poniedziałek, 29 stycznia 2018

Od Arietes

Spacerowałam przez las leniwie machając ogonem, czując na sobie spojrzenia ptaków kryjących się wśród obficie ozdobionych liśćmi gałęzi wysokich, smukłych drzew rosnących wzdłuż polnej, piaszczystej drogi. Słyszałam ich pokrzykiwania, wołania i rozmowy.
- Nowa mieszkanka...-usłyszałam cichy głosik w głowie i instynktownie spojrzałam w stronę, gdzie, jak mi się wydawało, znajdował się jego właściciel. Po chwili spośród gąszczu listków wyleciał wróbel. Byłam pewna, że to on. Wokół mnie rozbrzmiewały tysiące pięknych, delikatnych głosów mieszając się pod moją czaszką. To uczucie było niesamowite, jednak czasem uciążliwe. Tyle rzeczy do usłyszenia i zrozumienia. Można by wpaść w paranoję, dlatego od jakiegoś czasu zaczęłam uczyć się zwracać uwagę tylko na sam dźwięk, nie znaczenie. I choć było to trudne, widziałam postępy. Nagle moje wyostrzone przez jelenią część zmysły wyczuły znajomą istotę za mną. Przystanęłam rozgrzebując racicą piasek czekając na mojego towarzysza. Z każdą chwilą odgłosy jego biegu docierały do mnie coraz głośniej. Odwróciłam głowę powodując rozrzucenie moich jasnych włosów na twarzy przez wirujący wokół wiatr. Kuantos podbiegł do mnie z opuszczoną głową zwalniając do wolnego truchtu. Kiedy znalazł się obok mnie uśmiechnęłam się lekko i położyłam dłoń na jego porożu.
-Co tam przyjacielu?- pogłaskałam go delikatnie po pysku i odgarnęłam włosy z twarzy. Podniósł głowę i potrząsnął nią.
-Kicha. Obawiam się, że się stąd nie wydostaniemy.-westchnęłam ciężko.
-Będziemy próbować. Nie spędzę reszty życia na tej wyspie. Nie będę obiektem obserwacji tych potworów.- jeleń spojrzał na mnie tym swoim stanowczym spojrzeniem i prychnął.
-Oczywiście, ale musimy obmyślić plan. Póki co zaczekajmy.-skinęłam głową i uśmiechnęłam się ledwo unosząc konciki ust. Ruszyliśmy dalej wolnym krokiem tuż obok siebie, trwając w przyjemnym milczeniu. Zakrywające słońce chmury przetaczały się ciężko po niebie zwiastując rychły deszcz. Cudowna pogoda...mruknęłam z irytacją patrząc w niebo. W Wielkim Lesie deszcz był zjawiskiem bardzo rzadkim. Tutaj padał już tyle razy, że zdążyłam się przyzwyczaić. Mój towarzysz delikatnie dotknął mojego boku swoim porożem zwracając na niego moją uwagę.
-Zapowiada się niezła ulewa. Wolałbym się gdzieś schować, a nie nasiąknąć wodą jak gąbka.
-Dobry pomysł.- jeleń machnął głową i skoczył w las nie oglądając się na mnie. Przewróciłam oczami i również wpadłam w gąszcz drzew widząc go parędziesiąt metrów przede mną zgrabnie omijającego przeszkody w postaci powalonych pni, wystających korzeni, czy stojących mu na drodze krzewów lub drzew. Nie spuszczałam go z oczu, gdyż wiedziałam, że prowadzi mnie do jakiegoś miejsca, które nadaje się na przeczekanie ulewy. Mógłby chociaż poczekać...pomyślałam prychając. Po parunastu minutach szybkiego biegu ujrzałam przed sobą ogromną jaskinię, a w niej stojącego jelenia z wyciągniętą szyją nie spuszczającego mnie z oczu.
-Dzięki za to, że poczekałeś na mnie.- rzuciłam ironicznie zwalniając kiedy przekroczyłam próg jaskini.
-Myślałem, że nadążysz.-odparł z buńczucznym wzrokiem. Machnęłam na niego ręką i uśmiechnęłam się.
-Masz szczęście, że dałam ci fory.
-Ach tak?- nie odpowiedziałam tylko położyłam się na lekko wilgotnej ziemi i sięgnęłam po flet bezpiecznie leżący w skórzanej torbie, którą ze sobą zabrałam. Wyjęłam go i przesunęłam palcami po wyrytych na nim znakach. Kuantos przyglądał mi się z zainteresowaniem, lecz nagle poderwał głowę i skierował uszy do wejścia.
-Nie graj.- nie zdążyłam już spytać się o co mu chodzi, gdyż powoli pochylił głowę wystawiając imponujące poroże w stronę wejścia i patrząc na nie spod oka. Wstałam szybko łapiąc mój instrument w lewą rękę i napinając mięśnie. Po chwili na tle jasności pojawiła się jakaś postać potrząsając długimi skrzydłami.

