Z powodu nienapisania ani jednego opowiadania od dwóch miesięcy poniższe postaci otrzymują upomnienia:
* Raphel - drugie,
* Vaessaria - drugie,
* Shu - pierwsze,
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Shu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Shu. Pokaż wszystkie posty
sobota, 1 września 2018
poniedziałek, 18 czerwca 2018
Od Shu CD Mavericka
Osoba, jaka zjawiła się na plaży, nie była mi znana. W sumie, o takie wrażenie bardzo łatwo w tym miejscu, gdyż oprócz pewnego demona, nie miałem możliwości zamienić z kimkolwiek słowa. To była w dużej części moja wina, ponieważ zamykałem się ostatnimi czasy w swoim domu i planowałem z duchami bunt. Typowy wieczór. Z tego powodu, pchany zarówno ciekawością jak i chęcią lepszego poznania potencjalnego przeciwnika, przebiegłem spojrzeniem od stóp mężczyzna aż po czubek jego głowy. Twarzy nie widziałem dokładnie, ponieważ zakrywał ją zazdrośnie przed światem zewnętrznym za pomocą kapelusza. Pomyślałem przelotnie, że sam powinienem również zasłonić swe oblicze, lecz odrzuciłem ten pomysł momentalnie. Nie będę przecież robił z siebie błazna, czyż nie?
Całkiem wysoki nieznajomy przywdział płaszcz, który, o losie, tak bardzo przypominał mi o dawnych czasach. Sam nie wiedziałem dlaczego. Jedynie jakieś zamglone, umykające wspomnienie o powrocie ojca do domu z długiej podróży zalśniło w podświadomości, aby w mgnieniu oka zniknąć po raz kolejny. Uznałem, że nie będę na siłę szukać przyczyny takiego stanu rzeczy. To nie czas ani miejsce na przemyślenia. Muszę się skupić. Muszę być czujny i pilnować, czy wszystko jest pod kontrolą. Nie żebym uważał, że ktoś na tej wyspie miałby w planach zaatakować nas w środku nocy. To raczej mój odruch, którego nie jestem w stanie się wyzbyć. I prawdopodobnie nigdy nie zniknie, patrząc przez pryzmat minionych zdarzeń. Objąłem się ukradkiem za ramiona, patrząc, jak przybysz chwyta się za brzeg kapelusza gestem godnym gentlemana.
— Widzę, że nie tylko mnie noc jest przyjacielem. Nazywam się Maverick.
— Nie tyle przyjacielem, co sojusznikiem — Zaśmiałem się krótko, bez krzty wesołości w głosie — Shu. Miło poznać.
Wsunąłem kopertę do kieszeni płaszcza, po czym odgarnąłem z czoła niesforne kosmyki. Całym swoim ciałem próbowałem pokazać, że jestem zrelaksowany i nie mam nic do ukrycia. Uznałem to za dobrą decyzję. Nie zależało mi przecież na tym, żeby nagle cała wyspa dowiedziała się, że mam układ z naszymi ciemiężycielami. Bo gdyby tak się stało, zapewne morale więźniów spadłyby jeszcze bardziej, a mnie samego czekałaby wycieczka w jedną stronę na stos. Widziałem w starych księgach drzeworyty, przedstawiające płonące kobiety, uznawane za czarownice w czasach średnich. A to nie był zbyt przyjemny dla oka widok. Doświadczenie palenia się żywcem, jak zgaduję, również nie było marzeniem żadnej z ofiar. Zamilkłem na dłuższą chwilę, w tym czasie odsuwając się od Mavericka, chcąc dać mu wolną rękę i wybór. Nie będę go przecież zatrzymywał. Zapewne ma jakiś powód, dlaczego o tak później godzinie opuścił swoje lokum. Może ma jakąś sprawę do załatwienia. Nie wiem. Nie chcę zbyt bardzo skupiać się na takich trywialnych szczegółach, kiedy to mam własne, większe zmartwienia na głowie. Jednym z nich jest głód, szarpiący trzewia i ściskający gardło. Przypominając sobie o własnym, potwornym wręcz wyglądzie w chwilach niskiego poziomu pożywienia, odwróciłem twarz w przeciwną stronę, niż padało światło księżyca. Zacisnąłem dłonie w pięści, próbując opanować się. Musiałem czymś zająć myśli, nawet nic nie znaczącą rozmową. A w tym przypadku, osoba tajemniczego mężczyzny, który nagle wyszedł z lasu, była jak ulał.
