Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Coela. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Coela. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 21 października 2018

Od Coeli - c.d. Alharisa ,,Przybycie na Wyspę"

POPRZEDNIE OPOWIADANIE

Musiałam przyznać sama przed sobą, że oglądanie zaintrygowanych min pozostałych spowodowanych niezliczoną ilością zgromadzonych przeze mnie niejednokrotnie z narażeniem własnego życia przedmiotom pochodzących, jak się właśnie dowiedziałam,z różnych planet, sprawiało mi ogromną przyjemność, choć starałam się tego zbytnio nie okazywać. Kiedy po upływie około godziny wszyscy zaopatrzyli się w potrzebne im sprzęty, klasnęłam w dłonie by skupić na sobie ich uwagę i oświadczyłam:
- Myślę, że lepiej będzie jeśli wyjdziemy stąd inną drogą niż przyszliśmy na wypadek, gdyby naukowcy zdecydowali się nas zaskoczyć w miejscu, w którym zniknęliśmy. 
- Faktycznie nie warto ryzykować. - potwierdził ze zrozumieniem mój brat, próbując za wszelką cenę odkryć jak największą liczbę funkcji trzymanej w prawy ręku fosforyzującego, puchatego narzędzia kształtem przywodzącym na myśl walec. 
- To w którą stronę idziemy? - chciał wiedzieć Shavi.
- Proponuję najbardziej wysuniętą na północ drogę. - odrzekłam, kierując się powoli w jej stronę. - Co prawda jest ona nieco dłuższa i trudniejsza od pozostałych, lecz jeszcze nigdy nie napotkałam na jej końcu ani jednego szpiega ludzi, toteż sądzę, że warto wybrać właśnie ją.


<Alharis/Rohusaya? Wybacz długość, ale jestem chora i brak mi weny.> 


wtorek, 10 lipca 2018

Od Coeli - c.d. Rohusayego ,,Przybycie na Wyspę"


- Przepraszam, że tak późno przybyłem, ale nie jestem przyzwyczajony do przebywania na dworze w czasie, gdy światło słoneczne oświetla jeszcze spragnioną go ziemię, więc ostatnimi czasy mój zegar biologiczny nieco się rozregulował. Udało mi się jednak dzięki temu zdobyć kilka cennych dla nas informacji. 
- Skoro jesteśmy już wszyscy, to może dla ścisłości przedstawię jeszcze raz członków naszego skrytego ugrupowania. - przejął głos Enrique, a nie usłyszawszy z naszej strony ani słowa sprzeciwu, zaczął wskazywać każdego z osobna lekkim kiwnięciem głowy i wymieniać jego imię.
- Dobrze, a teraz, skoro wszyscy już się znamy, sądzę, że najlepiej będzie, jeśli każdy z nas podzieli się wszelkimi informacjami, jakie wykradł naukowcom od czasu naszego ostatniego zebrania. Proponuję, aby działo się to zgodnie z ruchem wskazówek czasomierza. - przejęłam od niego pałeczkę.
- W takim razie wychodzi na to, że to ja powinienem zacząć. - stwierdził posłaniec snów, sadowiąc się wygodnie na jakimś kamieniu. - Otóż zwiedziłem dokładnie główne centrum ich dowodzenia i znalazłem tam mapę wszystkich należących do nich obiektów na całej Wyspie. Mogę Wam teraz przedstawić jej kopię za pomocą iluzji. To znaczy o ile jesteście tym zainteresowani.
- Jak najbardziej. - odparł za nas wszystkich sfinks.
Małemu smokowi nie trzeba tego było dwa razy powtarzać, toteż naszym oczom parę minut później ukazał się wyraźny plan naszego przymusowego miejsca pobytu.
- Całkiem tego sporo. - zauważył Alharis.
- Ale i tak nie wiecie najgorszego. - oświadczył gad. - Otóż w ich centrali odkryłem gabinet, w którym robią badania na naszych zarodkach i przechowują informacje dotyczące rozwoju każdego odkrytego przez nich magicznego gatunku. Aż boję się pomyśleć, do czego może być to przez nich wykorzystywane. Bo co będzie, jeśli zaczną w niego ingerować i przy okazji zrobią z naszych przyszłych pobratymców jakieś potwory?!
- Musimy im z tym całą pewnością przeszkodzić! - wykrzyknęłam z tak silnym oburzeniem, że aż nieświadomie poderwałam się na równe nogi. - Pytanie tylko w jaki sposób.

<Alharis/Rohusaya? Jednak udało mi się oczyścić moje konto już dzisiaj.>

czwartek, 28 czerwca 2018

Od Coeli - c.d. Rohusayego ,,Przybycie na Wyspę"


Pochyliłam lekko głową w odpowiedzi i oświadczyłam, wskazując lewą ręką heroinę zajętą akurat zapamiętałym głaskaniem swej towarzyszki prawdopodobnie w poczuciu pewnej dawki niepewności spowodowanej przez obecną sytuację:
- Z przyjemnością pragnę Wam przedstawić córkę egipskiego urzędnika i samej bogini Tefnut imieniem Alvheid, która niestety jest niemową.
- Miło mi poznać. - odparł sfinks nieznacznie uginając przed nią łapy w geście oddania. - Moim partnerem, jak już zapewne się domyślasz, jest Alharis. 
- Uściślając jestem również synem Lerestrusa i Fisticjany, rządzących przed laty królestwem Wiatru i Chmur oraz bratem obecnego króla panującego nad Darmą, Świetlnego Niterlatesa, - dodał dumnie smok.
Widząc, że mimo wcześniejszych zapewnień sfinksa wciąż nie za bardzo mu ufam, czego najlepszym dowodem był fakt, że gdy tylko wylądował, wycofywałam się aż do momentu, gdy nie oparłam się plecami o bezpieczną ścianę swej mieszkalnej muszli i przez cały czas podświadomie trzymałam dłoń na puginale z ukrytym w nim sztyletem, wydmuchał mały, ledwie widoczny dymek i, przymknąwszy nieznacznie oczy, oświadczył z kulturą godną dobrze wychowanego dżentelmena:
- Mogę pannę zapewnić, że przybywam w pokoju, więc broń nie będzie nam podczas tego spotkania potrzebna.
Nim zdążyłam wyrzucić z siebie swoją stałą odpowiedź dotyczącą faktu, że sama wolę o tym decydować, na gałęzi nad moją głową z głośnym skrzeczeniem wylądował wojownik zbrojny, a niedługo potem wyłonił się zza niego jego właściciel.
- Przepraszam, że tak późno, ale miałem pewne kłopoty ze zregenerowaniem odpowiedniej ilości energii, aby tu przybyć w wyznaczonym czasie po tym, jak naukowcy o mało co nie nakryli mnie na przeprowadzaniu zwiadów w pobliżu budynku, w którym przebywają wszystkie istoty dopiero co sprowadzone do tego więzienia i byłem zmuszony przybrać ludzkie wcielenie oraz zmienić swoje DNA. 
- I tak jesteśmy jeszcze zmuszeni czekać na Shavi'ego. - uspokoiłam go.

