czwartek, 29 marca 2018

Życzenia wielkanocne

Jajka zdobionego,
Baranka puszystego,
Babki podrygującej,
Sałatki zachwycającej,
Dyngusa mokrego,
Zajączka hojnego

z okazji zbliżających się Świąt Wielkanocnych w imieniu całej administracji bloga życzy Coela (WTSW/Howrse, SZOG/Doggi) 


Znalezione obrazy dla zapytania wielkanoc gif

środa, 28 marca 2018

Od Coeli- c.d. Rohusayego ,,Przybycie na Wyspę"


-Witaj, Rohusayo.- odparłam, pochylając lekko głowę.- Chciałabym Ci przedstawić mojego starszego brata, Enrique.  
-Miło mi poznać.- odparł sfinks, lustrując go uważnie, jakby już zastanawiając się, czy możemy go wtajemniczyć w nasze plany.
Widząc to, dodałam szybko:
-W naszym rodzinnym kraju był obrońcą samego króla i chciałby odzyskać swój utracony honor, biorąc odwet na tutejszych naukowcach, którzy sprawili, że nie mógł być z nim do końca.
-Chcesz przez to powiedzieć, że możemy mu w pełni zaufać?- zaindagował w odpowiedzi, przenosząc swe spojrzenie na mnie.
-Jasne, przecież inaczej nie mógłbyś wtajemniczyć także mnie w informacje, które już zapewne odkryłeś. W końcu jesteśmy rodziną, więc i tak zapewne łatwo bym mu wszystko zdradziła.- odrzekłam, bez zastanowienia, wywracając ledwie zauważalnie oczami. 
Oczywiście rozumiałam, że nasz towarzysz boi się zdradzić plan ucieczki komukolwiek, ale tym razem, według mnie, nieco przesadził z tą całą ostrożnością. 
-W sumie masz rację.- westchnął ciężko świątynny strażnik i zwrócił się do mego krewnego.- Witam Cię w gronie spiskowców. 
-Zawsze uważałem, że przedstawicieli Twojego gatunku jest niezwykle trudnego przekonać o czymkolwiek, czego nie są do końca pewni.- odrzekł elf z ledwie zauważalnym uśmieszkiem na ustach. 
-I zwykle ta rzeczywiście tak jest, ale tym razem musimy działać jak najszybciej, więc nie mogę wybrzydzać. W dodatku muszę przyznać, że Coela ma dar przekonywania.
-Przesadza, po prostu potrafię posługiwać się logicznymi argumentami.- zaprzeczam, ale w głębi duszy czuję się przyjemnie połechtana.
-Nazywaj sobie to jak chcesz...-skwitował.-Teraz wolałbym dowiedzieć się, co Was do mnie sprowadza. Przecież miałaś być na przeszpiegach. 
-Po pierwsze pragnę zaoferować Wam swego usługi jako wojownika i zwiadowcy.- wtrącił się spokrewniony ze mną elf.
-Rozumiem.
-A po drugie, chcielibyśmy dowiedzieć się, co udało Ci się do tej pory znaleźć.- dorzuciłam.
-W tym miejscu nie mogę Wam wiele zdradzić, lecz, jeżeli pójdziecie ze mną do mej jaskini, wszystko Wam opowiem.
-Niech i tak będzie.- zgodziłam się bez zastanowienia.