— Dlaczego nie śpisz? Czy jest coś, co trapi twoją duszę, że potrzebujesz odetchnąć na łonie natury? Wybacz mą bezpośredniość — Zdobyłem się na delikatne zerknięcie na rozmówcę — Aczkolwiek ta sprawa nurtuje mnie.
< Maverick? Przepraszam, że trochę krótkie i mało towarzysza ~ >
piątek, 1 czerwca 2018
Od Shu
Leżąc na piasku i słuchając szumu fal, rozmyślałem o przyszłości. Cóż mam począć, pozostawiony sam na pastwę losu w nowym świecie? Bez żadnej porady czy celu? A w dodatku uwięziony po raz kolejny?
Przebiegłem wzrokiem po gwiazdach, które oświetlały nocne niebo, przywodząc na myśl płomienie na czarnym aksamicie bezkresnej przestrzeni. W głowie próbowałem odtworzyć na nowo ścieżki do dawnych wspomnień, tak, jakbym tworzył w materii podświadomości niewielkie gwiazdozbiory. Każda myśl była ze sobą połączona delikatną więzią, gotową zerwać się w najmniej oczekiwanym momencie i uciec w nieznane, pozostawiając mnie zdekoncentrowanego, usiłującego przypomnieć sobie, co tak naprawdę się wydarzyło tamtego dnia, w tamtej godzinie, minucie.
Wszystkie takie zniszczone powiązania sprawiały, że zaczynałem zapominać przeszłość. A przecież każdy wie, że bez tego, co było, nie ukształtujemy jutra. Jako istota boska, powinienem wiedzieć to nader dobrze. W końcu, dzięki połączeniu z ojcem, miałem wgląd na dawne dzieje, kiedy to kolejne religie pojawiały się i upadały, a porzucone bóstwa musiały kryć się, aby uniknąć mordu z rąk niezwykle zaborczych, chrześcijańskich aniołów. To cud, że Sarlic zdołał przeżyć rzeź, jako jedyny ze swoich pobratymców. Nigdy nie opowiadał, dlaczego tak się stało, lecz ja miałem swoje przepuszczenia. Prawdopodobnie zwarł pakt, jak to uwielbia robić. Podobny do tego, którego ja zawarłem z naukowcami.
Jednak ja nie przepadam za trzymaniem się sztywno zasad. W końcu, nie bez powodu mówi się, że zasady są po to, aby je łamać. Dlatego nie miałem zamiaru sprzedawać swoich pobratymców w niedoli. Ale w końcu, po tych kilku tygodniach, nastał moment, że zostałem zmuszony do podjęcia decyzji. Wierność czy śmierć z głodu?
Mimo, że wolałbym opcję pierwszą, nieprzyjemny uścisk w gardle nakazał mi napisanie krótkiego, niezbyt treściwego raportu na kartce i przyjście na tę plażę, czyli wyznaczonego punktu wymiany.
Szelest wśród drzew sprawił, że poderwałem się nagle na równe nogi, chwyciłem w dwa palce kopertę i czujnym wzrokiem zmierzyłem okolicę.
— Długo kazałeś na siebie czekać — powiedziałem z delikatnym uśmiechem, podchodząc do drzew — Mam nadzieję, że masz to co chcę.
Wtedy jednak znieruchomiałem. Osoba, która stała na zapomnianej drodze na plażę, nie była wyczekiwanym osobnikiem. Z tego powodu opuściłem kopertę i ściągnąłem brwi. W milczeniu wymieniliśmy spojrzenia. Postanowiłem milczeć, dopóki przybysz nie wyjaśni, kim jest. Uznałem taką opcję za najlepsze wyjście z tej sytuacji.
<Ktoś?>
Przebiegłem wzrokiem po gwiazdach, które oświetlały nocne niebo, przywodząc na myśl płomienie na czarnym aksamicie bezkresnej przestrzeni. W głowie próbowałem odtworzyć na nowo ścieżki do dawnych wspomnień, tak, jakbym tworzył w materii podświadomości niewielkie gwiazdozbiory. Każda myśl była ze sobą połączona delikatną więzią, gotową zerwać się w najmniej oczekiwanym momencie i uciec w nieznane, pozostawiając mnie zdekoncentrowanego, usiłującego przypomnieć sobie, co tak naprawdę się wydarzyło tamtego dnia, w tamtej godzinie, minucie.