<Jegen? Wena mi uciekła w połowie, ale opko jest.>

sobota, 27 stycznia 2018

Ważna zmiana w regulaminie bloga

W regulaminie bloga nastąpiła mała, ale dla niektórych ważna zmiana. Otóż od teraz wszystkie osoby od I klasy liceum wzwyż mogą tworzyć opowiadania min. raz na 2 mies. zamiast raz na 1 mies.  Muszą jednak poinformować o tym fakcie administrację, aby wiedziała, że ma je inaczej traktować.

Od Jegen CD Akihiro


Och, ostrzegał. Tyle że irytował mnie w takim stopniu, że go zbagatelizowałam. Ale przecież mojemu nowemu znajomemu tego nie powiem.
- Miałam... Ważniejsze rzeczy do zrobienia. - ucięłam krótko, zaciskając usta. Spojrzałam na niego z góry - ciężko było patrzeć inaczej, mając ponad 2 metry wysokości - ale chłopak niczego po sobie nie pokazał. Tylko na sekundę dało się zauważyć jakby lekki wyraz rozczarowania na jego twarzy, po czym zaraz znów uśmiechnął się krzywo, zakładając ręce na piersi.
- Jakie na przykład?
- Myślę, iż to nie twoja sprawa, chłopcze. - posłałam mu chłodne spojrzenie. Znów spróbowałam się uspokoić, gdyż choć gość wyglądał jak dzieciak, wolałabym nie bagatelizować jego zdolności. A nazwanie go niewychowanym bachorem, który zapomniał się przedstawić pewnie czymś takim by było. Westchnęłam tylko głęboko, zerkając w czyste, błękitne niebo. Skrzydła opuściłam luźno wzdłuż boków, postanawiając, iż dam nowo poznanemu jeszcze chwilę, zanim ostatecznie wkurzy mnie i polecę... No właśnie, gdzie? Nie miałam pojęcia, gdzie jestem, więc chyba zdana byłam na łaskę tej irytującej osobowości o drwiącym uśmieszku na bladej twarzy. Czemu ja miałam takie szczęście do spotykanych osób? Co kolejna to bardziej denerwująca...
Tutaj właśnie pierwszy z irytujących towarzyszy postanowił o sobie przypomnieć. Ier, z głośnym skrzekiem godnym starej ropuchy, wskoczył mi nagle na ramię, przekrzywiając czaszkę na mojej głowie. Następnie zaskrzeczał mi prosto do ucha, nie zważając na moje zaskoczenie i próby zrzucenia go. Ostatecznie tylko się skrzywiłam obiecując sobie, że wytrzymam jeszcze te kilka minut, dopóki nie dowiem się, jak wydostać się stąd, gdzie się znalazłam. Natrafiłam na spojrzenie chłopaka. Oczy mu błyszczały i uśmiechał się drwiąco.
- Urocze stworzonko. - po raz kolejny stwierdził niewinnie i wzruszył ramionami, gdy sarknęłam coś pod nosem. Z trudem się powstrzymywałam, aby nie rzucić na niego klątwy.
- Tak. Hav urocze. - wycedziłam, z przyzwyczajenia wplatając w wypowiedź słówko z mojej rodzimej planety. Chłopak wciąż się nie przedstawił i najwyraźniej nie miał takiego zamiaru. Albo był aż tak niedomyślny, albo specjalnie czekał, aż sama zapytam. Niedoczekanie.
Po kolejnych 15 minutach spędzonych w całkowitej ciszy, podczas których chyba tylko ja czułam się nieswojo, jednak postanowiłam zrzucić koronę z głowy i zapytać, choćby i nawet miał to uznać za osobiste zwycięstwo. Choć, w sumie, nie wiedziałam, co mu chodziło po myśli.
- Soth. Niech ci będzie. - rzuciłam mu spojrzenie spode łba. - Jak się nazywasz? Czy może to zbyt poufne dane? - usilnie starałam się nie zirytować, ale chyba było to wbrew mojemu charakterowi. No cóż. - Jak już się namyślisz, to możesz też mi przy okazji powiedzieć, gdzie w tej chwili jesteśmy.
Założyłam skrzydła na piersi, zerkając w dół, na stojącego nieco w oddaleniu ode mnie chłopaka. Ier dalej mi coś uparcie piszczał za uchem, ale jak go ignorowałam przez ostatnie minuty, tak ignorowałam go teraz.

