Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Enrique de Rascon y Cornejo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Enrique de Rascon y Cornejo. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 6 sierpnia 2018

Od Enrique de Rascon y Cornejo - c.d. Alharisa ,,Przybycie na Wyspę"


Przez kilka kolejnych minut, w trakcie których każdy z nas rozmyślał nad jak najlepszym wykorzystaniem swoich niezwykłych umiejętności podczas pierwszej naszej prawdziwej potyczki z naukowcami na należącej do nich ziemi, panowała niemal całkowita cisza przerywana tylko od czasu do czasu szumem wiatru w koronach drzew, czy szumem fal uderzających o nabrzeżny piasek. W końcu jednak udało mi się wymyślić jako pierwszemu zadanie, jakie mógłby się ewentualnie podjąć, więc wstałem z miejsca, by przyciągnąć do siebie uwagę wszystkich zgromadzonych i oświadczyłem:
- Sądzę, że w tym przypadku mógłbym wykorzystać swój dar  usypiania i pomóc Shaviemu w odsyłaniu tamtejszego personelu do Krainy Morfeusza, a w ostateczności zesłać nawet na nich deszcz zatrutych sztyletów i przeprowadzić prosto do Hadesu. Dodatkowo jestem w stanie zamienić się w człowieka i udawszy jednego z nich, wykraść potrzebne nam dokumenty lub unicestwić je na miejscu podczas zwykłego spalania. Zakładam, że gdybym tylko dostatecznie się postarał, to nawet nie zauważyliby, iż ktoś majstrował przy ich skrytkach.
- Ja dodatkowo byłbym w stanie zapewnić nam pomoc z zaświatów. - dorzucił Shavi. - Z tego, co słyszałem do tej pory o gatunku ludzkim, to część z jego przedstawicieli panicznie się boi wszelkich duchów i zjaw, a zresztą tylko one  potrafią przechodzić przez ściany całkowicie niezauważone.
- Ja z kolei spróbowałabym przejąć kontrolę nad tymi istotami, których jeszcze nie udało im się zbytnio zmodyfikować. Ponadto myślę, że zawsze moglibyśmy jeszcze prosić o pomoc bóstwa egipskie wykorzystując siły zaklęte w medalionie Alvheid. - tu moja siostra rzuciła porozumiewawcze spojrzenie heroinie, która w odpowiedzi ledwie zauważalnie kiwnęła głową.
- Skoro już wszystko ustalone, to pozostaje nam jeszcze dobrać się w grupy i zdecydować kiedy dokładnie miałaby się odbyć cała akcja. - stwierdziłem nie próbując nawet kryć uśmiechu zadowolenia, który wykwitł mi na twarzy na samą myśl o tym, że wreszcie będę mógł zemścić się na naukowcach, którzy tak perfidnie odebrali mi całą chwałę należną samemu obrońcy jednego z elfów należących do szanowanej rodziny królewskiej.


<Alharis/Rohusaya?>
 




piątek, 25 maja 2018

Od Enrique de Rascon y Cornejo - c.d. Rohusayego ,,Przybycie na Wyspę"