<Alharis/Rohusaya ?>

niedziela, 17 czerwca 2018

Od Coeli - c.d. Alharisa ,,Przybycie na Wyspę"


Po wyznaniu przez moją nową towarzyszkę tego jednocześnie strasznego i fascynującego sekretu milczałam przez kilka chwil zastawiając się w jaski sposób mogłabym go w przyszłości obrócić w kolejne potężne oręże w walce z naukowcami o wolność wszystkich umieszczonych tu bezprawnie istot. Niestety wciąż nie wiedziałam na jakiej dokładnie zasadzie ma działać owy portal, więc nie mogłam wysnuć jakiejś zawiłej teorii na ten temat. W mojej głowie bowiem przeplatały się przez cały ten czas dwie wizje naszej historii: pierwsza zakładająca, że wsparci przez egipskich bogów wtargniemy do siedzib badaczy obracając, jeśli tylko zajdzie taka potrzeba, wszystko w pierzynę, a druga, że sami się przeniesiemy na krótką chwilę do tamtejszego nieba, z którego następnie przemieścimy się z powrotem do naszych ukochanych krain. Aby wybrać tę lepszą w obecnym momencie musiałam się tego dowiedzieć, toteż zwróciłam się do dziewczyny:
- Próbowałaś już kiedyś korzystać z jego mocy?
W odpowiedzi pokręciła smutno głową, a ja zdecydowałam się w takim razie kontynuować:
- A wiesz może czy jest on w stanie przenieść nas do wymiaru nieśmiertelnych?
- Niestety to miejsce jest zarezerwowane jedynie dla nich. Nawet spłodzonym przez nich samych herosów i heroin nie można tam przebywać. - odparła.
- A czy on mogliby przybyć na ziemię, aby wesprzeć nas w naszej tajnej misji?
- Sądzę, że tak, ale aby się tak stało każdy z naszych współspiskowców musi mieć czyste serce i umysł wyzbyty z wszelkich niegodziwości. W innym przypadku możemy tu ściągnąć niechcący wszelkie demony podziemi oraz pustyni. 
- Sądzę, że ten warunek będzie łatwo spełnić. - zapewniłam ją szybko.
- A kiedy poznam resztę? - zaciekawiła się. 
- W sumie to zaraz powinni tu przybyć. - stwierdziłam oglądając się uważnie dookoła w poszukiwaniu ich sylwetek.

<Alharis/ Rohusaya ?>

niedziela, 3 czerwca 2018

Od Coeli - c.d. Alharisa ,,Przybycie na Wyspę"


Kiedy tylko mój brat zniknął pośród gęstej roślinności, zwróciłam się do rumaka:
- W takim razie prowadź.
Ten w odpowiedzi parsknął nieznacznie i ruszył zdecydowanie prosto przed siebie lekkim stępem jakby chcąc by pewnym, że spokojnie za nim nadążę.
Zatrzymał się dopiero po około dwudziestu minutach nad wielką, niemal kryształowo czystą rzeką, na której obu brzegach gdzie okiem nie spojrzeć rozciągały się ogromne, wyraźnie stare drzewa z pochylającymi się nad jej taflą od nadmiernego ciężaru soczystych owoców rozmaitych gatunków gałęziami. Gdzieniegdzie można było też dostrzec niewielkie krzaczki tego samego rodzaju.
- Mam nadzieję, że to wszystko wystarczy, by zaspokoić Twój apetyt. - oświadczył, układając się na malachitowo zielonej trawie.
- Jeszcze się pytasz?! - wykrzyknęłam uradowana, podchodząc do pierwszej z brzegu palmy i zrywając z niej orzech kokosowy. - Przecież tego starczyłoby na całą wieczność dla wszystkich mieszkańców Wyspy! Aż dziw, że nie widać tu żadnych naukowców.
To mówiąc, usiadłam tuż koło niego i, chwyciwszy odpowiedniej wielkości kamień, zaczęłam uderzać nim w łupinę, a gdy tylko pojawiły się na niej pierwsze pęknięcia, zbliżyłam go do ust i chciwie wypiłam sączące się z niego mleko, po czym powróciłam do poprzedniej czynności. Tym razem jednak przerwałam ją dopiero, gdy całkowicie się rozpadła.

***

Po około pół godzinie posiłku stwierdziłam, że nic więcej się we mnie nie zmieści, więc obudziwszy wierzchowca, oświadczyłam:
- Teraz, jeśli pozwolisz, chciałabym, abyś zaniósł mnie w pobliże internatu na małe przeszpiegi.
- Czy to na pewno bezpieczne? - spytał wyraźnie zdziwiony, wstając na nogi.
- Z pewnością nie, ale, jeśli tego nie zrobię, nigdy nie dowiem się jakie tajemnice może on skrywać w swoim wnętrzu. - odparłam, moszcząc się na jego grzbiecie.
- Można wiedzieć w jaki sposób zamierasz tego dokonać? - zaindagował przechodząc powoli do galopu.
- Jeszcze sama nie wiem, ale na miejscu z pewnością coś wymyślę.

***

Reszta drogi minęła nam w całkowitej ciszy, gdyż byłam zbyt pochłonięta układaniem planu, by móc jednocześnie prowadzić jakąkolwiek konwersację. Najlepszym tego dowodem może być z pewnością fakt, że gdy Kita wreszcie ostro zahamował wzbijając kopytami tumany kurzu, o mało co nie przeleciałam nad jego szyją. Uratowało mnie od tego tylko to, ze w ostatniej chwili złapałam się usilnie jego grzywy.
- Widzę, że jesteśmy już na miejscu. - stwierdziłam, zeskakując raźno na ziemię.
- Zgadza się, dlatego wolałbym się oddalić.
- Jasne, nie ma sprawy. - rzuciłam, wchodząc za granitowy głaz, mający kryć mnie w razie czego przed ciekawskimi spojrzeniami.
- Dziękuję. - to mówiąc, zrobił w tył zwrot i już go nie było.
Zostawszy sama, wyczarowałam dodatkową ochronę z gęstych zarośli i czekałam na rozwój wypadków.