<Akihiro?>

Od Akihiro CD Jegen


Zauważyłem to skrzywienie. Interesujące. Czyżby nie znosiła własnego towarzysza?
-Urocze stworzenie.- odpowiedziałem patrząc na sokoła.- I w dodatku takie bystre.- dodałem przyglądając się harpii. Wyprostowała się i spojrzała na mnie uważnie. Przybrałem minę poważnego biurokraty.- Jak takie wyjątkowe istoty znalazły się na tej wyspie?- zapytałem, ignorując naszą umowę. Jegen spojrzała na mnie i spokojnie, aczkolwiek mam wrażenie że w środku się gotowała, odpowiedziała.
-To nie jest twój interes, chłopcze. Poza tym nie odpowiedziałeś na moje pytanie. – ups, chyba naciągnąłem cienką strunę. Lepiej jej nie drażnić. Uśmiechnąłem się nieśmiało udając zakłopotanie.
-No bo… - zacząłem szukając jakieś wymówki, sokół wyszedł zza jej nóg i podszedł w moją stronę, napawając się moją niepewnością- To wszystko jego wina.- powiedziałem wskazując na raroga. Kobieta spojrzała na mnie jak na idiotę.
-To, że podążałeś za mną jest z winy lera?- zapytała z niedowierzaniem. Patrzyłem na nią przybierając pewniejszą postawę.
-No tak, przelatywał nad moim domem. A jako że nie miałem ważniejszych zajęć, postanowiłem pozwiedzać wyspę z punktu widzenia sokoła.- odpowiedziałem. Reszty wydarzeń sama się domyśliła. Przerzuciła wzrok na stworzenie. Nie wiedziałem czy była zła czy spokojna. Ta przedstawicielka płci pięknej różniła się od tych, które dotychczas spotkałem. Zazwyczaj kobiety są jak otwarte księgi. Widać wszystko. Radość, strach czy inne emocje. Na nią jak patrzę to nie widzę nic. Nawet jak jest zła to nie skacze mi do gardła. Ciekawe.
-Przyznam, że jest bardzo mądry.- przerwałem zaistniałą ciszę, a harpia od razu zwróciła się w moją stronę.- Szybko zauważył że nie jestem zwykłym orłem i błyskawicznie ostrzegł ciebie przede mną.- Dodałem zachowując pełną powagę. Przewróciła oczami uznając mnie za znikome zagrożenie. Może i miała rację, a może nie? Z pewnością nie chcę teraz tego sprawdzać. A właśnie..
- Czemu od razu mnie nie zatrzymałaś? Przecież ler cię ostrzegał. – zauważyłem, poddając się ciekawości.
<Jegen?>