Wszystkie takie zniszczone powiązania sprawiały, że zaczynałem zapominać przeszłość. A przecież każdy wie, że bez tego, co było, nie ukształtujemy jutra. Jako istota boska, powinienem wiedzieć to nader dobrze. W końcu, dzięki połączeniu z ojcem, miałem wgląd na dawne dzieje, kiedy to kolejne religie pojawiały się i upadały, a porzucone bóstwa musiały kryć się, aby uniknąć mordu z rąk niezwykle zaborczych, chrześcijańskich aniołów. To cud, że Sarlic zdołał przeżyć rzeź, jako jedyny ze swoich pobratymców. Nigdy nie opowiadał, dlaczego tak się stało, lecz ja miałem swoje przepuszczenia. Prawdopodobnie zwarł pakt, jak to uwielbia robić. Podobny do tego, którego ja zawarłem z naukowcami.
Jednak ja nie przepadam za trzymaniem się sztywno zasad. W końcu, nie bez powodu mówi się, że zasady są po to, aby je łamać. Dlatego nie miałem zamiaru sprzedawać swoich pobratymców w niedoli. Ale w końcu, po tych kilku tygodniach, nastał moment, że zostałem zmuszony do podjęcia decyzji. Wierność czy śmierć z głodu?
Mimo, że wolałbym opcję pierwszą, nieprzyjemny uścisk w gardle nakazał mi napisanie krótkiego, niezbyt treściwego raportu na kartce i przyjście na tę plażę, czyli wyznaczonego punktu wymiany.
Szelest wśród drzew sprawił, że poderwałem się nagle na równe nogi, chwyciłem w dwa palce kopertę i czujnym wzrokiem zmierzyłem okolicę.
— Długo kazałeś na siebie czekać — powiedziałem z delikatnym uśmiechem, podchodząc do drzew — Mam nadzieję, że masz to co chcę.
Wtedy jednak znieruchomiałem. Osoba, która stała na zapomnianej drodze na plażę, nie była wyczekiwanym osobnikiem. Z tego powodu opuściłem kopertę i ściągnąłem brwi. W milczeniu wymieniliśmy spojrzenia. Postanowiłem milczeć, dopóki przybysz nie wyjaśni, kim jest. Uznałem taką opcję za najlepsze wyjście z tej sytuacji.
<Ktoś?>
poniedziałek, 14 maja 2018
Od Shu - c.d. Vladimira
Gdyby ktoś mnie zapytał, co myślę o swoim nowym domu, pokazałbym mu po prostu targ. To by wystarczyło w zupełności, aby wyrazić moje niezadowolenie w tej kwestii. Inny zapewne od razu zacząłby oponować, burzyć się i rzucać gniewnie, że mnie nigdzie, ale to przenigdzie nie pasuje, więc pewnie gdybym trafił do Nieba czy innego Asgardu, to bym marudził. Zupełnie jak ten Regulus, co właśnie próbował napić się z pozostawionego bez właściciela kufla. No ależ cóż może biedaczyna zrobić, skoro jest tylko biednym duchem?
Wodząc wzrokiem za barwnymi sylwetkami, snułem się między ludźmi, od czasu do czasu poprawiając swój długi płaszcz. Zależało mi na anonimowości, przynajmniej na samym początku. Nie mówiąc już o tym, że nie wyglądałem na ten moment zbyt atrakcyjnie. Więc, można uznać, że mój ubiór nie był o tyle nagłą fanaberią, co taktycznie przemyślaną decyzją.
Ktoś zawył, nazywając to śpiewem, ktoś inny próbował zaciągnąć dziewczynę w krzaki. Jakiś duch uporczywie domagał się zwrócenia na siebie uwagi. Nie zrobiłem tego, bo zdawałem sobie sprawę, jak cała sytuacja się zakończy. Dusza padnie przede mną na kolana i zacznie błagać o wskrzeszenie czy przekazanie wiadomości rodzinie. A ja będę mógł jedynie machnąć ręką, odesłać w niebyt i spróbować zapomnieć, że taka osoba kiedykolwiek istniała, walcząc z wyrzutami sumienia. Zabawne. Im dłużej zastanawiam się nad takimi rzeczami, coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, iż bliżsi są mi zmarli niż żywe istoty.
Nagle jednak wśród duchów zapanowało swoiste, niemrawe poruszenie. Pocztą pantoflową dotarło do mnie przez uwiązanego mieszkańca tamtej strony, że ktoś widział kogoś, co spotkał coś mające powiązania z czymś, co twierdzi, że widział demona. Jakimś cudem powstrzymałem się przed prychnięciem. Demon? Tutaj? Na widoku?