Po wyjściu z jaskini  naszego gospodarza, zwróciłem się do siostry:
- Wiesz już od jakiego miejsca zamierzasz zacząć dzisiejsze szpiegowanie?
- Cóż...jeszcze tego do końca nie przemyślałam, ale sądzę, że najlepszym sposobem, aby zdobyć o nich najpotrzebniejsze informacje i jednocześnie nie wzbudzić ich podejrzeń będzie zakradnięcie się jak najbliżej bram internatu. - odparła, wyraźnie myśląc o czymś zupełnie innym, co można było łatwo wywnioskować po jej lekko zamglonym spojrzeniu i szybkości udzielania odpowiedzi.
- Wydaje mi się, że coś Cię trapi... - zauważyłem, starając się, aby nie czuła się zmuszana do zwierzeń.
Coela, usłyszawszy to, rzuciła mi zaskoczone i jednocześnie wściekłe spojrzenie, które tylko potwierdziło moje wcześniejsze obawy i, ze źle maskowaną obojętnością, wypaliła, szturchając mnie łokciem w bok:
- Daj spokój, nic mi nie jest! Po prostu staram się obmyślić jakiś plan działania, który w razie niepowodzenia nie ściągnąłby gniewu naukowców także na głowy magicznych stworzeń spoza naszego więzienia.
- Sądzisz, że są aż tak bezwzględni i mało inteligentni, aby mścić się za nasze małe grzeszki również na innych, bogu ducha winnym, istotach, nie mający nawet możliwości na skontaktowanie się z nami? - zaindagowałem ze sceptycyzmem. 
- W tej chwili nie dysponuję dostateczną ilością danych, aby móc potwierdzić lub odrzucić takową tezę, więc wolę się zabezpieczyć najlepiej jak to w tych warunkach możliwe. 
- I tak nie uda Ci się przewidzieć wszystkich zastawionych przez nich pułapek, bo nie wiesz praktycznie nic o sposobie myślenia, czy funkcjonowania naszego wroga, co w każdej, nawet najbardziej błahej, bitwie jest jednym z najważniejszych czynników mogących poprowadzić do zwycięstwa.
- Przypominam Ci, że raczej nie walczymy z nimi na śmierć i życie, a jedynie o ewentualną możliwość odzyskania wolności i powrócenia na nasze rodzinne planety.
- O ile jest jeszcze do czego w ogóle wracać... - westchnąłem ciężko.
- Musi być! - zakrzyknęła walecznie. - Przecież nawet, jeśli wyniszczyli całkowicie tamtejsze populacje , to zawsze można próbować odbudować wszystko od nowa!
- Z tym, że to zajęłoby wiele wieków i na pewno nie zdarzyłoby się za naszych czasów.
- Masz rację, ale już nasi prawnukowie mieliby szansę na życie w miarę normalnych warunkach.
- Fakt, jest to jakieś pocieszenie.
- Właśnie, a teraz może lepiej będzie znaleźć coś do jedzenia nim padniemy z głodu, a potem wyruszyć do pracy. - zaproponowała.
- Jestem jak najbardziej za.

<Rohusaya/Alharis?>

niedziela, 18 marca 2018

Szósty mieszkaniec- elf wojowniczy Enrique de Rascon y Cornejo

Na naszą Wyspę przetransportowano kolejnego mieszkańca, a mianowicie brata Coeli imieniem Enrique. Z racji jego historii i umiejętności naukowcy przypisali mu stanowisko wojownika.  

Podobny obraz 

Powitajmy go z szacunkiem należnym osobie, która jeszcze niedawno była obrońcą samego króla. 

Profil towarzysza- wojownik zbrojny Febus

Podobny obraz 

 Imię: Febus
Płeć: Samiec
Gatunek: Wojownik zbrojny
Krótka historia: Jak wszyscy przedstawiciele swojego gatunku wyklułem się na otwartych terenach Afryki Subsaharyjskiej. Spędziłem tam szczęśliwie pierwsze cztery i pół roku swego życia, po czym zostałem schwytany przez jakiegoś niedobrego człowieka o skośnych oczach i wciśnięty do małej klatki, którą następnie przetransportowano na wielki statek. Większość podróży, która trwała około pół roku przespałem. W końcu dotarliśmy jednak do celu, a moje dotychczasowe więzienie zostało otwarte. Natychmiast wzniosłem się z głośnym krzykiem w powietrze i oddaliłem jak najbardziej od tych porywaczy. Zaszyłem się w najgłębszych zakątkach Wyspy, gdzie rzadko kto się zapuszczał. Niestety pewnego feralnego dnia wpadłem w jakieś sidła. Oczywiście początkowo próbowałem się z nich wyzwolić samodzielnie. Szybko jednak okazało się, że jest to ponad moje siły, więc przystąpiłem do wzywania pomocy. Jakiś czas później zemdlałem z braku sił, a kiedy się wreszcie ocknąłem, zauważyłem, że jestem wolny, a jakiś elf przygląda mi się z troską. Tak oto poznałem Enrique.
 Właścicielka: Enrique de Rascon y Cornejo

Profil elfa wojowniczego- Enrique de Rascon y Cornejo

Widzisz, Cezar przegrał swoją pierwszą bitwę w wojnie domowej. Nieopodal tej bramy został schwytany i zaciągnięty na tortury. Utracił wszystko...wuja, majątek, pozycję, wszystko. Brzmi jak zakończenie pewnej historii, prawda? A jednak pókiś żyw, póty możesz walczyć.
Conn Iggulden Imperator. Krew bogów.  