***

Po paru godzinach dostrzegłam, że tuż koło mojej kryjówki przechodzi jakaś młoda, szczupła dziewczyna o długich, kręconych, hebanowych włosach w towarzystwie srebrnej lwicy. Domyślając się po jej ruchach i ubiorze oraz dość niepewnym zachowaniu, ze należy również choć w pewnym stopniu do istot magicznych, wysłałam w kierunku jej towarzyszki wiązkę uspokajającą, a ją samą złapałam za rękę i przyciągnęłam do siebie. Nieznajoma rzuciła mi zatrwożone spojrzenie i machinalnie sięgnęła do pasa, za który miała zatknięty puginał na sztylet. Chcąc ją powstrzymać od jego wyjęcia, rzekłam szybko:
- Nie sadzę, aby był Ci potrzebny. Nie chcę bowiem Cię skrzywdzić tylko uzyskać kilka informacji o tym miejscu i przebywającym wewnątrz badaczach.
W odpowiedzi dziewczę zaczęło wywijać dłońmi, z czego wywnioskowałam, że jest niemową. Na całe szczęście kiedyś, w lepszych czasach, uczyłam się także tego języka, więc wiedziałam, że chciałaby wiedzieć jak się nazywam i wyznać mi, że nie czuje się tutaj zbyt pewnie i wolałaby rozmawiać o tym jak najdalej od budynku przed nami.
- Jestem Coela. - przedstawiłam się. - Co do Twojej prośby, to sądzę, że możemy się rzeczywiście przenieść gdzieś dalej.
Ta znów zakreśliła kilka figur w powietrzu, mówiąc:
- Na imię mi Alvheid. Dziękuję za wysłuchanie mnie.   


<Rohusaya/ Alharis? Następne opowiadanie możesz skierować także właśnie do Alvheid.>

poniedziałek, 28 maja 2018

Od Coeli - c.d. Rohusayego ,,Przybycie na Wyspę"


Po tej krótkiej wymianie zdań udaliśmy się już w całkowitej ciszy do miejsca, gdzie z powodu ogromnej ilości zwierzyny należącej do różnych gatunków najłatwiej zawsze było zdobyć coś do jedzenia, a mianowicie Krainy Wiecznego Rozkwitu. Gdy tylko zagłębiliśmy się pomiędzy rosnące tam, kilkusetletnie drzewa, spośród których do naszych uszu dochodził śpiew wydobywający się z milionów ptasich gardeł snujących każde swoją własną, niepowtarzalną historię, przymknęłam na chwilę oczy, próbując chociaż na chwilę dać sobie ułudę, że wciąż znajduję się w rodzinnej Elyne otoczona przez inne, dobrze znane mi elfy oraz jednorożce oraz inne, nieznane w tym miejscu, magiczne istoty. Niestety nie było mi dane zbyt długo rozkoszować się tymi snami na jawie, gdyż zaledwie po kilkunastu sekundach poczułam, że coś szturcha moje ramię, a gdy tylko otworzyłam oczy obraz dziewiczej puszczy zmienił się na śnieżnobiały, koński pysk. 
- Kita, co Ty tutaj robisz?! - spytałam, głaszcząc go po szyi.
- Spożywałem właśnie śniadanie, bo Ty najwidoczniej o nim zupełnie zapomniałaś. - odparł lekko urażony.
- Miałam ważniejsze sprawy na głowie, a zresztą przecież w okolicy masz pełno smacznych roślinek.
- Na całe szczęście. - stwierdził, łapiąc zębami jakąś wiszącą nad nim gałąź. - A tak właściwie kim jest ten osobnik? - tu obrócił się w stronę mego towarzysza. 
- Poznaj Enrique, mojego starszego brata. 
Ogier w odpowiedzi uchylił nieznacznie głowę.
- To natomiast jest mój nowy wierzchowiec, Kita Homasz. - przestawiłam konia. 
- Powinienem się tego domyślić. - zaśmiał się elf. 
- Nie wiesz może, gdzie można znaleźć coś do jedzenia? - zwróciłam się znowu do rumaka.
- To zależy od tego, czy pasują Wam same owoce. 
- Jasne! - potwierdziłam mimo tego, że podświadomie wyczuwałam się memu krewniakowi ten pomysł zbytnio się nie spodobał. Prawdę powiedziawszy chciałam bowiem ja najszybciej go zbyć, by móc w spokoju przygotować się do misji.
On chyba to zauważył, bo oświadczył:
- W takim razie ja pójdę poszukać czegoś bardziej wymagającego.
To mówiąc odszedł w swoją stronę. 


<Rohusaya/ Alharis?>

czwartek, 24 maja 2018

Od Coeli - c.d. Raphel'a


Kiedy tylko usłyszałam ostrzeżenie mężczyzny, mające mnie najprawdopodobniej nieźle nastraszyć, ukryłam twarz w w materiale spowijającego mą głowę, grafitowego kaptura noszonej przeze mnie zwykle szaty, obawiając się, że zupełnie przeciwstawne do tego uczucie rozbawienia wypełznie mi także na usta, zdradzając przed nim to, co naprawdę grało teraz na dnie mej duszy i udałam lekki kaszel. Na moje szczęście nic niepodejrzewający właściciel sklepiku nie zwrócił na ten fakt najmniejszej uwagi i jak gdyby nigdy nic udał się zwyczajnie na zaplecze, aby po paru minutach wrócić stamtąd, dźwigając kilka pudeł, które następnie umieścił na dzielącym nas stole, mówiąc:
- Mam nadzieję, że coś z tego się pannie spodoba.
Zamiast mu odpowiedzieć, zaczęłam zaglądać ciekawie do każdego z nich osobna, aż w końcu mój wzrok padł na idealny do moich celów zestaw składający się z technicznego szkicownika zbliżonego wielkością do stojącej w mojej pracowni sztalugi technicznej i paru rodzajów ołówków. Szybko je wyciągnęłam i oświadczyłam:
- W takim razie poproszę jedynie to. 
- Jest pani pewna? - spytał, wpakowując wszystkie przedmioty do jednej z papierowych toreb wiszących na małym haczyku tuż za nim.
- Oczywiście. - potwierdziłam, odpinając jednocześnie sakiewkę z monetami od pasa. - Ile płacę?
Sprzedawca wymienił pewną kwotę, a gdy tylko ta znalazła się w jego wyciągniętej dłoni, rzucił:
- Życzę miłego dnia i polecam się na przyszłość.
- Nawzajem. - odparłam, kierując się do wyjścia. 