<Rohusaya?>
 



Od Coeli- c.d. Vaessarii


Po odtransportowaniu Vaessarii pod drzwi internatu, zaczaiłam się w pobliskich krzakach, aby upewnić się, czy ktoś się nią zajmie. Dopiero, gdy wyszła do niej jakaś ubrana na jasno postać, z westchnieniem ulgi, odeszłam. Z jednej strony byłam szczęśliwa, iż dziewczyna jest względnie bezpieczna, ale z drugiej gryzło mnie coś w rodzaju wyrzutów sumienia spowodowanych tym, że nie mogłam jej w żaden sposób pomóc. Nie byłam bowiem przedstawicielką jej rasy i nie miałam zielonego pojęcia czego potrzebuje do zaspokojenia swoich wszystkich potrzeb, więc niestety nie mogłam zastąpić jej matki, nawet jeśli niedługo miała już wkroczyć w dorosłość. Pozostawało mi mieć tylko nadzieję, że ludzie ,mimo swoich licznych wad, nie zrobią jej jeszcze więcej krzywdy niż do tej pory oraz, iż dzięki zaznajomieniu się z mieszkającą tam heroiną uda jej się choć trochę zapomnieć o miejscu, w którym pochodzi. 
Tak rozmyślając, dotarłam do swojego domku na plaży, gdzie powitało mnie natychmiast radosne rżenie.
-Przepraszam, że zostawiłam Cię na tak długo.- odezwałam się, głaszcząc końską grzywę.- Przez niemal cały dzień oprowadzałam po Wyspie pewną młodą przybyszkę, ale obiecuję Ci, że jutro będę dostępna tylko dla Ciebie.
To mówiąc, opuściłam jego zagrodę i udałam się spać.


THE END

wtorek, 27 marca 2018

Od Rohusayego CD Coeli ,,Przybycie na wyspę"


Oglądając zeszyt spróbowałem dowiedzieć się najważniejszych informacji o wszystkich mieszkańcach wyspy. Kiedy w miarę uporządkowałem wszystko w głowie, odłożyłem notatnik na poprzednie miejsce i ogarnąłem pomieszczenie wzrokiem, sprawdzając czy wygląda tak samo jakim je zastałem. Gdy już uznałem, że nie widać żadnych oznak mojego pobytu w tym miejscu, odwróciłem się i rzuciłem rozkaz w stronę ściany będącej jednocześnie drzwiami do tego ukrytego pokoju. Drzwi utworzyły się po paru sekundach i rozwarły dając mi szansę wyjścia z tego dziwnego, małego pomieszczenia, w którym spośród książek i papierów wyzierała nieodkryta dotąd tajemnica. Szybko przekroczyłem ich próg wiodąc wokół uważnym spojrzeniem. W bibliotece nie było nikogo, zresztą tak, jak podejrzewałem, więc zacząłem powoli, jak gdyby nigdy nic, kierować się w stronę wyjścia. Za moimi plecami ponownie stałą biała, lekko chropowata ściana. Kiedy wyszedłem na korytarz o lśniącej, odbijającej moją postać podłodze popadłem w myśli. Odkryte przeze mnie pomieszczenie i jego zawartość z pewnością dawało odpowiedzi na wiele pytań pozostawionych dotąd bez odpowiedzi, lecz zapewne nie na wszystkie. Oczywiście, musiałem tam wrócić aby przejrzeć więcej, ale wiedziałem, że siedziałem w bibliotece przez dość długi czas, a mogło to zaniepokoić naukowców gdybym przebywał tam jeszcze dłużej. Zanim moje oczy prześledzą wszystko, co nieco rozjaśniłoby opary niewiedzy minie zapewne dużo czasu. Póki co, nie mogłem nikomu powiedzieć o tajnym pokoju, bo mogłoby skończyć się to odkryciem naszych zamiarów i pogrzebaniem nadziei na rychłą ucieczkę. Jedynymi uszami, które powinny na razie o tym usłyszeć byłyby uszami Coeli. 