 Podobny obraz
  
Imię: W swojej rodzinnej wiosce znany był po prostu jako Enrique, ale dzięki dokonaniu wielu walecznych czynów i wielokrotnym obronieniu życia najważniejszych istot na jego planecie obecnie może poszczyci się książęcym herbem i nazwiskiem rodowym de Rascon y Cornejo.
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 420 lat
Gatunek: Mitologiczny
 Rasa: Wywodzi się z elfów leśnych, lecz obecnie uznawany jest za wojowniczego.
Stanowisko: Wojownik
 Tatuaż: Jest to jego herb.
 Znalezione obrazy dla zapytania tatuaż tarcza
Charakter: Na początku z pewnością należy zaznaczyć, że jego obecny charakter został wykształcony dzięki licznym surowym treningom żołnierskim i walkom, w których brał udział. Wszystkie one sprawiły, że stał się tym walecznym i odważnym wojownikiem, kierującym się w każdym swoim czynie przede wszystkim kodeksem honorowym i własnym sumieniem, którym jest dzisiaj. Niestety wpłynęły one również na jego psychikę, zmieniając go w twardego niczym głaz mężczyznę, ukrywającego wszystkie emocje głęboko w swym wnętrzu i wierzącym jedynie w siłę własnych mięśni oraz umysłu. Jak łatwo się teraz domyśleć, potrafi poświęcić wiele cennych godzin jedynie na kalkulowanie wszystkich za i przeciw przedstawianych mu strategii i wybranie tej, według niego, najlepszej w danej sytuacji.
To wszystko wraz z wrodzoną małomównością,  powoduje, że często postrzegany jest jako niezwykle zamknięty w sobie i tajemniczy osobnik, któremu, aby czuć się doskonale, starczy własne towarzystwo. Niestety nie jest to do końca prawdą, gdyż tak na prawdę łaknie spotkania choćby jednej istoty, której będzie mógł się zwierzyć. Problem w tym, że niełatwo wzbudzić jego zaufanie. 
Cechy fizyczne: Dzięki wieloletnim ciężkim żołnierskim treningom Enrique może się dziś poszczycić niezwykle dobrze umięśnioną i rozbudowaną, wysoką (na równo 2 metry) sylwetką do pozazdroszczenia przez wielu. Opanował również niemal do perfekcji sztukę władania mieczem oraz sztyletem, a także gwiazdkami ninja. Potrafi również doskonale jeździć konno, ale i tak pozostaje daleko w tyle za swoją siostrą. Jest za to mistrzem wspinaczki i biegów nawet z wielokilogramowym obciążeniem. Uwielbia ponadto próbować swoich sił w zapasach i otwartej walki. Niestety, podobnie jak Coela, ma problemy z pływaniem.
Moce: 
*Ogniste kule,
*Deszcz zatrutych sztyletów,
*Czytanie w myślach,
*Wywoływanie tajfunów,
*Usypianie,
*Metamorfoza (może wtedy jednocześnie zmienić swoje DNA, ale kosztuje go to zdecydowanie więcej energii)
Partnerka: Wciąż poszukuje damy swego serca.
Rodzina:
*Matka: Ysabeau,
*Ojciec: Samsawel,
*Młodsza siostra Coela (również zesłana na tę Wyspę)
 Kraj pochodzenia: Enrique narodził się w małej, otoczonej ze wszystkich stron głęboką, dziewiczą puszczą wiosce o nazwie Elyne, gdzie spędził szczęśliwie pierwsze siedem dekad swego żywota. Po tym okresie, podobnie jak wszyscy pierworodni synowie, zgodnie z zawartą wiele setek lat wcześniej umową z samym królem Ardenii, został przymusowo wcielony do jego oddziałów piechotnych i przeniesiony nieopodal jego siedziby, a mianowicie obozu polowego rozłożonego w pięknym, bogatym mieście o nazwie Karmenia. Niestety nie było mu dane dokładnie go poznać, gdyż większość swego czasu musiał od tej chwili poświęcać treningom, mającym go przygotować do stania się w niedalekiej przyszłości prawdziwym wojownikiem.
Podczas tych nielicznych samotnych wędrówek po okolicy udało mu się jednak zauważyć, że miejscowość ta została otoczona z każdej możliwej strony solidnym, doskonale strzeżonym murem, a w jej centrum położony jest wielki pałac o ścianach z kamieni szlachetnych i wspaniałych ogrodach. W porównaniu z nim nawet najbogatsze wille panów wyglądały niczym domy wieśniaków.