THE END

niedziela, 8 kwietnia 2018

Od Colei- c.d. Rohusayego ,,Przybycie na Wyspę"


Spojrzałam z trwogą na swojego brata, mając lekką nadzieję, że zrozumie moją niemą prośbę i powie coś, co mogłoby sprawić, że sfinks nie zdecyduje się sprowadzać na następne spotkanie wspominanego przez niego smoka. W miejscu, z którego oboje pochodziliśmy gady te w większości zajmowały się jedynie niszczeniem i zabijaniem wszystkiego, co stanęło na ich drodze, przez co wielokrotnie zmuszeni byliśmy odbudowywać swe chaty od początku oraz ogłaszać żałobę. Najsilniejszemu z nich składaliśmy dodatkowo raz w miesiącu ofiarę z najpiękniejszej, wybieranej w drodze losowania, dziewicy, by zmniejszyć szkody, które spowoduje, gdy znów nas nawiedzi. Doskonale pamiętałam jak bardzo się za każdym razem obawiałam, że tym razem padnie na mnie. Za nic, więc teraz nie chciałam wtajemniczać jednego z nich w nasz tajny plan. Wiedziałam jednak, że, jeśli Enrique nie wyrazi żadnego sprzeciwu, chcąc nie chcąc będę musiała się im podporządkować.  
-Musisz wiedzieć, że nie mamy najprzyjemniejszych doświadczeń z tymi istotami.- odezwał się elf, a ja westchnęłam z ulgą.- Zgodzimy się, więc na wspólne opracowywanie z nim planów przy jednym stole tylko w przypadku, gdy poświadczysz własnym życiem, że nic nam nie zagrozi. 
Rohusaya posłał mu posuwiste spojrzenie i, kładąc jedną z łap na piersi, oświadczył:
-Mogę Wam to przysiąc. Zresztą chciałbym Was dodatkowo powiadomić, że na tej Wyspie przybywa obecnie jeszcze jeden smok.
-Żartujesz sobie?!- tym razem nie wytrzymałam.
-Nie.- odrzekł, wywracając oczami.- Nie musisz się go jednak w ogóle obawiać, ponieważ jest bardzo mały i panuje głównie nad światem snów, więc w ciągu dnia praktycznie go nie ujrzysz. 
-Ale, skoro jest związany z Królestwem Morfeusza, to prawdopodobnie zakrada się każdej nocy do tutejszych mieszkań?- domyśliłam się.
-Zapewne tak, ale wątpię, aby...-zaczął, lecz w tym samym momencie dał się słyszeć leciutki szelest, dochodzący gdzieś z zewnątrz, brzmiący tak jakby ktoś przedzierał się nieporadnie przez zarośla.
Chwilę później kotara pnączy ogradzająca nas od niespodziewanego przybysza odchyliła się nieznacznie, a do środka wleciał nie kto inny, tylko obiekt naszej rozmowy. 
Przez kilka następnych sekund wszyscy byliśmy zbyt zaskoczeni, aby móc jakkolwiek na niego zareagować.
Pierwszy przemówił nieznajomy:
-Przepraszam Was, że przybyłem tak wcześnie. Myślałem, że skoro jest tak późno w nocy, to już dawno śpicie, a ja powinienem dostarczyć Wam jakieś przyjemne marzenie senne.- tu przerwał na chwilę, najwyraźniej starając się ocenić jaki wpływ wywarły na nas jego słowa.- Ale gdzie moje maniery, mam na imię Shavi.

<Rohusaya? Jaka była Twoja reakcja na fakt, że ktoś jednak odkrył Twoje mieszkanie?>

sobota, 7 kwietnia 2018

Od Coeli- c.d. Rohusayego ,,Przybycie na Wyspę"


Usłyszawszy te słowa, przez dłuższy czas wpatrywałam się przed siebie nie poruszając nawet jednym mięśniem, aby móc jak najszybciej i najlogiczniej poskładać te elementy układanki dotyczące naukowców, które do tej pory posiadłam. Co prawda nie było ich zbyt wiele, ale każdy, nawet najmniejszy, szczegół tej sprawy mógł przechylić szalę zwycięstwa na naszą korzyść. 
Kiedy wreszcie udało mi się coś ustalić, wstałam, zwracając tym samym na siebie całą uwagę obu współspiskowców i oświadczyłam, starając się za wszelką cenę zachować całkowite opanowanie, co było bardzo trudne biorąc pod uwagę obrazy z niedalekiej przeszłości przesuwające mi się w tej chwili przed oczami:
-Wydaje mi się, że mam pewną teorię na temat tego skąd mogli pozyskać te informacje. 
-W takim razie chętnie Cię wysłuchamy, bo przyznam, że sam nie jestem w stanie rozwiązać tej tajemnicy.- odparł sfinks, próbując kryć swoje zaintrygowanie pod zmrużonymi, niby to w geście obojętności, powiekami. 
Nie wziął jednak pod uwagę, że kogoś, kto tak jak ja, był przez wiele lat szkolony na zawodowego szpiega nie jest tak łatwo oszukać. Uśmiechnęłam się w duchu i wyjawiłam:
-Będąc jeszcze w swojej rodzinnej wiosce przez pewien czas prowadziłam tajne śledztwo mające na celu zidentyfikowanie powiązania ludzi z przypadkami tajemniczych zniknięć elfek, na których rzekomo przeprowadzali jakieś badania w swoich ściśle strzeżonych barakach. Przy okazji odkryłam, że wszystkie tamtejsze pacjentki są poddawane pewnego rodzaju transowi, podobnego do naszej śpiączki, w czasie którego wszczepia im się pod skórę malutki czip, z którego można sczytać wszelkie informacje ich dotyczące, włączając w to najwcześniejsze wspomnienia. Ja sama również na pewno zostałam poddana temu procesowi, choć całkowicie tego nie pamiętam. 
-Sądzisz, że to samo spotkało i nas?- upewnił się mój brat.
-Owszem.- potwierdziłam ledwo dosłyszalnie.
-W takim razie musimy teraz zastanowić się w jaki sposób pozbyć się tych zapisków...-rozmyślał na głos.
-Niestety wątpię, aby to cokolwiek dało. Pewnie mają kilka ich kopii, zresztą zawsze mogliby złapać nas po raz drugi i wszystko powtórzyć.
-To co proponujesz?
-Jedyne co obecnie możemy zrobić, to obserwować ich z ukrycia i starać się opracować jakiś logiczny plan.- stwierdziłam.- Co o tym myślisz, Rohusaya? 

<Rohusaya?>

środa, 28 marca 2018

Od Coeli- c.d. Rohusayego ,,Przybycie na Wyspę"