Zastanawiała mnie, ale także bardzo niepokoiła obecność Królewskiego Smoka na wyspie. Czy Darma upadła? Miałem nadzieję, że nie i trzymałem się jej jak liny człowieka skaczącego nad przepaścią. Wmawiałem sobie, że to niemożliwe. Ani sfinksy ani Smoki, a również zwykli mieszkańcy nie oddaliby tak łatwo Teskariotolisu na pastwę naukowców. Lód naszej ojczyzny był wierny i nigdy nie oddałby matczynej ziemi w ręce najeźdźców. Uważnie przeczytałem o owym smoku i to, co przyswoił mój mózg napełniło mnie niejaką radością, ale także smutkiem. Alharis- bo tak brzmiało imię dostojnego smoka, jednego z dwóch synów Pana Lerestrusa- był bratem samego Niterlatesa owianego, jak wszystkich z jego rodu, szacunkiem i wieloma legendami. Serce moje radowało się na myśl, że jest w tym więzieniu ktoś, kto widział Darmę. Również wszystkie opowieści i podania sprawiły, że czułem się choć lekko szczęśliwym pośród całego tego bagna porażek. Sam królewski brat i potomek byłego władcy zawitał na wyspę, a jak wiadomo, wszyscy strażnicy Teskariotolisu pragnęli przynajmniej raz w życiu ujrzeć pradawnych panów i obrońców naszego państwa, także ja. Od lat uważano ich za zwiastunów przyszłego zwycięstwa i nadziei. Niestety nikomu od wieków nie ukazali się, do czasu najazdu naukowców. Zapewne tego dnia wiele twarz rozjaśnił słaby uśmiech gnany myślą o lepszym jutrze.
To, co zasmucało całe moje serce, to to, że Smoka porwano i barbarzyńsko przywieziono na wyspę. Jako obrońca i syn sfinksów oddanych Darmie i jej niewidocznym władcom, wszystko buntowało się we mnie przeciw porwaniu jednego z ich rodu. Choć nigdy żadnego z nich nie ujrzałem na oczy byłem pewny, że wolałbym zginąć niż pozwolić na znieważenie lub śmierć jednego z nich. Takie już serce sfinksa- przywiązane do wszystkiego co broniło i opiekowało się Teskariotolisem i Posągiem.
Kiedy tylko ujrzałem zdjęcie smoka Alharisa, już wiedziałem, że muszę się z nim spotkać i zapytać o Darmę, jej bezpieczeństwo, a także dowiedzieć się czy Królewski zamierza za wszelką cenę wydostać się stąd. Potem razem z Coelą moglibyśmy przedstawić mu plan ucieczki. Byłem pewny, że przyłączy się, a nawet jeżeli jakimś cudem nie, to nie powie słowa naukowcom. 
Nawet nie zauważyłem kiedy znalazłem się w przedsionku, a świadomość otoczenia ogarnęła mnie dopiero gdy wyszedłem przed Świątynię i poznałem jedną z dwóch sylwetek stojących paręset metrów przede mną. Szybko otrząsnąłem się z zamyślenia i ruszyłem w stronę Coeli i jakiegoś nieznajomego mi jej towarzysza. Z moich obserwacji wynikało, że należał on również do wielkiej rodziny elfów. To co mnie zastanowiło to to, że oboje mieli nieco podobne rysy twarzy. Czyżby byli spokrewnieni? Zapewne niedługo się dowiem. Nie odzywałem się dopóki nie znalazłem się zaledwie parę kroków przed nimi. Najwyraźniej czekali na mnie, ale nie wiedziałem z jakiego powodu.
-Witaj Coelo! Witaj nieznajomy! Co was tutaj sprowadza?