poniedziałek, 22 stycznia 2018

Od Jegen CD Akihiro


Leciałam tak już drugą godzinę, rzucając szybkie spojrzenia na roztaczające się pode mną widoki. Powoli już zaczynałam tracić nadzieję, co jak na mnie i tak było dobrze, gdyż z natury znudziłabym się, zanim bym jeszcze porządnie zaczęła. Plan był dobry, naprawdę dobry, szkoda tylko, że taki tajemniczy i niedopracowany. Nawet nie wiedziałam gdzie szukać. Machnęłam skrzydłami z irytacją, wzbijając się wyżej. Ierowi ledwo udało się mnie dogonić, po czym znowu został w tyle. Do moich uszu dotarł tylko jego cichy pisk protestu, ale raczej prędzej to wyczułam poprzez drgania, niż usłyszałam.
Zwolniłam. Teraz szybowałam, lekko machając tylko końcami skrzydeł, aby utrzymać się na obecnym pułapie. Mój plan prawie wyleciał mi z głowy, gdy lekki, chłodny wiatr plątał mi włosy. Nagle tuż pode mną przemknął raróg. Gdy zerknęłam na niego zdziwiona, posłał mi tylko spojrzenie z ukosa, wydał z siebie ostrzegawczy skrzek, jak podczas polowania, po czym zapikował nagle w dół, wyciągając szpony przed siebie. Zaskoczona pomknęłam za nim, nie zdążywszy nawet pomyśleć, co tu się tak właściwie wydarzyło przed chwilą. Raróg spadał przez chwilę z naprawdę dużej wysokości, co zdążyło tylko przemknąć mi przez myśl, po czym ni z tego, ni z owego wyhamował i wyrównał spokojnie lot, nie zwracając na mnie uwagi. Wbiłam w niego zdenerwowane spojrzenie. Niczego nie upolował, był zbyt wysoko, aby choć dostrzec jakieś poruszenie w dole, więc nie miałam pojęcia, czemu niby miało służyć to przedstawienie. Może chciał mi coś - znowu - pokazać? Nie dowiedziałam się jednak, co to w takim razie miało być. Raróg dopiero po chwili zorientował się, że zignorowałam jego działania i spokojnie leciałam dalej. Z widocznym gniewem w błyszczących oczkach wleciał we mnie, szarpiąc pazurkami i dziobem za moją szkarłatną togę. Syknęłam i niecierpliwie machnęłam skrzydłami, co nie tyle w jakikolwiek sposób pomogło, ile zarzuciło mną i o mało nie wpakowałam się w jedno z niezwykle wysokich drzew rosnących na jakimś wzgórzu. Z ledwością je wyminęłam, rozpaczliwie operując wszystkimi piórami, jakie miałam na stanie, otarłam się końcami lotek o korę. Na Iera padł natychmiast rozeźlony wzrok moich czerwonych oczu. O dziwo, raróg zdawał się tego nie zauważać. Wczepiony we mnie uparcie skrzeczał i obracał łebek, jakby pokazując, bym się obejrzała. Jako iż przez jego atak straciłam chwilowo kontrolę nad lotem, nie miałam pojęcia, gdzie w danej chwili jestem, a co dopiero mówić, o cóż też mogło mojemu towarzyszowi chodzić. Rzucając mu zimne jak lód spojrzenie, wylądowałam lekko na wzgórzu, przedtem zataczając kilka kręgów, aby dokładnie zbadać otoczenie. Umknęło mi tylko poruszenie gdzieś wśród drzew...
Gdy tylko moje szpony dotknęły ziemi, Ier oderwał się w końcu od mojej togi i z oburzonym skrzekiem pomknął między drzewa. Machnęłam tylko za nim skrzydłem. Nie rozumiałam kompletnie, jak ja mogłam dogadywać się z tak irytującą istotą zanim trafiłam na tą wyspę i byłam do tego zmuszona. Teraz jednak miałam większy problem niż użeranie się z ptasim towarzyszem, a dokładniej - musiałam znaleźć drogę powrotną do okrytego mgłą lasu, w którym się zadomowiłam. Przez Iera zgubiłam się i nie byłam pewna czy nawet moja doskonała orientacja w terenie pomoże mi się odnaleźć. O planie związanym z mową sokołów omal nie zapomniałam.
Usłyszałam głośny skrzek dochodzący z kępki drzew. Przewróciłam oczami. Cóż znowu?