-Witaj, Rohusayo.- odparłam, pochylając lekko głowę.- Chciałabym Ci przedstawić mojego starszego brata, Enrique.  
-Miło mi poznać.- odparł sfinks, lustrując go uważnie, jakby już zastanawiając się, czy możemy go wtajemniczyć w nasze plany.
Widząc to, dodałam szybko:
-W naszym rodzinnym kraju był obrońcą samego króla i chciałby odzyskać swój utracony honor, biorąc odwet na tutejszych naukowcach, którzy sprawili, że nie mógł być z nim do końca.
-Chcesz przez to powiedzieć, że możemy mu w pełni zaufać?- zaindagował w odpowiedzi, przenosząc swe spojrzenie na mnie.
-Jasne, przecież inaczej nie mógłbyś wtajemniczyć także mnie w informacje, które już zapewne odkryłeś. W końcu jesteśmy rodziną, więc i tak zapewne łatwo bym mu wszystko zdradziła.- odrzekłam, bez zastanowienia, wywracając ledwie zauważalnie oczami. 
Oczywiście rozumiałam, że nasz towarzysz boi się zdradzić plan ucieczki komukolwiek, ale tym razem, według mnie, nieco przesadził z tą całą ostrożnością. 
-W sumie masz rację.- westchnął ciężko świątynny strażnik i zwrócił się do mego krewnego.- Witam Cię w gronie spiskowców. 
-Zawsze uważałem, że przedstawicieli Twojego gatunku jest niezwykle trudnego przekonać o czymkolwiek, czego nie są do końca pewni.- odrzekł elf z ledwie zauważalnym uśmieszkiem na ustach. 
-I zwykle ta rzeczywiście tak jest, ale tym razem musimy działać jak najszybciej, więc nie mogę wybrzydzać. W dodatku muszę przyznać, że Coela ma dar przekonywania.
-Przesadza, po prostu potrafię posługiwać się logicznymi argumentami.- zaprzeczam, ale w głębi duszy czuję się przyjemnie połechtana.
-Nazywaj sobie to jak chcesz...-skwitował.-Teraz wolałbym dowiedzieć się, co Was do mnie sprowadza. Przecież miałaś być na przeszpiegach. 
-Po pierwsze pragnę zaoferować Wam swego usługi jako wojownika i zwiadowcy.- wtrącił się spokrewniony ze mną elf.
-Rozumiem.
-A po drugie, chcielibyśmy dowiedzieć się, co udało Ci się do tej pory znaleźć.- dorzuciłam.
-W tym miejscu nie mogę Wam wiele zdradzić, lecz, jeżeli pójdziecie ze mną do mej jaskini, wszystko Wam opowiem.
-Niech i tak będzie.- zgodziłam się bez zastanowienia.

<Rohusaya?>
 



Od Coeli- c.d. Vaessarii


Po odtransportowaniu Vaessarii pod drzwi internatu, zaczaiłam się w pobliskich krzakach, aby upewnić się, czy ktoś się nią zajmie. Dopiero, gdy wyszła do niej jakaś ubrana na jasno postać, z westchnieniem ulgi, odeszłam. Z jednej strony byłam szczęśliwa, iż dziewczyna jest względnie bezpieczna, ale z drugiej gryzło mnie coś w rodzaju wyrzutów sumienia spowodowanych tym, że nie mogłam jej w żaden sposób pomóc. Nie byłam bowiem przedstawicielką jej rasy i nie miałam zielonego pojęcia czego potrzebuje do zaspokojenia swoich wszystkich potrzeb, więc niestety nie mogłam zastąpić jej matki, nawet jeśli niedługo miała już wkroczyć w dorosłość. Pozostawało mi mieć tylko nadzieję, że ludzie ,mimo swoich licznych wad, nie zrobią jej jeszcze więcej krzywdy niż do tej pory oraz, iż dzięki zaznajomieniu się z mieszkającą tam heroiną uda jej się choć trochę zapomnieć o miejscu, w którym pochodzi. 
Tak rozmyślając, dotarłam do swojego domku na plaży, gdzie powitało mnie natychmiast radosne rżenie.
-Przepraszam, że zostawiłam Cię na tak długo.- odezwałam się, głaszcząc końską grzywę.- Przez niemal cały dzień oprowadzałam po Wyspie pewną młodą przybyszkę, ale obiecuję Ci, że jutro będę dostępna tylko dla Ciebie.
To mówiąc, opuściłam jego zagrodę i udałam się spać.


THE END

poniedziałek, 26 marca 2018

Od Coeli- c.d. Vaessarii


-Przepraszam, co mówiłaś?- spytałam, podnosząc głowę ze stolika i otrząsając się z głębokich rozmyślań dotyczących wynalazków, nad którymi obecnie w największej skrytości pracowałam.
-Pytałam, czy gdzieś w tej okolicy mogłabym znaleźć jakieś puste lokum nadającym się do tego, bym spędziła w nim dzisiejszą noc.- powtórzyła. 
Zanim jej odpowiedziałam, zmierzyłam ją jeszcze raz spojrzeniem od stóp do głów, starając się oszacować jej wiek. Doskonale bowiem zdawałam sobie sprawę z tego, że, jeśli rzeczywiście jest na tyle młoda, na ile oceniłam to wcześniej, pod żadnym pozorem nie może mieszkać sama w tak bardzo niebezpiecznym miejscu jakim z pewnością była ta Wyspa. Niestety i tym razem musiałam stwierdzić, że jest właśnie tak, jak myślałam wcześniej. Jednak, aby się jeszcze upewnić, że nie potrafiła w jakiś nieznany mi sposób zachować wiecznej urody, zaindagowałam wprost:
-Mogę wiedzieć, ile masz właściwie lat?
-Około 170.- odparła z lekkim wahaniem, jakby wstydząc się faktu, że nie jest tego do końca pewna. 
-Tak właśnie przeczuwałam...-westchnęłam ciężko i, wbiwszy wzrok w ziemię, dokończyłam.- Będę zmuszona zaprowadzić Cię do internatu. 
-Czy to coś złego...?- odrzekła, wyraźnie wyczuwają moje emocje.
-Właściwie to nie, ale musisz wiedzieć, że wszyscy tamtejsi opiekunowie są zatrudniani właśnie przez naukowców.- wyjawiłam niechętnie.
-Nigdy tam nie pójdę!- zawołała, a jej oczy zaczęły ciskać w koło gromy.
-Ale musisz, bo biblioteka i tak zostanie za chwilę zamknięta, a Ty nie możesz sama przemierzać tutejszych terenów po zmroku. Nie wiesz przecież co się tutaj wtedy dzieje. Dodatkowo podejrzewam nawet, że pracownicy naukowi i tak by Cię tam wtedy przetransportowali, a tak przynajmniej unikniesz ich spotkania.- próbowałam przemówić jej do rozsądku. 
-A gdybym tak chwilowo wprowadziła się do Ciebie?- usłyszałam natychmiast w odpowiedzi. 
-Niestety, nie mam tyle miejsca.- odrzekłam i dorzuciłam, mając nadzieję, że podniosę ją choć trochę na duchu.- Słyszałam zresztą, że niedawno przybyła tam młodsza od Ciebie heroina, więc będziesz miała towarzystwo. 