<Coela?>

poniedziałek, 26 marca 2018

Od Vaessarii- C.D. Coeli


-Rozumiem- zamyśliłam się- a wiesz może jakie ta heroina ma moce?
Coela spojrzała na mnie z widocznym w oczach zrezygnowaniem
-Vaessaria...- powiedziała cicho- Nie wiem
Spojrzałam na nią. Stwierdziłam, że dowiem się sama
-Skoro muszę- powiedziałam i wzięłam głęboki oddech- to chodźmy
Coela szła przede mną przodem i prowadziła mnie przez las. Idąc podziwiałam drzewa, wszystko o tej porze roku powinno być obsypane śniegiem, a było soczyście zielone. Po chwili wyszłyśmy na łąkę
-Za chwilę będziemy na miejscu- powiedziała i sprawnie ominęła kamień stojący na naszej drodze
-Czyli ktoś tam będzie mnie pilnować?- zapytałam z lekkim uśmiechem na twarzy próbując szybko znaleźć jakiś plan
-Z tego co słyszałam- odwróciła lekko głowę, żeby sprawdzić czy za nią idę- tak
Nie odpowiedziałam jej tylko dalej za nią szłam. Po paru minutach pojawił się duży budynek, który zapewne był internatem. Coela odprowadziła mnie prawie pod same drzwi
-To ja cię już tutaj zostawię, do zobaczenia- powiedziała i odeszła zostawiając mnie samą
Pomachałam jej na pożegnanie, po czym stanęłam, uspokoiłam się i spróbowałam wyczuć ile osób jest w budynku. Gdy pojawiały się pierwsze zarysy postaci one nagle zniknęły, a mnie zakręciło się w głowie. Szybko otworzyłam oczy, a obok mnie stała jakaś kobieta ubrana w białe szaty. Spróbowałam znowu użyć moich umiejętności, ale to na nic, ponieważ ponownie zakręciło mi się w głowie. Nagle poczułam ukłucie na nadgarstku i automatycznie otworzyłam oczy. Na moim ręku znajdował się mały, metalowy przedmiot, który miał niebieski kamień na środku. Za każdym razem gdy próbowałam użyć moich mocy on zaczynał pobłyskiwać światłem
-Nie próbuj niczego zrobić swoją mocą, jeśli spróbujesz zostaniesz uśpiona przez to urządzenie- powiedziała zimnym głosem kobieta i wskazała skinieniem głowy na przedmiot, na mojej ręce
-Dobrze- powiedziałam i spojrzałam na nią z pogardą- Jestem tylko ciekawa jak ty byś się czuła w mojej sytuacji
Oczekiwałam jakiejś reakcji z jej strony, ale kobieta spojrzała się na mnie tylko z obojętnym wyrazem twarzy i zaczęła prowadzić w głąb internatu
-Dlaczego nas tu trzymacie?- zapytałam szybko, wiedząc, że nie przyniesie to żadnego efektu- Po co my jesteśmy wam potrzebni?
Dziewczyna nie odpowiedziała i dalej prowadziła mnie, aż do drzwi, które prowadziły na długi korytarz. Gdy stałyśmy pod tym wejściem podała mi klucze z numerem 10 i odczepiła urządzenie, po czym schowała je do kieszeni
-Nie próbuj niczego zrobić- powiedziała z zadowoleniem w głosie
Odpowiedziałam jej cichym pomrukiem i przeszłam przez wrota. Po chwili znalazłam pokój z numerem 10 i weszłam do środka. Był to mały, szary pokój z podłogą wyłożoną panelami. W lewym rogu stało małe, białe łóżko, a na nim leżała czarna kołdra. Po prawej stronie był stolik i dwa krzesła, a na wprost drzwi było okno. Podeszłam do łóżka, podniosłam kołdrę do góry, położyłam się na bardzo wygodnym łóżku, przykryłam kołdrą i zamknęłam oczy. Po paru minutach usnęłam.
<Coela?>

Od Coeli- c.d. Vaessarii


-Przepraszam, co mówiłaś?- spytałam, podnosząc głowę ze stolika i otrząsając się z głębokich rozmyślań dotyczących wynalazków, nad którymi obecnie w największej skrytości pracowałam.
-Pytałam, czy gdzieś w tej okolicy mogłabym znaleźć jakieś puste lokum nadającym się do tego, bym spędziła w nim dzisiejszą noc.- powtórzyła. 
Zanim jej odpowiedziałam, zmierzyłam ją jeszcze raz spojrzeniem od stóp do głów, starając się oszacować jej wiek. Doskonale bowiem zdawałam sobie sprawę z tego, że, jeśli rzeczywiście jest na tyle młoda, na ile oceniłam to wcześniej, pod żadnym pozorem nie może mieszkać sama w tak bardzo niebezpiecznym miejscu jakim z pewnością była ta Wyspa. Niestety i tym razem musiałam stwierdzić, że jest właśnie tak, jak myślałam wcześniej. Jednak, aby się jeszcze upewnić, że nie potrafiła w jakiś nieznany mi sposób zachować wiecznej urody, zaindagowałam wprost:
-Mogę wiedzieć, ile masz właściwie lat?
-Około 170.- odparła z lekkim wahaniem, jakby wstydząc się faktu, że nie jest tego do końca pewna. 
-Tak właśnie przeczuwałam...-westchnęłam ciężko i, wbiwszy wzrok w ziemię, dokończyłam.- Będę zmuszona zaprowadzić Cię do internatu. 
-Czy to coś złego...?- odrzekła, wyraźnie wyczuwają moje emocje.
-Właściwie to nie, ale musisz wiedzieć, że wszyscy tamtejsi opiekunowie są zatrudniani właśnie przez naukowców.- wyjawiłam niechętnie.
-Nigdy tam nie pójdę!- zawołała, a jej oczy zaczęły ciskać w koło gromy.
-Ale musisz, bo biblioteka i tak zostanie za chwilę zamknięta, a Ty nie możesz sama przemierzać tutejszych terenów po zmroku. Nie wiesz przecież co się tutaj wtedy dzieje. Dodatkowo podejrzewam nawet, że pracownicy naukowi i tak by Cię tam wtedy przetransportowali, a tak przynajmniej unikniesz ich spotkania.- próbowałam przemówić jej do rozsądku. 
-A gdybym tak chwilowo wprowadziła się do Ciebie?- usłyszałam natychmiast w odpowiedzi. 
-Niestety, nie mam tyle miejsca.- odrzekłam i dorzuciłam, mając nadzieję, że podniosę ją choć trochę na duchu.- Słyszałam zresztą, że niedawno przybyła tam młodsza od Ciebie heroina, więc będziesz miała towarzystwo. 