Zainteresowania: Jego największą pasją jest z pewnością poznawanie historii, legend, narzeczy i kultur innych krain. Uważa bowiem, że im lepiej pozna się kulturę kraju, na terenie którego obecnie się przebywa, tym łatwiej będzie w przyszłości przeciągnąć na swoją stronę jego mieszkańców. Uwielbia również zajmować swój wolny czas przez wymyślanie tajemnych kodów i planów budynków lub maszyn mogących przydać mu się w ewentualnej walce.
 Pozamagiczne umiejętności: Podobno jest zdolnym architektem i doskonałym wojownikiem, który ma mało sobie równych. Większość osób twierdzi nawet, że we władaniu mieczem jest niezaprzeczalnym mistrzem, co może zresztą zostać potwierdzone tym, że jak do tej pory wygrywał w każdych turniejach właśnie dzięki tej broni. Potrafi również dość dobrze jeździć konno i zniewalająco grań na harfie.
Historia: Moje serce zaczęło bić w małej puszczańskiej elfiej wiosce o nazwie Elyne. To tam właśnie spędziłem u boku rodziny pierwsze siedem dekad mego żywota. Po tym okresie musiałem ich jednak opuścić, gdyż zgodnie z zawartą wiele setek lat wcześniej umową między nią a królem Adrenii, zostałem wcielony do jego oddziałów piechoty i, podobnie jak wszyscy pierworodni synowie z mojej miejscowości oraz kilku innych, przeniesiony do obozu polowego niedaleko miasta zwanego Karmenią. Od tej chwili byłem poddawany codziennym, morderczym treningom, trwającym od wczesnego ranka aż do późnego wieczora z niewielkimi przerwami na posiłki. To wszystko miało uczynić ze mnie w niedalekiej przyszłości prawdziwego wojownika.
Swoją pierwszą bitwę odbyłem w wieku jako młodzieniec zaledwie dwustoletni. Nikt ze starszych nie dawał mi żadnej szansy na przeżycie. Trzeba Wam wiedzieć, że walczyliśmy wtedy przeciwko plemieniu Tetrus, znanego ze swojej krwiożerczości. Zwykle zostawiało ono po sobie jedynie ogromne połacie martwych ciał i pogorzelisko. Tym razem również wszyscy wokół mnie padali jak muchy. Ja sam natomiast przeżyłem najpewniej tylko dlatego, ze udawałem zmarłego aż do momentu, gdy nie ujrzałem nad sobą ich przywódcy. Wtedy dopiero zdecydowałem się na coś naprawdę szalonego- podniosłem się i zamachnąłem się na niego. Nim ktokolwiek zdążył zareagować, ściąłem jego głowę i podniosłem w geście zwycięstwa. W ten sposób przejąłem władzę nad jego ludźmi.
Król Ardenii uczynił mnie natomiast jednym ze swoich osobistych obrońców, a po tym jak wielokrotnie uratowałem mu życie, nadał mi dodatkowo książęcy herb i nazwisko rodowe. Wciąż jednak musiałem być na każde jego skinienie, więc gdy tylko wdał się w wojnę z naukowcami z ziemi, którzy mimo wydanego przez niego wcześniej zakazu, przybyli do jego państwa po raz drugi, stanąłem u jego boku.  Ludzie jednak nie potrafili grać czysto i w odpowiedzi na naszą tradycyjną broń, zaczęli do nas strzelać jakimiś kolorowymi strzałkami, po których się zasypiało. Osobiście oberwałem takimi czterema zanim też to zrobiłem. 
Obudziłem się dopiero tutaj, nie wiedząc zupełnie gdzie się znajduję.
Upomnienia: Brak.
 Towarzysz: Febus
Pozostałe inf.: Przez tutejszych naukowców został uznany za istotę potencjalnie niebezpieczną, więc w ramach dodatkowych środków bezpieczeństwa wszczepili mu pod skórę w okolicach mózgu małą płytkę, mającą ich ostrzegać przed jego zbliżaniem się i potencjalnym zamiarami. (Nie wzięli jednak pod uwagę tego, że przestaje ona działać za każdym razem, gdy Enrique decyduje się na zmianę swego DNA.)
Właścicielka: WTSW/Howrse, SZOG/Doggi