-No, no...-mruknąłem pod nosem wchodząc do wnętrza głazu jako ostatni.- Niezłe cacka.- Coela, widocznie zadowolona, uśmiechnęła się delikatnie i machnęła ręką w kierunku stojących pod ścianami sprzętów.
-Coś powinno się znaleźć dla każdego.- rzuciła, po czym podeszła do ściany, przy której stały stojaki na przeróżne bronie, od zwykłych małych noży do wymyślnych, świecących mieczy czy innych katan.
-Sama je stworzyłaś, czy zgromadziłaś?- zapytał Enrique muskając czubkami palców jelce mieczy.
-I to i to.- odparła jego siostra podnosząc długi nóż o cienkim ostrzu, po czym skierowała się na drugą stronę jaskini i wyjąwszy mały woreczek wyszywany ciemnozieloną nicią wrzuciła do niego kilka małych przypominających kule przedmiotów.
-Osłona dymna.- wyjaśniła starannie wiążąc woreczek i po wykonaniu owej czynności odwróciła się ku nam i mrugnęła zawadiacko.
-Z niespodziankami. A teraz rozejrzyjcie się, wytłumaczę wam wszystko.- po kolei podchodziliśmy do każdego przedmiotu, a Coela wyjaśniała nam w razie potrzeby co to jest i jak się tym posługiwać. Każdy wziął przynajmniej jedną rzecz, która mu odpowiadała. Ja sam póki co nie znalazłem nic, co mogłoby pomóc mi wykonać zaplanowaną czynność podczas ataku na bazę. W końcu jednak dotarliśmy do przypominającego bransoletę kształtu, ale o wiele większą. Ów przedmiot zbudowany był z przylegających do siebie czarnych, matowych płytek.
-Co to jest?- spytałem z zaintrygowaniem przyglądając się mu ze wszystkich stron. Coela skrzywiła się lekko.
-Jeszcze nie wiem. Nie udało mi się dotąd odkryć jeszcze paru sprzętów, a to jest jeden z nich.- przekrzywiłem głowę i złapałem delikatnie w zęby obiekt mojego zainteresowaniem. Czułem coś dziwnego, coś co przyciągało mnie do niego, a w głowie jakby kreowała mi się instrukcja włączenia go. Olśniło mnie. Przecież już to widziałem!
Opuściłem przedmiot na ziemię i chuchnąłem na niego gorącym powietrzem, topiąc go w nim całego. Odsunąłem głowę i czekałem, a inni patrzyli na mnie z zaciekawieniem.
-Co robisz?- zapytał Rohusaya podchodząc.
-Sami zobaczcie.- mruknąłem z uśmiechem. Leżąca rzecz z szybkością błyskawicy rozwinęła się i trzasnęła metalowym ogonem o ziemię, wywinęła się w paru splotach, po czym podpełzła ku mnie błyskając złotymi, okrągłymi ślepiami, lśniącymi jak diamenty.
-Metalowy smok pochodzący z Darmy. Nieraz, nie dwa ja i moi bracia się nimi posługiwali. Można kontrolować je poprzez czytanie w myślach i wysyłanie poszczególnych poleceń. Nie zorientowałem się z początku, ponieważ ten tutaj ma inny kształt. Myślę, że będzie dla mnie odpowiedni. Może zrobić naprawdę wiele i myślę, że bez problemu poradziłby sobie z tymi komputerami.
-W takim razie bierz go.- powiedziała Coela, a ja przesunąłem ogonem po leżącym bez ruchu robocie, a ten zwinął się i powrócił do stanu przed obudzeniem.
<Coela, Enrique, Shavi, Alvheid?>
czwartek, 11 października 2018
wtorek, 18 września 2018
Od Shavi'ego - c.d. Rohusayego ,,Przybycie na Wyspę"
W odpowiedzi wszyscy niemal jednocześnie kiwnęli pewnie głowami.
- Doskonale. - rzucił Rohusaya, muskając ledwie zauważalnie ogonem piasek. - Ile czasu potrzebujesz by zdobyć dla nas odpowiednie środki komunikacji? - przeniósł całą uwagę na mnie.