<Vaessaria?>

Od Vaessarii- C.D. Coeli


Zastanowiłam się nad słowami Coeli
-W sumie... To nawet dobry pomysł- odpowiedziałam jej- Ale z drugiej strony, co to da? Jeśli zależy im na trzymaniu nas tutaj to albo zabiją tych, którzy będą stawiać opór, albo zwyczajnie nas ukarzą
Coela wydawała się przez chwilę zamyślona
-Tak, ale spój...- przerwałam jej
-Nie, nie chcę o tym myśleć- w momencie, w którym to powiedziałam do moich oczu napłynęły łzy- gdzieś, nawet nie wiem już gdzie jest moja wioska, którą zamieszkuje 30 osób.
Spojrzałam szybko na swoje obuwie i odczekałam chwilę, żeby się nie popłakać. Gdy już czułam, że wyglądam w miarę normalnie, podniosłam głowę
-Oni nie mogą być sami- powiedziałam
Coela nie odpowiadała i patrzyła mi w oczy. Po chwili złapała mnie za rękę
-Nie martw się, wyjdziemy stąd- kąciki jej ust lekko się podniosły w górę
-Przepraszam- odpowiedziałam cicho i szybko- Poszukam jakichś książek, może dzięki nim będziemy chociaż mogli odwzorować wygląd i moce innych stworzeń. Musi być jeszcze jakieś inne wyjście oprócz buntu.
-Wątpię, że coś znajdziesz- odpowiedziała Coela i usiadła przy małym stoliku w rogu biblioteki, a ja zabrałam się do poszukiwań
Szybko odnalazłam półkę z baśniami, legendami i powieściami fantasy, ale była ona pusta. Cofnęłam się do początku biblioteki i zaczęłam powoli przeglądać regały
-Jestem pewna, że tutaj coś jest- powiedziałam sama do siebie
Poszukiwania rozpoczęłam od działu z roślinami. W książkach nie było żadnej pomocy. Nic nie mogło mi pomóc w odtworzeniu obrazu danej rasy. Miałam nadzieję, że coś później się znajdzie.
***
Po dwóch godzinach poszukiwań stwierdziłam, że to nic nie da. W każdej książce były jakieś bezsensowne informacje. Podczas szukania zastanawiałam się czy jest jakiś inny sposób na wyjście stąd i wpadłam na pewien pomysł. Gdybym sobie coś wyobraziła wystarczająco realistycznie udałoby mi się mieć każdą moc, ale póki co moje moce mają własne życie. Muszę ćwiczyć. Gdy zamknęłam książkę, którą aktualnie miałam w dłoniach, wyjrzałam na zewnątrz. Na dworze robiło się ciemno, a ja nawet nie miałam gdzie się położyć
-Coela- powiedziałam- czy jest tu w okolicy jakieś puste mieszkanie albo najlepiej jakaś większa pusta przestrzeń?

<Coela?>