Oderwałem spojrzenie od bulgoczącej w kotle potrawy, od której samego widoku dziękowałem w duchu, iż nie muszę jeść tak jak ludzie, a następnie rozejrzałem się ukradkiem, na tyle, na ile kaptur mi pozwalał.
Jak dwie przeciwne strony magnesu coś przyciągnęło mnie w kierunku innej części targu. Uważnie mierząc wzrokiem twarze mijanych osób, szukałem potencjalnego przybysza z piekielnych otchłani.
Ostatecznie, zatrzymałem się przed jakimś niewielkim straganem, właśnie składanym przez ciemnowłosego młodziana. Kilka głębszych wdechów później, dotarło do mnie, że oto on, postrach dusz, koszmar duchów i wszystkiego, czego się da.
Wyglądał niezbyt imponująco. Ot, zwykły chłopak, którego można spotkać na ulicy, w pewnym stopniu zmuszający swoim wyglądem człowieka do pilnowania co cenniejszych rzeczy. Jednym słowem, pospolity złodziejaszek.
Nagle zauważył mnie, wyprostował się, odkładając pakowanie się na później.
— W czym mogę pomóc? — Odezwał się z wymuszonym uśmiechem. Po raz kolejny zmierzyłem go wzrokiem, a następnie wyciągnąłem z kieszeni lśniący kryształ, który dla odpowiedniego rzemieślnika byłby warty fortunę.
— Trudnisz się czarną magią, nieprawdaż? — Żachnąłem się, zdając sobie sprawę, jak głupio to zabrzmiało. Samo spojrzenie na ten, och losie, stragan wystarczyło, aby zrozumieć, że czary młodziana nie mają mieć pozytywnych efektów.
— Cóż ciekawego możesz zaoferować?
< Vladimir? >
Wodząc wzrokiem za barwnymi sylwetkami, snułem się między ludźmi, od czasu do czasu poprawiając swój długi płaszcz. Zależało mi na anonimowości, przynajmniej na samym początku. Nie mówiąc już o tym, że nie wyglądałem na ten moment zbyt atrakcyjnie. Więc, można uznać, że mój ubiór nie był o tyle nagłą fanaberią, co taktycznie przemyślaną decyzją.
Ktoś zawył, nazywając to śpiewem, ktoś inny próbował zaciągnąć dziewczynę w krzaki. Jakiś duch uporczywie domagał się zwrócenia na siebie uwagi. Nie zrobiłem tego, bo zdawałem sobie sprawę, jak cała sytuacja się zakończy. Dusza padnie przede mną na kolana i zacznie błagać o wskrzeszenie czy przekazanie wiadomości rodzinie. A ja będę mógł jedynie machnąć ręką, odesłać w niebyt i spróbować zapomnieć, że taka osoba kiedykolwiek istniała, walcząc z wyrzutami sumienia. Zabawne. Im dłużej zastanawiam się nad takimi rzeczami, coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, iż bliżsi są mi zmarli niż żywe istoty.
Nagle jednak wśród duchów zapanowało swoiste, niemrawe poruszenie. Pocztą pantoflową dotarło do mnie przez uwiązanego mieszkańca tamtej strony, że ktoś widział kogoś, co spotkał coś mające powiązania z czymś, co twierdzi, że widział demona. Jakimś cudem powstrzymałem się przed prychnięciem. Demon? Tutaj? Na widoku?
Oderwałem spojrzenie od bulgoczącej w kotle potrawy, od której samego widoku dziękowałem w duchu, iż nie muszę jeść tak jak ludzie, a następnie rozejrzałem się ukradkiem, na tyle, na ile kaptur mi pozwalał.
Jak dwie przeciwne strony magnesu coś przyciągnęło mnie w kierunku innej części targu. Uważnie mierząc wzrokiem twarze mijanych osób, szukałem potencjalnego przybysza z piekielnych otchłani.
Ostatecznie, zatrzymałem się przed jakimś niewielkim straganem, właśnie składanym przez ciemnowłosego młodziana. Kilka głębszych wdechów później, dotarło do mnie, że oto on, postrach dusz, koszmar duchów i wszystkiego, czego się da.
Wyglądał niezbyt imponująco. Ot, zwykły chłopak, którego można spotkać na ulicy, w pewnym stopniu zmuszający swoim wyglądem człowieka do pilnowania co cenniejszych rzeczy. Jednym słowem, pospolity złodziejaszek.
Nagle zauważył mnie, wyprostował się, odkładając pakowanie się na później.