Milczałem przez kilka minut zastanawiając i próbując przewidzieć wszelkie ewentualne pułapki, które mogłyby na mnie czekać w miejscach ich przechowywania oraz możliwości ich ewentualnego rozbrojenia, po czym odrzekłem, wypuszczając niewielki kłąb dymu z pyska:
- Sądzę, że jeden, góra dwa dni, a właściwie noce, jeśli wszystko dobrze pójdzie i nie natknę się na zbyt wielu uzbrojonych strażników.
- Dobrze, w takim razie spotkamy się następnym razem na wzgórzu w pobliżu ich centrali około południa za trzy doby. - zarządził sfinks. - Wszyscy się zgadzają?
- Jasne. - odarło każde z nas.
- To znakomicie, weźcie również jakąś dodatkową broń na wypadek, gdyby nasze wrodzone moce okazały się niewystarczające.
- I tak mamy raczej marne szanse, jeśli zastosują przeciwko nam swoje urządzenia. - stwierdził powątpiewająco Enrique.
- Chyba, że pomożecie i wybrać do walki którąś ze stworzonych przeze mnie w tajemnicy maszyn. - wtrąciła się jego siostra ku naszemu zdziwieniu.
- Chcesz powiedzieć, że przez ten cały czas tuż koło nas znajdowała się pracownia z zakazanymi wynalazkami i nikt oprócz Ciebie o tym nie wiedział?! - wykrzyknął z niedowierzaniem wojownik.
- Owszem. - potwierdziła elfka nawet nie spuszczając wzroku. - Wiesz przecież równie dobrze jak ja, że pewne rzeczy w tym miejscu trzymać w sekrecie jak najdłużej.
- Faktycznie, masz rację. - westchnął. - Ale teraz nas chyba tam zaprowadzisz?
- Ma się rozumieć. - zapewniła i, podniósłszy się zaczęła się powoli kierować w stronę czegoś przypominającego litą skalną ścianę. Kiedy jednak kobieta położyła na nim swoją dłoń, głaz rozbłysnął jasnym pomarańczowym światłem i odsunął się powoli na bok ukazując ogromne pomieszczenie wypełnione różnymi dziwnymi przyrządami.
<Alharis/Rohusaya?>
piątek, 14 września 2018
Od Rohusayego CD Enrique de Rascon y Cornejo ,,Przybycie na wyspę"
-Świetnie.- miałem ochotę zatrzeć łapy z radości, ale się powstrzymałem.- Jeszcze tylko jedno pytanie: czy zna się ktoś na elektronice, komputerach, kamerach itd. i mógłby to wszystko wyłączyć na czas waszego pobytu w budynku?- przez chwilę panowała cisza, lecz zaraz Alharis przekrzywił głowę i rzucił:
-Myślę, że poradziłbym sobie z tym.- wszyscy spojrzeli na niego ze zdziwieniem.- Przez cały czas, odkąd tu jestem, starałem się możliwie jak najwięcej dowiedzieć się o tych maszynach i całym sposobie prowadzenia tej wyspy przez naukowców. Z darem niewidzialności nie było to takie trudne. Oczywiście nie wiem wszystkiego, ale i tak najwięcej z nas wszystkich.- odparł widząc nasze spojrzenia.
-Teraz ci ludzie przekonają się z kim naprawdę zadarli.- Coela z błyskiem w oku uśmiechnęła się przebiegle, zakładając ręce na piersi. Obok, jej brat bawił się pasmem trawy przekładając ją przez palce. W jego postawie widać było podekscytowanie i pewność. Shavi uniósł pysk ku niebu i wpatrywał się w nie zmrużonymi oczami.
-Proponuję takie składy: Shavi i ty, Enrique- tu zwróciłem się do elfa i małego smoka- poszlibyście przodem razem z Alharisem i wyrzucilibyście wszyscy trzej z gry strażników i tych naukowców, co staną wam na drodze. Starajcie robić się to po cichu, najlepiej nie zabijać, lecz szybko znokautować, byle na dłużej. Jeśli nie uda się uniknąć powiadomienia innych wiecie co macie robić. Potem razem z Coelą i Alvheid, które wejdą po oczyszczeniu terenu, udacie się do sali z informacjami o nas i zarodkami. Shavi poprowadzi jako, że zna drogę. Alharisie, ty, jeszcze zanim wejdą panie, udasz się do centrali i jak najszybciej spróbujesz powyłączać wszystko, zwłaszcza kamery i alarmy. Ja z zewnątrz będę otwierać wam wszelkie drzwi i przejścia.