Okazało się, że powinnam jednak była słuchać sokoła, gdyż moim oczom ukazał się nie kto inny, jak właśnie Ier - tyle że ciągnący za trzymane w dziobie ucho jakiegoś chłopaka. Uniosłam brwi. Był sporo ode mnie niższy, a przy tym szczupły i stosunkowo blady. Patrzył na mnie kwaśno i widać było, że najchętniej uśmiechnąłby się drwiąco, gdyby nie to, że nie mógł opędzić się od sokoła, który co chwilę atakował go szponami lub dziobem. Nic mu poważnego nie robił, może poza ewentualnymi zadrapaniami na ramieniu czy policzku. Zdumiona wpatrywałam się w nich przez chwilę w bezruchu. Po kilku minutach otrząsnęłam się w końcu i wyprostowałam dumnie, opierając skrzydła o biodra. Pióra na mojej głowie nastroszyły się, tworząc rdzawoczerwoną koronę sterczącą ponad ptasią czaszką.
- Kim jesteś? - spytałam chłodno, ale na chłopaku nie zrobiło to wrażenia. Zamiast niego odezwał się jednak Ier, skrzecząc głośno. Stuknął dziobem w czaszkę tamtego, po czym zeskoczył na ziemię, wyciągając szpony i rozkładając szeroko skrzydła. Stamtąd posłał mi urażone spojrzenie i skokami oddalił się niespiesznie, popiskując. Przewróciłam oczami. Wtem przypomniało mi się, że to samo sokół uskuteczniał w powietrzu, czym doprowadził nas tutaj - gdziekolwiek owo "tutaj" by się nie znajdowało. Natychmiast przyszło mi coś do głowy. Zaciskając usta w wąską kreskę, zwróciłam się do chłopaka.
- Śledziłeś nas. - Nie było to pytanie. Z chłodnym spojrzeniem czerwonych oczu wyprostowałam się, nie oczekując odpowiedzi. Ier, uszczęśliwiony, że w końcu mu uwierzyłam, wskoczył na moje ramię i zerknął na obcego z wyższością. Odgoniłam go ruchem skrzydła, nie zważając na oburzone syknięcie ptaka.
- Nie śledziłem. - odparł tymczasem chłopak, uśmiechając się dziwnie. Chyba gorzko, ale nie potrafiłam tego jednoznacznie stwierdzić.
- Ah... Nie? - mruknęłam i uniosłam brew. - Dałabym sobie głowę uciąć, że widziałam... - zerknęłam na Iera, poprawiając czaszkę na swojej głowie. Ptak złapał spojrzenie i znów podskoczył, szponami wyrywając źdźbła trawy. - ...Cień orła za mną, gdy leciałam. - dokończyłam, nareszcie rozumiejąc, co Ier starał mi się cały czas pokazać. Wyprostowałam się z godnością, aby można było stwierdzić, iż jestem wiarygodna. Chłopak tylko prychnął.
- Nie śledziłem cię. - powtórzył. - Ale możliwe, że przez jakiś czas leciałem za tobą w postaci orła... Ale nie śledziłem.
Starałam się nie pokazać, że ogarnia mnie zimna wściekłość. Wzięłam więc tylko głęboki oddech, następnie wypuściłam powietrze powoli. Wygładziłam poszarpaną przez pazurki Iera togę. Udało mi się jakoś opanować. Nowy towarzysz działał mi na nerwy tą swoją nonszalancją.
- Ah tak. - odparłam krótko, mrużąc oczy. Nic sobie z tego nie robił, jedynie z lekkim uśmiechem potaknął. Również i ja kiwnęłam głową. Wolałam nic nie mówić, aby przypadkiem nie wyrwało mi się coś, czego mogłabym żałować. Rozłożyłam skrzydła, chcąc odlecieć, ale ubiegł mnie głos nowo poznanego.
- Jak cię zwą? Jeśli mogę spytać...?
Nie spojrzałam na niego, gdyż pewnie uśmiechał się drwiąco, a na pewno by mnie to wściekło. Po co sobie psuć nerwy? Westchnęłam.
- Pytać nikt ci nie broni, chłopcze, jednak w zamian będziesz mi musiał powiedzieć, dlaczego mnie śledz... Podążałeś za mną. - obrzuciłam go uważnym acz krótkim spojrzeniem, żebym nie zdążyła się zirytować w razie czego. - Moje imię brzmi Jegen, jednak wiem, że wielu nazywa mnie Sokolnikiem - po prostu. Niektórzy zwracają się do mnie per pani Sokolnik.
Kiwnęłam mu głową, przytrzymując dziób mojej kościanej maski. Ier zapiszczał gdzieś z okolic moich stóp, przypominając o sobie.
- Ah, tak, to jest Ier, czyli sokół raróg. Mój... towarzysz. - ledwo zauważalnie się skrzywiłam. Wątpliwa przyjemność, mieć z nim do czynienia.