— W czym mogę pomóc? — Odezwał się z wymuszonym uśmiechem. Po raz kolejny zmierzyłem go wzrokiem, a następnie wyciągnąłem z kieszeni lśniący kryształ, który dla odpowiedniego rzemieślnika byłby warty fortunę.
— Trudnisz się czarną magią, nieprawdaż? — Żachnąłem się, zdając sobie sprawę, jak głupio to zabrzmiało. Samo spojrzenie na ten, och losie, stragan wystarczyło, aby zrozumieć, że czary młodziana nie mają mieć pozytywnych efektów.
— Cóż ciekawego możesz zaoferować?
< Vladimir? >
niedziela, 13 maja 2018
Ósmy mieszkaniec - Mroczny Żniwiarz Shu
Na naszą Wyspę został zesłany pierwszy przedstawiciel gatunku religijnego, a mianowicie Mroczny Żniwiarz przedstawiający się jako Shu. Eksperymentatorzy z racji jego skomplikowanego i złożonego charakteru przypisali mu stanowisko najemnika.
Powitajmy go z wszelkimi honorami należnymi osobistości, w której żyłach płynie boska krew.
Profil Mrocznego Żniwiarza - Shu
Wierzę w bunt jako najwyższą wartość młodości. Wierzę w bunt jako najwyższą formę nienawiści do terroru, ucisku i niesprawiedliwości i wierzę również w to, że nie ma buntu bez celu, chociaż w interesie świata, który kocha swych buntowników, leży to, aby ich zabić.
Marek Hłasko
Imię: Jego prawdziwe imię brzmi Marco, lecz w tym świecie używa zamiast niego przezwiska Shu.
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 230 lat. Ni mniej, ni więcej
Gatunek: Religijny
Rasa: Mroczny Żniwiarz
Głos: Sam Tsui
Stanowisko: Oficjalnie określa się mianem najemnika do wszystkiego, z czego można mieć jakieś zyski.
Tatuaż: Nie wygląda zbyt imponująco, gdyż nie ma taki być. Każda kreska jednak oznacza coś innego, a tego sekretu Shu strzeże niezwykle zazdrośnie.
Charakter: Ten młodzieniec jest określany przez wielu jako jedna wielka niewiadoma, którą nawet deltą nie rozwiążesz. Nie tylko dlatego, że ma tendencję do nagłego zmieniania tematu, jeśli ten zaczyna zbyt bardzo dotyczyć osoby Shu, co uniemożliwia dokładnie poznanie Żniwiarza. Przyczyną tego stanu rzeczy jest również to, że osobnik ten stroni od ludzi, podróżując samotnie po pustkowiach, zastanawiając się nad życiem i śmiercią.
Ci jednak, co jakoś zmusili samotnika do mówienia, otrzymali rzadką możliwość zagłębienia się w charakter Shu. A ten może niektórych zaskoczyć, zwłaszcza, jeśli dana osoba ma skłonności do myślenia stereotypowo. Bo w końcu, co można powiedzieć na temat pradawnej istoty, która lubi poezję i wszelkie aforyzmy? Z racji swojego częstego stanu zamyślenia, młodzieniec wplata w swoje filozoficzne wypowiedzi cytaty znanych osobistości.
Nie znaczy to, że sam nie ma nic do powiedzenia. Gdyby mu pozwolono, mówiłby jak najęty, o ile zna swojego rozmówcę na tyle dobrze, że go nie urazi, ponieważ jakąkolwiek obrazę drugiej osoby, czy to umyśle, czy przypadkowo, uważa za ujmę dla dumy. Dodatkowo cechuje się specyficzną pewnością siebie, która pojawia się, gdy Żniwiarzowi przypomną się dawne czasy. W takich momentach, staje się zapalczywy i narwany do tego stopnia, że nie jest w stanie usiedzieć w miejscu. Musi zrealizować swój plan. Teraz. Natychmiast. Nieważne, że jest samobójczy czy niedopracowany. Zdarza mu się szybciej robić niż myśleć.
Ze względu na swoją przeszłość, nienawidzi być ograniczony czy zniewolony. Jest to trochę ironiczne, gdyby spojrzeć na tę cechę przez pryzmat sytuacji, w jakiej się znajduje, lecz często pozory mylą. I tak jest w tym przypadku. Pomimo tej "niestabilnej" umowy, w głowie Shu już na samym początku zrodził się plan poprowadzenia powstania. No i oczywiście, zebrania dzięki temu jak najwięcej dusz do swojej małej, prywatnej armii.
