niedziela, 17 czerwca 2018

Od Coeli - c.d. Alharisa ,,Przybycie na Wyspę"


Po wyznaniu przez moją nową towarzyszkę tego jednocześnie strasznego i fascynującego sekretu milczałam przez kilka chwil zastawiając się w jaski sposób mogłabym go w przyszłości obrócić w kolejne potężne oręże w walce z naukowcami o wolność wszystkich umieszczonych tu bezprawnie istot. Niestety wciąż nie wiedziałam na jakiej dokładnie zasadzie ma działać owy portal, więc nie mogłam wysnuć jakiejś zawiłej teorii na ten temat. W mojej głowie bowiem przeplatały się przez cały ten czas dwie wizje naszej historii: pierwsza zakładająca, że wsparci przez egipskich bogów wtargniemy do siedzib badaczy obracając, jeśli tylko zajdzie taka potrzeba, wszystko w pierzynę, a druga, że sami się przeniesiemy na krótką chwilę do tamtejszego nieba, z którego następnie przemieścimy się z powrotem do naszych ukochanych krain. Aby wybrać tę lepszą w obecnym momencie musiałam się tego dowiedzieć, toteż zwróciłam się do dziewczyny:
- Próbowałaś już kiedyś korzystać z jego mocy?
W odpowiedzi pokręciła smutno głową, a ja zdecydowałam się w takim razie kontynuować:
- A wiesz może czy jest on w stanie przenieść nas do wymiaru nieśmiertelnych?
- Niestety to miejsce jest zarezerwowane jedynie dla nich. Nawet spłodzonym przez nich samych herosów i heroin nie można tam przebywać. - odparła.
- A czy on mogliby przybyć na ziemię, aby wesprzeć nas w naszej tajnej misji?
- Sądzę, że tak, ale aby się tak stało każdy z naszych współspiskowców musi mieć czyste serce i umysł wyzbyty z wszelkich niegodziwości. W innym przypadku możemy tu ściągnąć niechcący wszelkie demony podziemi oraz pustyni. 
- Sądzę, że ten warunek będzie łatwo spełnić. - zapewniłam ją szybko.
- A kiedy poznam resztę? - zaciekawiła się. 
- W sumie to zaraz powinni tu przybyć. - stwierdziłam oglądając się uważnie dookoła w poszukiwaniu ich sylwetek.

<Alharis/ Rohusaya ?>

piątek, 15 czerwca 2018

Profil towarzysza - kotopodobne stworzenie Kyubey

 

Imię: Kyubey
Płeć: Nieokreślona
 Gatunek: Kotopodobne stworzenie
Krótka historia: Nie ma co tu dużo pisać. Z Anon jest od jej narodzin i tak też zostało. Można powiedzieć, iż od narodzin są razem. Tak jakby żyli dla siebie nawzajem. Ich żywota są połączone.
Właścicielka: Anon

Szósta mieszkanka - sobowtór Anon

Na naszą Wyspę została właśnie przetransportowana kolejna przymusowa mieszkanka, a mianowicie sobowtór imieniem Anon. Została ona złapana przez naukowców już na terenach Kraju Kwitnącej Wiśni. Z powodu jej zmiennego charakteru dość długo myśleli oni nad odpowiednim dla niej stanowiskiem aż w końcu doszli do wniosku, że najlepszym dla niej będzie tancerka z wachlarzami z możliwością późniejszej zmiany tej funkcji. 

https://i.pinimg.com/originals/0f/1d/38/0f1d38e099a4ea4b1e938e2264fc1d2f.jpg 

Powitajmy ją z wszelkimi honorami należnymi tak szalonej istocie jak ona. 

Profil sobowtóra - Anon

 Są przeciwieństwa, które choć się odpychają, także się przyciągają. To siła, która choć cię pcha także odpycha. Silniejsza niż śmierć czy też życie. Silniejsza niż ty, oni, czy też ktokolwiek. Ta siła choć dostrzegalna, nie dostrzeżesz jej. 
własnego autorstwa

 https://i.pinimg.com/originals/0f/1d/38/0f1d38e099a4ea4b1e938e2264fc1d2f.jpg

 Imię: Anon
Płeć: Kobieta
 Wiek: 270 lat
Gatunek: Mitologiczny.
Rasa: Sobowtór
Głos: Hyuna
 Stanowisko: Obecnie jest tancerką z wachlarzami. Nie jest to jednak jej stała praca. Robi po trochu wszystko, próbuje i jak jej się coś spodoba, to na dłuższy czas ma zajęcie.
Tatuaż:

