypełzłem z jaskini kierując się do płynącej w pobliżu rzeki, a kiedy tam dotarłem opłukałem się wodą i poleciałem na umówione spotkanie z Anon. 

<Anon?>