-Jak to zrobisz nie wiedząc kiedy ma się to stać?- zapytał Alharis, którego długie wąsy uniosły się pod wpływem powiewu wiatru. Wyprostowałem się i machnąłem skrzydłem, lecz zanim zdążyłem odpowiedzieć Shavi wtrącił:
-Jak już mówiłem, postaram się sprawić nam jakieś urządzenia, dzięki którym będziemy mogli się komunikować.
-A jeśli nie, to i tak wyczuje to, kiedy będziecie potrzebować mojej interwencji.- dodałem.- Dobrze. Teraz wystarczy jeszcze ustalić dzień i godzinę. Ale zanim, czy wszyscy zgadzają się z ich rolami?
<Coela, Erique, Alvheid, Shavi?>
poniedziałek, 3 września 2018
Od Anon - c.d. Alharisa
Smok zjawił się znikąd. Dotknęłam dłonią jego ogona i pociągnęłam go za niego. Po czym pozwoliłam sobie spaść nieco na dół. Dopiero po dotknięciu stopami wody rozprostowałam skrzydła nagle. W moim odbiciu była też ona. Ta jasna strona. Miała w dłoni klejnot duszy, uśmiechała się do mnie tak jak ja. Gdy spojrzałam na smoka, ten spojrzał na moje odbicie i tak kilka razy to na mnie to na nią. To nawet nie wiedziałam, co miał i chciał zrobić. Zanurzył się w wodzie i zaczęłam pływać i łowić ryby. Uśmiechnęłam się i zachichotałam. Wyglądało to tak słodko. Zaczęłam iść po wodzie, gdy nagle moje ciało przybrało wodę. Hmm, wyglądałam jakby moje ciało, było całe z wody, gdy woda na mnie leciała, nic mi nie robiła, nikt nie mógł mnie zabić. Ogień czy jakaś siła tylko odbijałam te ruchy i siłę.
Zanurzyłam się, aby popływać i zanurzyć się nieco głębiej, w głębinach. Może bym znalazła, coś, czego nikt inny nie odkrył jeszcze. Pełno różnych rybek, jak i raf można znaleźć. Zakręcić się wokół nich.
Po kilku może minutach albo godzinach wynurzyłam się z dziwnym starym naszyjnikiem.
- Wiesz, co to jest? - spytałam smoka. Po czym usiadłam już w ludzkiej skórze na kamieniach i patrzyłam na ten dziwny medalik.
<Alharis?>
Zanurzyłam się, aby popływać i zanurzyć się nieco głębiej, w głębinach. Może bym znalazła, coś, czego nikt inny nie odkrył jeszcze. Pełno różnych rybek, jak i raf można znaleźć. Zakręcić się wokół nich.
Po kilku może minutach albo godzinach wynurzyłam się z dziwnym starym naszyjnikiem.
- Wiesz, co to jest? - spytałam smoka. Po czym usiadłam już w ludzkiej skórze na kamieniach i patrzyłam na ten dziwny medalik.