<Vaessaria?>

niedziela, 25 marca 2018

Od Coeli- c.d. Rohusayego ,,Przybycie na Wyspę"


Kiedy wreszcie nacieszyliśmy się swoim spotkaniem, zdecydowałam się zadać Enrique pytanie, które chodziło mi po głowie od pierwszego momentu, w którym go ujrzałam:
-Kto Ci to zrobił?
-A jak Ci się wydaje?!- zaindagował, z wyraźnym trudem panując nad emocjami, które dosłownie się w nim gotowały.- Oczywiście te same istoty, które sprawiły, że oboje się tutaj znaleźliśmy!
-Chyba nie masz na myśli naukowców...?-spytałam drżącym głosem, chociaż domyślałam się już jego odpowiedzi. W końcu elfki z Elyne też wielokrotnie były znajdowane martwe w bliżej nieokreślonych okolicznościach. Wtedy jednak nikt nie był w stanie udowodnić, że stało się to z winy ludzi.
-A kogóż by innego?!- wykrzyknął w odpowiedzi.- Potrafią być o wiele gorsi od wszelkich plemion, z którymi przyszło mi się do tej pory zmierzyć.
-Czyli walczyłeś przeciwko nim?- domyśliłam się.
-Owszem, musiałem przecież bronić króla...-odparł, smutniejąc.- Niestety, nie podołałem temu zadaniu, bo wcześniej straciłem wszelki kontakt z rzeczywistością....
-To nie Twoja wina... Oni posługują się takimi środkami, których my nawet nie znamy.- próbowałam go pocieszyć.
-Wiem, ale to tylko sprawia, że jestem na nich bardziej wściekły. Gdybym chociaż mógł się na nich zemścić za to, że pozbawili mnie honoru...
-Być może będziesz miał ku temu okazję szybciej niż sądzisz...-rzekłam tajemniczo.
-Mogę wiedzieć co dokładnie kombinujesz?- odparł z wyrazem oczekiwania na twarzy. 
-Jedno słowo: bunt.
-Mam nadzieję, że nie jesteś sama w tym szalonym pomyśle...
-Jasne, że nie. Powoli zaczynam wciągać w to także pozostałych przymusowych mieszkańców Wyspy.
-To ilu Was jest w tej chwili?- zaciekawił się.
-Z Tobą tylko trójka.
-Brzmi wspaniale.- powiedział z sarkazmem.
-Poczekaj aż dowiesz się kim jest mój współtowarzysz!- nie poddałam się.
-Słucham, więc.- wywrócił oczami.
-To sfinks, będący tutejszym strażnikiem. Zaoferował się, że poszuka w księgach jakichś informacji na temat tego miejsca.
-Dobrze wiedzieć, ze mamy przynajmniej kogoś takiego po swojej stronie. Chciałbym go poznać i zaoferować Wam swoje usługi w kwestii obrony oraz bycia zwiadowcą. 
-Doskonale, zaraz Cię do niego zaprowadzę.

<Rohusaya?>

Od Colei- c.d. Vaessarii


-Niestety, z tego, co mi wiadomo w  salach ogólnodostępnych takowe książki nie są przechowywane.- ostudziłam jej zapał.- Naukowcy zbytnio boją się, że dzięki takowym informacjom moglibyśmy właśnie wyrwać się spod ich władzy i powrócić na własne planety. Jedynym sposobem na dowiedzenie się czegokolwiek o wszystkich magicznych przedstawicielach na tej wyspie i ich mocach jest wtargnięcie do ściśle tajnych oraz niezwykle dobrze strzeżonych pomieszczeń lub zorganizowanie spotkania, w którym wszyscy tutejsi więźniowie wzięliby udział. Z tym, że w obecnej sytuacji raczej nie liczyłaby na to, że da się je zorganizować...
-Zawsze warto spróbować, przecież nawet, jeżeli stawiłoby się na nim choć kilku, łatwiej moglibyśmy wymyślić potencjalny plan ucieczki.- stwierdziła pewnie, odrywając jednak spojrzenie od otaczających nas ksiąg. 
-A jak niby chciałabyś poinformować ich o takim wydarzeniu?- spytałam trzeźwo, krzyżując ramiona na piersi.  
-Wystarczyłoby napisać parę ogłoszeń i zawiesić ja na jakichś budowlach, czy roślinach.
-Lepiej będzie dla nas wszystkich, jeżeli porzucisz ten pomysł, bo inaczej nasi prześladowcy zwrócą tylko na nas większą uwagę, a i bez tego mamy wystarczająco dużo kłopotów.- odparłam tonem nieznoszącym najmniejszego sprzeciwu i dziwiąc się w duch, że dziewczyna o tym nie pomyślała.
-To co w takim razie proponujesz?
-Jedynym sensownym rozwiązaniem w obecnej sytuacji jest, moim zdaniem, chodzenie od mieszkania do mieszkania i próbowanie zachęcić resztę buntu. 

<Vaessaria?>

sobota, 24 marca 2018

Od Coeli- c.d. Vaessarii


Czyli kolejna zagubiona dusza, sprowadzona tu wbrew swojej woli.- przemknęło mi natychmiast przez myśl. Nim jednak udało mi się ją rozwinąć, nieznajoma powtórzyła swoje pytanie, więc tym razem musiałam jej odpowiedzieć, gdyż mój ukochany braciszek, który rozumiał odbudowywanie naszych  wspólnych relacji głównie jako opiekowanie się mną niczym nieporadnym dzieckiem, musiał się akurat teraz gdzieś zawieruszyć. 
-Na imię mi Coela, jestem tutejszą druidką. Co do Twojego drugiego pytania, to przebywamy obecnie na planecie zwanej Ziemią, a dokładniej rzecz ujmując na Wyspie Magicznej Łuny należącej do Japonii.
Dziewczyna rzuciła mi w odpowiedzi zupełnie nierozumiejące spojrzenie niebieskich oczu, powodując, że zaczęłam jej współczuć. W końcu niedawno sama byłam w podobnej do niej sytuacji, sama pośród gromady obcych. W tej chwili miałam wielką ochotę podejść do niej i ją przytulić, ale pohamowałam się. Nie mogłam być bowiem pewna jak by na to zareagowała.
-Chcesz powiedzieć, że jestem w innej Galaktyce?- zaindagowała, gdy wreszcie jako tako się pozbierała.
-Niestety tak...-westchnęłam ciężko.- Jak my wszyscy...
-Chcesz powiedzieć, że jest tu nas więcej?
-Oczywiście, w sumie dziesiątka, ale nasi prześladowcy wciąż przywożą tu kolejnych więźniów.
-Czy jeszcze nikt nie spróbował się stąd wydostać?!- wykrzyknęła, nawet nie próbując opanowywać swoich emocji.
-Owszem, zdarza nam się podejmować takie próby, ale jak dotąd żadna z nich się nie powiodła.-odrzekłam, zatając przed nią informację o naszej tajnej organizacji, planującej bunt przeciwko naukowcom. - Wciąż natykamy się na jakieś mniej lub bardziej skomplikowane przeszkody.