W stosunku do innych, lubi żartować, najczęściej na tematy do tego nieprzeznaczone. Stroni również od przekleństw, gdyż "jest na świecie tyle pięknych słów, więc dlaczego z nich nie skorzystać?". W dodatku, przejawia wielkie pokłady spokoju, dzięki którym może powtarzać się kilkukrotnie, słuchać tej samej historii na okrągło czy pilnować małych dzieci. Nie znaczy to jednak, że nigdy nie wpada w złość. A jeśli już zostanie wprowadzony w stan furii, jest niczym tajfun. Niebezpieczny, niszczycielski i nie do zatrzymania.
Ci jednak, co jakoś zmusili samotnika do mówienia, otrzymali rzadką możliwość zagłębienia się w charakter Shu. A ten może niektórych zaskoczyć, zwłaszcza, jeśli dana osoba ma skłonności do myślenia stereotypowo. Bo w końcu, co można powiedzieć na temat pradawnej istoty, która lubi poezję i wszelkie aforyzmy? Z racji swojego częstego stanu zamyślenia, młodzieniec wplata w swoje filozoficzne wypowiedzi cytaty znanych osobistości.
Nie znaczy to, że sam nie ma nic do powiedzenia. Gdyby mu pozwolono, mówiłby jak najęty, o ile zna swojego rozmówcę na tyle dobrze, że go nie urazi, ponieważ jakąkolwiek obrazę drugiej osoby, czy to umyśle, czy przypadkowo, uważa za ujmę dla dumy. Dodatkowo cechuje się specyficzną pewnością siebie, która pojawia się, gdy Żniwiarzowi przypomną się dawne czasy. W takich momentach, staje się zapalczywy i narwany do tego stopnia, że nie jest w stanie usiedzieć w miejscu. Musi zrealizować swój plan. Teraz. Natychmiast. Nieważne, że jest samobójczy czy niedopracowany. Zdarza mu się szybciej robić niż myśleć.
Ze względu na swoją przeszłość, nienawidzi być ograniczony czy zniewolony. Jest to trochę ironiczne, gdyby spojrzeć na tę cechę przez pryzmat sytuacji, w jakiej się znajduje, lecz często pozory mylą. I tak jest w tym przypadku. Pomimo tej "niestabilnej" umowy, w głowie Shu już na samym początku zrodził się plan poprowadzenia powstania. No i oczywiście, zebrania dzięki temu jak najwięcej dusz do swojej małej, prywatnej armii.
W stosunku do innych, lubi żartować, najczęściej na tematy do tego nieprzeznaczone. Stroni również od przekleństw, gdyż "jest na świecie tyle pięknych słów, więc dlaczego z nich nie skorzystać?". W dodatku, przejawia wielkie pokłady spokoju, dzięki którym może powtarzać się kilkukrotnie, słuchać tej samej historii na okrągło czy pilnować małych dzieci. Nie znaczy to jednak, że nigdy nie wpada w złość. A jeśli już zostanie wprowadzony w stan furii, jest niczym tajfun. Niebezpieczny, niszczycielski i nie do zatrzymania.
Cechy fizyczne: Jaki Shu jest, każdy widzi. Szczupły, blady mężczyzna, mierzący prawie 181 centymetrów. Posiada czarne, rozwichrzone włosy, często ustylizowane na kontrolowany nieład. Szkarłatne oczy wydają się lśnić w ciemnościach i przyciągać do siebie innych. Wiele kobiet dzięki tej cesze wpadało w ramiona młodzieńca, lecz po byle szerszym uśmiechu, uciekały. Dlaczego? Żniwiarz jest obdarzony ostrymi kłami, które w razie potrzeby, mogą "rozrosnąć" się na pozostałe zęby. Niezwykle przydatna umiejętność przy pożywianiu się czy po prostu odstraszaniu natrętów.
Kolejną, uderzającą cechą młodziana są długie palce pianisty, często ukryte przez skórzane rękawiczki, gdyż tam również przejawiają się nieludzkie cechy bruneta, mianowicie paznokcie wiecznie są ciemne i nie poddają się żadnym próbą zmiany tego faktu.
Sprawa ubioru to kwestia sporna. Wszystko zależy od pogody, wilgotności, pory dnia czy nocy, humoru Shu i wielu, wielu innych czynników. Najczęściej są to płaszcze, podkreślające figurę chłopaka wraz z oficerkami. W luźniejszych chwilach, woli pozostawać w dresach czy za dużych koszulkach, dzięki którym może udać, że ktos go przytula.