<Akihiro?>

niedziela, 21 stycznia 2018

Od Akihiro- c.d. Jegen


 Spacerowałem po ruchliwej ulicy w centrum Tokio. Ci śmiertelnicy są na swój sposób uroczy. Spieszą się ciągle dokądś. Chwila tu, zaraz chwila tam. Robią to z takim poświęceniem, jakby miało to jakikolwiek sens. A to wcale nie tak, że wystarczy jedno ugryzienie i ich cały pośpiech idzie na marne.. razem z życiem. Skręciłem w boczną uliczkę. Zauważyłem nadchodzącą z naprzeciwka młodą dziewczynę. Zwolniłem i zderzyłem się z nią udając zamyślonego.
-Przepraszam. – powiedziała nerwowo, jakby całe zajście było z jej winy. Uśmiechnąłem się do niej łagodnie.
-Ależ nic się nie stało. – urwałem podnosząc z ziemie jej torebkę. – Proszę mi wybaczyć, to moja wina.- dodałem szarmancko, oddając jej rzecz. Zarumieniła się, jak to zwykle robią młode kobiety na byle uprzejmość ze strony mężczyzny. Naiwne istoty. Nachyliłem się w jej kierunku i szepnąłem.
-Masz niezwykle piękne oczy.- Nie zdążyła zareagować, gdyż wbiłem moje śnieżnobiałe kły w jej uroczą młodą szyję. Nie minęła chwila, a dziewczyna martwa osunęła się na ziemię. Ta porcja krwi wystarczy mi na długo. Odszedłem dalej, nie zwracając uwagi na ciało. Moje zmysły po niedawnym żywieniu były jeszcze przymroczone, dlatego nie mogłem sobie pozwolić na bieg. Nagle poczułem igłę na ramieniu. Ostatnie co zobaczyłem, to twarz mężczyzny. Otworzyłem oczy. Usiadłem. Gdzie ja jestem?
-Halo!?- krzyknąłem oczekując odpowiedzi. Nikogo nie ma. Co to za miejsce? Wstałem i rozejrzałem się po pomieszczeniu. To był salon, więc jestem w jakimś domu. Z szybkością wiatru przeszukałem wszystkie pomieszczenia. Gustownie i z klasą. W takim miejscu to ja mogę przebywać. Znalazłem na stoliku list. Wziąłem go szybko i przeczytałem zawartość. Ahaaa. To jakiś żart? Jestem na wyspie, bo znaleźli mnie jacyś naukowcy? Czy oni wiedzą kim ja jestem? Pewnie tak, sądząc po zwrotach grzecznościowych. No przynajmniej ten mój nowy dom jest w miarę. Nie mogę opuszczać wyspy? To się jeszcze okaże.
-No dobra. – powiedziałem odkładając list. – Czas rozejrzeć się po okolicy. – Mówiąc to opuściłem dom. Ani żywej duszy. Ciekawe. Zauważyłem sokoła. Hmm.. ludzie lubią tresować te ptaki to może ma jakiegoś właściciela. Trzeba sprawdzić. Przybrałem formę sokoła i poleciałem za nim. Trzymałem się w pewnej odległości, aby ptak nie zauważył, że go śledzę. Wystarczyło jedno jego spojrzenie, aby zrozumieć, że mój plan spalił na panewce. Mimo wszystko nadal trzymałem się z tyłu. Ptak wylądował obok jakieś istoty. Z pewnością była to kobieta. Co ją tak fascynowało w śniegu? O nie, to piekielne stworzenie chce zdradzić moją obecność! Schowałem się w zaroślach gestykulowałem, na ile mi się to udawało w tej formie, aby tego nie robił. Na szczęście jego właścicielka zdawała się go ignorować. Zaśmiałem się cicho, ale w taki sposób, że ptak to zauważył, przez co nasilił swe starania. W końcu ona straciła cierpliwość i odgoniła go ruchem skrzydeł. To by było na tyle z jego ostrzeżeń. Nagle uniosła się w powietrze i poleciała. Sokół spojrzał na mnie z wyrzutem.
-No co?- powiedziałem nie oczekując odpowiedzi, po czym wzbiłem się w górę, w postaci orła. Nie wiem dlaczego, ale postanowiłem śledzić tajemniczą kobietę.
<Jegen?> 

sobota, 20 stycznia 2018

Czwarty mieszkaniec- wampir Akihiro

Na Wyspę został sprowadzony kolejny mieszkaniec, dokładniej mówiąc wampir o imieniu Akihiro, który został znaleziony w Japonii. Jak sam mówi, za swoje stanowisko uważa arystokratę, ale zdarza mu się wykonać jakieś zabójstwo na zlecenie.


Powitajmy go z całym szacunkiem należnym przedstawicielowi legendarnej rasy wampirów!