<Vaessaria?>

Od Coeli- c.d. Rohusayego ,,Przybycie na Wyspę"


Z głębokich rozmyślań wyrwał mnie cichy głos Kity Homasza:
-Jesteśmy na miejscu.
Słysząc to, zeskoczyłam lekko z jego grzbietu i zaczęłam rozglądać się uważnie po plaży, na którą mnie przywiódł. Pierwszym, co rzuciło mi się w oczy były liczne skały o różnorakich kształtach i rozmiarach pokryte miejscami przez różnorodne pnącza. Mieszanka ta wraz z wielometrowymi palmami oraz niemal krystalicznie czystym morzem szumiącym raźnie zaledwie kilka metrów dalej sprawiało wrażenie miejsca zapomnianego przez wszystkich, a przez to okrytego tajemnicą. Niestety jak do tej pory nigdzie nie udało mi się ujrzeć niczego, co nadawałoby się na moje nowe mieszkanie. Zrezygnowana spojrzałam pytająco na ogiera.
-To gdzie niby, według Ciebie, miałabym się tu osiedlić?
-Miałem nadzieję, że jesteś bardziej spostrzegawcza.- to mówiąc, wskazał mi łbem jakąś ledwie widoczną pośród zakrzaczeń budowlę. 
-Faktycznie, coś tam jest...-stwierdziłam i podeszłam do nie powoli.
Ku swojemu całkowitemu zaskoczeniu odkryłam, że jest to swego rodzaju ogromna, kremowo-brązowa muszla z otworem wejściowym i oknami z kolorowych witraży. 
-I jak Ci się podoba?
-Jest wspaniała!- odparłam, nie próbując nawet kryć przed nim swojej radości.- Tylko...gdzie Ty będziesz spał?
-Oczywiście na zewnątrz, zresztą tak jak zwykle. 
-Nigdy na to nie pozwolę!- wykrzyknęłam oburzona.- Jutro wybuduję Ci solidną zagrodę. 
-Nie sądzę, aby...-zaczął, ale ja przerwałam mu tylko machnięciem ręki. 
-Nie ma dyskusji. 
Następnie weszłam do środka.

***

Kolejnego ranka obudziło mnie głośne, zaniepokojone rżenie. Natychmiast zerwałam się ze swojego prowizorycznego łóżka i odruchowo sięgnęłam po szablę, po czym wybiegłam jak strzała na zewnątrz.  Wolałam bowiem mieć jakąś broń w obliczu nieznanego zagrożenia. Moja zapobiegliwość była tym razem w ogóle nieuzasadniona, gdyż okazało się, że powodem tego całego zamieszania był słaniający się na nogach jegomość mego gatunku okryty krwiścieczerwoną, poszarpaną, szatą poprzedzany przez samca wojownika zbrojnego. Widząc to, uśmiechnęłam się łagodnie i, podszedłszy do konia, zaczęłam szeptać do niego uspokajająco. Gdy wreszcie udało mi się ukoić jego emocje, przeniosłam całą swoją uwagę na przybysza. Dopiero teraz odkryłam, że, aby nie upaść, musi się wspierać na mieczu. Trzeba przyznać, że ciekawiło mnie kto i z jakiego powodu doprowadził go do takiego stanu. Zdawałam sobie jednak doskonale sprawę z tego, że wszelkie pytania muszę pozostawić na później, bo inaczej najprawdopodobniej się wykrwawi. Czym prędzej, więc podeszłam do niego i przyłożyłam dłoń do pierwszej rany, sprawiając, iż po chwili się zasklepiła. Tak samo postąpiłam z kolejnymi. Po ukończeniu swojej pracy, rzekłam:
-Jesteś już bezpieczny.
-Dziękuję, Coelo.- usłyszałam w odpowiedzi.
Przez kilka następnych minut patrzyłam tylko na niego bez słowa, a kiedy wreszcie się otrząsnęłam, spytałam:
-Skąd znasz...moje imię?
-Nie chcesz chyba powiedzieć, że nasi rodzice zataili przed Tobą informację, że masz starszego brata?
-Owszem, coś mi wspominali, ale w wiosce wszyscy myśleli, że dawno poległeś w jakiejś bitwie, bo nie pisałeś żadnych listów.- wyjawiłam, czując, że łzy napływają mi do oczu.
-Nie miałem na nie czasu, nawet nie wiesz jak dużo dzieje się w królewskich oddziałach...- westchnął, wyraźnie coś przede mną zatajając. 
Postanowiłam nie naciskać.
-Być może, ale teraz możemy znów stać się prawdziwym rodzeństwem.
-Czyli mi przebaczasz?
-Jasne!- wykrzyknęłam i się do niego przytuliłam, co zostało przez niego odwzajemnione, 

<. Rohusaya? Przepraszam, że nie poruszyłam akcji do przodu, ale nie wiedziałam za bardzo jak wprowadzić do fabuły Enrique.> 

poniedziałek, 19 marca 2018

Od Coeli- c.d. Rohusayego ,,Przybycie na Wyspę"


Słysząc jego zapewnienie, musiałam mimowolnie się uśmiechnąć.  W końcu, jeśli tylko przyjąć założenie, że nie próbuje mnie oszukać, zyskałam właśnie pierwszego współtowarzysza w planowaniu powstania przeciwko tym okrutnym naukowcom, którzy nas tu umieścili wbrew naszej woli i, od których tak wiele wycierpiałam będąc jeszcze w swojej rodzinnej wiosce. Wciąż jednak nie zdecydowałam się mu w pełni zaufać, więc tę część swoich przygotowań, jaką poczyniłam do tej pory, a dotyczącą przygotowywania wynalazków, które mogłyby nam pomóc je wygrać, postanowiłam przemilczeć w swej odpowiedzi.
-Cieszę się, że mogę liczyć na Twoją pomoc w tej kwestii, a teraz, jeśli pozwolisz, chciałabym zwiedzić okolice w poszukiwaniu miejsca, w którym mogłabym się osiedlić.
-Oczywiście, nie będę Cię więcej zatrzymywać.- to mówiąc, rozłożył swoje wielkie skrzydła i paroma mocnymi ich machnięciami wzbił się w powietrze.
Przez jakiś czas patrzyłam jeszcze jak znika w oddali, po czym zwróciłam się do swego wierzchowca:
-Myślisz, że byłbyś w stanie znaleźć mi jakąś małą, wolną chatkę położoną w miarę blisko morza lub oceanu? 
-I to bez najmniejszego problemu.- odrzekł i ruszył lekkim kłusem na północ.
Ja natomiast odpłynęłam w głębokie zamyślenie dotyczące planu buntu.