Kiedy jednak poziom energii spada, a ostatni posiłek był już stosunkowo dawno, ciało ciemnowłosego ulega zmianie. Oczy przyjmują barwę przygaszonego wina, szare żyły stają się widoczne, a kręgosłup przebija się miejscami przez skórę, upodabniając Shu do jego drugiej formy Mrocznego Żniwiarza.
Kolejną, uderzającą cechą młodziana są długie palce pianisty, często ukryte przez skórzane rękawiczki, gdyż tam również przejawiają się nieludzkie cechy bruneta, mianowicie paznokcie wiecznie są ciemne i nie poddają się żadnym próbą zmiany tego faktu.
Sprawa ubioru to kwestia sporna. Wszystko zależy od pogody, wilgotności, pory dnia czy nocy, humoru Shu i wielu, wielu innych czynników. Najczęściej są to płaszcze, podkreślające figurę chłopaka wraz z oficerkami. W luźniejszych chwilach, woli pozostawać w dresach czy za dużych koszulkach, dzięki którym może udać, że ktos go przytula.
Kiedy jednak poziom energii spada, a ostatni posiłek był już stosunkowo dawno, ciało ciemnowłosego ulega zmianie. Oczy przyjmują barwę przygaszonego wina, szare żyły stają się widoczne, a kręgosłup przebija się miejscami przez skórę, upodabniając Shu do jego drugiej formy Mrocznego Żniwiarza.
Moce: Najbardziej rozwiniętą zdolnością chłopaka jest nekromancja, której używa głównie do przywoływania z ziemi szkieletów, aby te pomagały mu w walce. Oczywiście, w tej kwestii jest w stanie zdziałać jeszcze więcej, lecz nadal sporo brakuje mu do poziomu mistrza tej sztuki. Dodatkowo panuje nad duchami, jest w stanie je do siebie przywiązać i wykorzystywać. Do tego możliwość przyjmowania alternatywnej formy Żniwiarza po osiągnięciu wysokiego poziomu energii (głównie poprzez pożywianie się mięsem, sercami czy prostej medytacji) i nieopanowana zdolność telekinezy.
Partner/ka: Nie posiada, gdyż, jak to określa Tacy jak on nie zasługują na miłość.
Rodzina: Ojcem nadnaturalnej części Shu jest Sarlic, bóg śmierci we własnej osobie, który niestety ostatnimi czasy pozostawił syna samego sobie. Do ludzkich rodziców, którzy sprowadzili Marco na świat, należy zaliczyć Bernadette i Pietro Castellano.
Kraj pochodzenia: Mała wioska pod Rzymem we Włoszech w Wymiarze A - 01.E4, jak jest nazywany wśród tamtejszych mieszkańców. Czyli, innymi słowy, sąsiedni świat, zupełnie inny od aktualnego, w którym przebywa pod względem historii i toku, jaki ta przyjęła. Mianowicie w wymiarze A - 01.E4, Druga Wojna Światowa została wygrana przez państwa osi, co skutkowało utworzeniem Rady Krajów Zwycięskich, która ustala zasady panujące w poszczególnych, podległych krajach. Dzięki temu, kary śmierci czy eksperymenty na ludziach stały się codziennością, a według znawców, świat zmierza ku całkowitemu upadkowi bądź, w nieco lepszej sytuacji, do dystopii.
Zainteresowania: Interesuje się głównie sztuką i poezją, wielkim szacunkiem darząc Dostojewskiego oraz Van Gogha ( z którymi czasami pije herbatę w mieszkaniu). Kiedy ma więcej czasu, uczy się nowych języków i rozwiązuje zadania matematyczne. Dawniej bawił się w origami, jednak aktualnie nie ma do tego cierpliwości. Zajęciem, które zajmuje mu najwięcej czasu, jest obserwowanie demonów. Bo kto nie lubi ich ogonów i rogów?
Zainteresowania: Interesuje się głównie sztuką i poezją, wielkim szacunkiem darząc Dostojewskiego oraz Van Gogha ( z którymi czasami pije herbatę w mieszkaniu). Kiedy ma więcej czasu, uczy się nowych języków i rozwiązuje zadania matematyczne. Dawniej bawił się w origami, jednak aktualnie nie ma do tego cierpliwości. Zajęciem, które zajmuje mu najwięcej czasu, jest obserwowanie demonów. Bo kto nie lubi ich ogonów i rogów?