<Alharis?>
sobota, 1 września 2018
Upomnienia
Z powodu nienapisania ani jednego opowiadania od dwóch miesięcy poniższe postaci otrzymują upomnienia:
* Raphel - drugie,
* Vaessaria - drugie,
* Shu - pierwsze,
* Raphel - drugie,
* Vaessaria - drugie,
* Shu - pierwsze,
poniedziałek, 20 sierpnia 2018
Od Alharisa CD Anon
***
W oddali dojrzałem siedzącą na klifie Anon, gładzącą pióra ozdabiające jej skrzydła. Wyglądała jakby na mnie czekała. Była szybka i jej moce pomagały w ucieczce przede mną, więc postanowiłem spróbować przechytrzyć istotę. Kiedy odwróciła wzrok na parę sekund stałem się niewidzialny i dalej podążałem coraz szybciej nakazując wiatrowi ukryć moją obecność. Jej sylwetka rysowała się moim oczom coraz wyraźniej w miarę przebytych metrów. W końcu odwróciła wzrok w stronę, gdzie jeszcze parę sekund byłem, a kiedy mnie tam nie zobaczyła zmarszczyła delikatnie brwi i rozejrzała się daremnie szukając mojej osoby. Wstała i rozpostarła skrzydła, po czym zeskoczyła z klifu. Byłem tuż za nią i zanim ponownie zdążyła zniknąć wyprzedziłem ją i zatoczyłem niewielki krąg wokół jej ciała.
-Mam cię.- mruknąłem nisko, na tyle głośno aby mogła mnie usłyszeć i przejechałem końcem ogona po jej lewej dłoni. Ciągle nie ujawniając swojej obecności oddaliłem się odrobinę i zatrzymałem obserwując jej reakcję. Wydawała się lekko zaskoczona i zdezorientowana, lecz w jej oczach widać było wyraźnie błysk uśmiechu.
-Tutaj.- rzuciłem, powoli ujawniając swoją obecność.
<Anon?>
poniedziałek, 6 sierpnia 2018
Od Enrique de Rascon y Cornejo - c.d. Alharisa ,,Przybycie na Wyspę"
Przez kilka kolejnych minut, w trakcie których każdy z nas rozmyślał nad jak najlepszym wykorzystaniem swoich niezwykłych umiejętności podczas pierwszej naszej prawdziwej potyczki z naukowcami na należącej do nich ziemi, panowała niemal całkowita cisza przerywana tylko od czasu do czasu szumem wiatru w koronach drzew, czy szumem fal uderzających o nabrzeżny piasek. W końcu jednak udało mi się wymyślić jako pierwszemu zadanie, jakie mógłby się ewentualnie podjąć, więc wstałem z miejsca, by przyciągnąć do siebie uwagę wszystkich zgromadzonych i oświadczyłem:
- Sądzę, że w tym przypadku mógłbym wykorzystać swój dar usypiania i pomóc Shaviemu w odsyłaniu tamtejszego personelu do Krainy Morfeusza, a w ostateczności zesłać nawet na nich deszcz zatrutych sztyletów i przeprowadzić prosto do Hadesu. Dodatkowo jestem w stanie zamienić się w człowieka i udawszy jednego z nich, wykraść potrzebne nam dokumenty lub unicestwić je na miejscu podczas zwykłego spalania. Zakładam, że gdybym tylko dostatecznie się postarał, to nawet nie zauważyliby, iż ktoś majstrował przy ich skrytkach.
- Ja dodatkowo byłbym w stanie zapewnić nam pomoc z zaświatów. - dorzucił Shavi. - Z tego, co słyszałem do tej pory o gatunku ludzkim, to część z jego przedstawicieli panicznie się boi wszelkich duchów i zjaw, a zresztą tylko one potrafią przechodzić przez ściany całkowicie niezauważone.
- Ja z kolei spróbowałabym przejąć kontrolę nad tymi istotami, których jeszcze nie udało im się zbytnio zmodyfikować. Ponadto myślę, że zawsze moglibyśmy jeszcze prosić o pomoc bóstwa egipskie wykorzystując siły zaklęte w medalionie Alvheid. - tu moja siostra rzuciła porozumiewawcze spojrzenie heroinie, która w odpowiedzi ledwie zauważalnie kiwnęła głową.
- Skoro już wszystko ustalone, to pozostaje nam jeszcze dobrać się w grupy i zdecydować kiedy dokładnie miałaby się odbyć cała akcja. - stwierdziłem nie próbując nawet kryć uśmiechu zadowolenia, który wykwitł mi na twarzy na samą myśl o tym, że wreszcie będę mógł zemścić się na naukowcach, którzy tak perfidnie odebrali mi całą chwałę należną samemu obrońcy jednego z elfów należących do szanowanej rodziny królewskiej.
<Alharis/Rohusaya?>