<Rohusaya? Wybacz, proszę, brak weny.>

niedziela, 11 marca 2018

Od Colei- c.d. Rohusayego ,,Przybycie na Wyspę"


Milczałam przez dłuższą chwilę, starając się uporządkować wszystkie wątpliwości, krążących po mojej głowie w kolejności od tych najważniejszych aż do tych najbardziej błahych, na które odpowiedzi z pewnością mogłam odnaleźć sama, jeśli tylko trochę bym tu poszpiegowała. Kiedy w końcu mi się to udało, oświadczyłam, krzyżując ramiona na piersi i siadając po turecku na miękkim, liściastym podłożu:
-Zawsze możesz liczyć na moją pomoc w tej kwestii.
-Miło m to słyszeć.- odparł z lekkim uśmiechem.- Ale szczerze wątpię, aby komuś niezwiązanemu ze świątynią udało się zebrać dużo informacji o tej przeklętej Wyspie.
-W takim razie nie doceniasz moich umiejętności.
-Być może... A teraz, jeśli pozwolisz, chciałbym zacząć już odpowiadać na Twoje pytania.
-Już do nich przechodzę.- odrzekłam.- Na początek chciałabym wiedzieć, czy nasze obecne więzienie da się opuścić bez pomocy naukowców. 
-Nie jestem tego do końca pewny, ale z tego, co udało mi się do tej pory ustalić jest to niewykonalne z uwagi na bardzo silne pole elektro-magnetyczne sterowane z jednego z budynków, w których znajduje się ich centrum zarządzania.
-A gdybym jakimś cudem się tam dostała?- spytałam przekornie.
-Wtedy najprawdopodobniej mogłabyś je wyłączyć i spokojnie stąd uciec.
-Czyli nic prostszego!- wykrzyknęłam i poderwałam się, nie kryjąc targającej moim wnętrzem radości.
-Nie tak prędko!- sfinks rzucił mi smutne spojrzenie, które natychmiast osadziło mnie na miejscu.
-O co chodzi?
-Wszystkie ich baraki są tak zabezpieczone, aby nikt spoza ich grona nie mógł się tam przedostać.
-A czy to samo dotyczy przejść podziemnych?
-Tego nie udało mi się do tej pory odkryć.
-Zawsze można spróbować.- stwierdziłam i, nie czekając na jego dalsze ostrzeżenia, wskoczyłam na swego towarzysza, który od razu ruszył galopem.

< Rohusaya?  Rozkręćmy to trochę.>


niedziela, 4 marca 2018

Od Coeli- c.d. Rohusayego ,,Przybycie na Wyspę"


Kiedy tylko sfinks oddalił się od nas na parę metrów, by dać nam czas potrzebny do rozważenia jego propozycji, rzuciłam pytające spojrzenie na mojego towarzysza i spytałam podejrzliwym, dosłyszalnym tylko dla niego tonem:
-Myślisz, że powinnam mu zaufać na tyle, aby pójść za nim do jego siedziby?
-Na Twoim miejscu zaryzykowałbym.- odparł tym samym tonem.- W końcu, gdyby chciał zrobić Ci coś złego, nie musiałby czekać aż Cię tam zaprowadzi.
-A jeśli to tylko jego podstęp?- spytałam, rzucając przez ramię podejrzliwe spojrzenie na przybysza z innej planety.
-Nigdy się tego nie dowiesz, jeżeli nie spróbujesz pójść za nim. W dodatku musisz pamiętać, że póki co tylko od niego możesz dowiedzieć się czegokolwiek o swoim więzieniu.
-Chcesz przez to powiedzieć, że on i ja jesteśmy w tej chwili jedynymi magicznymi istotami tu umieszczonymi?
-Niestety tak.
-W takim razie nie mam wyjścia...-westchnęłam z nutką rezygnacji i odwróciwszy się od niego, postąpiłam parę kroków w stronę Rohusayego.
-Jaka jest Wasza decyzja?- zaindagował, gdy tylko to zauważył.
-Ruszamy z Tobą.- odparłam, kładąc podświadomie dłoń na rękojeści szabli ukrytej bezpiecznie pod fałdami chusty skrywającej większość mego ciała. 
-Nie sądzę, aby było Ci to potrzebne...-oświadczył z przymrużonymi oczami.
-Nigdy się z nią nie rozstaję.- oświadczyłam.
-Jesteś wojowniczką?- zaindagował, lustrując po kolei sprzęty wojenne, które miałam jak zwykle przytroczone do pasa i pleców. 
-Nie, ale mimo to potrafię się tym dość dobrze posługiwać. Właściwie to tutaj nadano mi zupełnie inne stanowisko jakim jest druidka.- wyjawiłam, ukrywając jednak przed nim tę część swojego jestestwa, która dotyczyła zamiłowania do szpiegowania. 

<Rohusaya?>

poniedziałek, 26 lutego 2018

Od Colei- c.d. Rohusayego ,,Przybycie na Wyspę"


Podróż zdawała się trwać dobrych kilka godzin, w czasie których co chwila przekraczałam granicę Krainy Morfeusza, kołysana do snu przez tętent kopyt mojego nowego towarzysza i szum wiatru targającymi tymi nielicznymi kosmykami włosów, które wystawały mi spod kaptura. Trzeba przyznać, że środki odurzające, jakie zaaplikowano mi jeszcze w Elyne też się do tego przyczyniły, gdyż wciąż jeszcze musiałam dobrze się zastanowić, aby utwierdzić się, że otaczający mnie świat nie był jedynie wytworem mej wyobraźni. 

***

Po jakimś czasie poczułam, że Kita Homasz ostro hamuje, więc powoli podniosłam się do pozycji w pełni wyprostowanej.
-Już jesteśmy?- spytałam, ocierając oczy wierzchem dłoni.
-Owszem.-potwierdził.- Widzisz tamtego sfinksa na wzgórzu?- spytał, wskazując ledwie widoczną z tej odległości skrzydlatą postać.
-Tak, czy to jedna z tych istot, o których mi mówiłeś?
-Zgadza się, z tego, co udało mi się ustalić przybył tu zaledwie parę dni temu. 
-Rozumiem, sądzisz, że ktoś tak wysoko postawiony jak strażnik świątynny będzie chciał porozmawiać z kimś tak zwyczajnym jak ja?
-Zawsze warto spróbować.- to mówiąc, podążył parę kroków naprzód.
-Nie obraź się, ale wydaje mi się, że będzie lepiej, jeśli w trakcie rozmowy z nim, będę stać o własnych siłach.
-M się rozumieć.- rzekł, schylając się, aby ułatwić mi zejście.
-Wiesz, że nie musisz tego robić za każdym razem?- spytałam, lądując na ziemi.
-Jasne, ale tak zostałem wychowany i tak mi zostało do tej pory.
-Skoro tak...
Tylko tyle zdążyłam mu odpowiedzieć, gdy ze wzniesienia, doszło mnie jedno słowo:
-Witajcie.
-Witaj, wierny strażniku.- odparłam, kłaniając się lekko.- Na imię mi Coela, niedawno zostałam tu przywieziona ze swojego rodzinnego kraju, oddalonego, jak się domyślam, o wiele kilometrów i chciałabym poznać choć część tajemnic tej Wyspy. Mam nadzieję, że mogę liczyć na Twoją pomoc w tej sprawie.

< Rohusaya?>