Pozamagiczne umiejętności: Z racji szkolenia u swojego drugiego ojca, jest w stanie walczyć za pomocą miecza oraz kosy (zwanej Diarmad, którą przywołuje z własnej krwi). Posiada też wiedzę w zakresie chirurgi, którą pozyskał w trakcie swoich posiłków na innych istotach. Nie lubi się do tego przyznawać, ale Shu ma wręcz wrodzony talent do gotowania, którym zdobywa nowych przyjaciół oraz kolejnych głodnych, którzy będą prosić go o kolejne posiłki.
Historia: Wszystko zaczęło się chyba tamtej nocy. Pamiętam to jak dziś, budzę się przez te wspomnienia w nocy. Nic nie pomaga. Czy to leki, czy naturalne metody, wymęczanie organizmu, nic. Dosłownie nic. Jednak znowu, jak zwykle, odbiegam od tematu. Wtedy właśnie zostałem porwany. Brzmi jak typowa historia z amerykańskiego filmu, nie?
Też takie wrażenie odnoszę.
Lecz mnie nie uratował bohater w srebrnym volvo.
Prowadzono na moim ciele badania naukowe, testowano nowe środki, próbowano zrozumieć zasadę, na której istnieję. Cały czas, te wszystkie miesiące, przepełniał ból, cierpienie i chęć zakończenia tego wszystkiego.
A potem, gdy wyrzucono mnie z podziemi do lasu, myśląc, że tam zdechnę, powrócił on. W glorii, chwale i czym tam jeszcze można było. Sarlic. Nie przejął się zbytnio tym, że zniknąłem na ponad rok, nie dając znaku życia. Po prostu stanął nade mną, doprowadził do względnego porządku i obwieścił, że ma dla mnie zadanie.
W ten sposób znalazłem się w innym wymiarze, w drodze na Wyspę. Zgodnie z radą ojca, powiedziałem, kim czy raczej czym jestem. Nie wierzyłem zbytnio, aby to cokolwiek zmieniło (bo w końću kto będzie słuchał byle nadnaturalnego?), lecz, po raz kolejny w życiu, przeżyłem szok. Jeden z nich wziął mnie na stronę. Zakazał zbliżania się komukolwiek, kto nie jest upoważniony.
Zawarliśmy umowę.
Świeże mięso i serca za informacje o możliwych buntach.
Zgodziłem się. Za plecami krzyżując jednak swoje palce. W głowie od razu narodził się plan zmienienia świata wokół mnie, czy to bez ofiar czy w krwawej wojnie, sprawiedliwość niosąc na ostrzu swej kosy.
Też takie wrażenie odnoszę.
Lecz mnie nie uratował bohater w srebrnym volvo.
Prowadzono na moim ciele badania naukowe, testowano nowe środki, próbowano zrozumieć zasadę, na której istnieję. Cały czas, te wszystkie miesiące, przepełniał ból, cierpienie i chęć zakończenia tego wszystkiego.
A potem, gdy wyrzucono mnie z podziemi do lasu, myśląc, że tam zdechnę, powrócił on. W glorii, chwale i czym tam jeszcze można było. Sarlic. Nie przejął się zbytnio tym, że zniknąłem na ponad rok, nie dając znaku życia. Po prostu stanął nade mną, doprowadził do względnego porządku i obwieścił, że ma dla mnie zadanie.
W ten sposób znalazłem się w innym wymiarze, w drodze na Wyspę. Zgodnie z radą ojca, powiedziałem, kim czy raczej czym jestem. Nie wierzyłem zbytnio, aby to cokolwiek zmieniło (bo w końću kto będzie słuchał byle nadnaturalnego?), lecz, po raz kolejny w życiu, przeżyłem szok. Jeden z nich wziął mnie na stronę. Zakazał zbliżania się komukolwiek, kto nie jest upoważniony.
Zawarliśmy umowę.
Świeże mięso i serca za informacje o możliwych buntach.
Zgodziłem się. Za plecami krzyżując jednak swoje palce. W głowie od razu narodził się plan zmienienia świata wokół mnie, czy to bez ofiar czy w krwawej wojnie, sprawiedliwość niosąc na ostrzu swej kosy.
Inne zdjęcia:
Upomnienia: 1/3
Towarzysz/ka: --
Pozostałe inf.:
- Jest biseksualny, lecz do tego nie przyznaje się otwarcie
- Śpiewa, kiedy nikt nie patrzy
- Boi się żab. Panicznie wręcz.
- Jest biseksualny, lecz do tego nie przyznaje się otwarcie
- Śpiewa, kiedy nikt nie patrzy
- Boi się żab. Panicznie wręcz.
Właścicielka: Amicka [Howrse]