http://bi.gazeta.pl/im/1b/ec/12/z19842587IH,Blackout-tattoo.jpg

Charakter: Anon jest zmienna. Raz coś się jej podoba i robi jedno, a gdy zobaczy coś lepszego, to bierze coś innego. Czasem nie kończy poprzedniej czynności, bo przecież po co? Chodzi swoimi ścieżkami i często mąci innym w głowach, byle mieć z nich pożytek. Tak właśnie manipuluje nimi, jest też wredna i czasem zachowuje się jak księżniczka.
Jak to się mówi są dwie strony medalu. Yin i Yang albo strona ciemna i jasna. Wiele jest tego i właściwe wszystko jej się tyczy.
Jest także szczera do bólu i słodka, czy też taka pozytywna. Szybko się nudzi. Praktycznie nie przywiązuje się do osób, bo przecież to zakłamane gnidy są. Czasem jednak robi wyjątki tylko po to, aby się nimi pobawić.
Zaradna, obojętna i znudzona osoba. Poradzi sobie w każdej sytuacji, jest skoncentrowana na tym, co powinna. Obojętna na krzywdy innych. Nie interesuje ją nic, choć są rzeczy lub osoby, które pozostawią po sobie ślad.
Leniwa, chamska, podstępna i cicha. Ma wiele zalet natomiast wad o wiele mniej. Podstępna, wyciągnie wszystko. Jest niesamowita na swój mroczny, trochę porąbany, psychiczny sposób. Cicha, przeszła wiele, nieufna, odizolowała się od reszty.
Rozrywkowa, mordercza i śliczna. Nie zaznasz piekła, bo już w nim jesteś, a piękno to tylko skrawek tego. Jest pełna energii. Mordercza i śliczna. To się dopełnia.
Silna, kłamliwa, oszustka, mroczna i samotna. Jest uosobieniem diabła i anioła. Często mówi nieprawdę, ciągnie w nieskończoność. Nieraz ludzie w to wierzą. Oszustka, łatwo ucieka się do podstępu, tak że nikt się nie orientuje.
Jedno słowo, które ją określa to chaos.
Cechy fizyczne: Raz ma bladoróżowe włosy bądź ciemnofioletowe czy też czarne. Co do stroju to raz jest bladoróżowy, ryżowy, bądź biały. Zdarzyć się może też ciemnofioletowy albo czarny. Skrzydła są także pod kolor. Dodatki odrobinę się różnią, jednak ukazują jakby dobra i złą stronę. Choć niektórzy mylą się do tego, która jest dobra, a która zła.. Obie są różne i różne maja klejnoty duszy, jednak nikt oprócz niej nie może dotknąć tych klejnotów. Jeśli spróbuje to... nikt tego nie wie.
 Moce:
¬ Przechodzi przez swoje odbicie, w każdym miejscu.
¬ Pojawia się w dwóch miejscach jednocześnie.
¬ Tworzy kopie broni osobistej, takiej jak strzały, muszkiety, granatniki, tarcze etc.
¬ Może przybrać formę wody, szkła, lustra czy też miejsca bądź substancji, w której może się odbić. Jeśli ktoś spróbuję ją zaatakować albo zranić , nie wyjdzie mu to.
¬ Włada nad powietrzem i każdą substancją, w której może się przejrzeć.
 Partner: Tymczasowo brak.
Rodzina: Wszyscy są martwi.
Kraj pochodzenia: Japonia
Zainteresowania: Gdy się nudzi lubi sobie pograć w karty, rozwiązywać zagadki, bądź utrudniać życie innym. Znajdziesz ją wszędzie, nawet jeśli nie szukasz. Często czyta wiele ksiąg w rozmaitych językach. Często wtyka swój nos tam gdzie jest to niedozwolone. Lubi akrobacje oraz cyrk. W sumie to może znaleźć wszędzie coś co ją zainteresuje.
 Pozamagiczne umiejętności: Jest niezwykle zwinna, potrafi uniknąć i przewidzieć gdzie będzie atak. Taki szósty czy tam ósmy zmysł. Jej siła, szybkość albo też zręczność zależy tylko od tego czy chce się jej. Na ogół nie lubi walczyć, unika tego jak ognia. W wodzie czuje się jakby była w swoim żywiole, nawet jeśli pada deszcz czy są inne zjawiska przyrodnicze korzysta z nich. Jakby to tylko była trampolina, albo też surfing na wysokiej fali.
Brakuje jej ogranicznika. W nieznacznym stopniu jest odporna na ból.
Czasem zdarza się jej grać na instrumentach, jednak nie za bardzo lubi tłok. Potrafi używać miecza, czy też innych ostrych bądź też niebezpiecznych przedmiotów. Jest wygimnastykowana. Bez mocy też jest niezwykle przydatna.
Historia: Jak pewnie zauważyliście jestem odbiciem lustrzanym, niekiedy nazywanym sobowtórem albo czasem upadłym aniołem. Moja historia składa się z wielu wątków, jest ich tak wiele iż czasem nie jest do końca pewne, która wersja jest prawdą. Jednak, gdybyś chciał wysłuchać tej opowieści, to wybierz tatuaż, a się dowiesz o obszernej historii ze mną związanej. Ja sama jestem w każdym, jednak większość...
 Inne zdjęcia:
*1)
*2)
*3)
*4)
*5)
*6)
Upomnienia: Brak.
Towarzysz/ka: Kyubey
Pozostałe inf.:
* Każdy tatuaż to odrębną cześć historii, z każdym członkiem jej rodziny.
* Posiada jasnofioletowy klejnot duszy. Jest magiczny. Coś jak artefakt, czy też dodatkowa energia magiczna.
* Potrafi dogadać się z każdym zwierzakiem. Nawet najmocniejszym, bądź strachliwym.
* Jeśli słyszysz muzykę, wiedz iż zdobyłeś w jakiejś części jej duszę.
* Jest wielofunkcyjna.
 Właścicielka: [Howrse] Zenddi

poniedziałek, 11 czerwca 2018

Od Alharisa CD Alvheid ,,Przybycie na wyspę"


Kiedy Rohusayego zasłoniły drzewa, ułożyłem pysk na ziemi i wydmuchałem ze świstem powietrze, wzniecając w powietrze trochę pyłu. Sfinks przypomniał mi o ojczyźnie, ale i dał nadzieję na odzyskanie wolności i zobaczenia jej ponownie. Zastanawiałem się co stało się z Niterlatesem. O ile mi wiadomo, na wyspie nie było innych smoków oprócz mnie i Shavi'ego, więc zakładałem, że naukowcom nie udało się go pojmać. Całe szczęście pomyślałem. Uśmiechnąłem się lekko na myśl, jak to mój królewski brat straszy tych nędznych patafianów swoim bordowym ogniem i wygania ich z Darmy, a przy nim moja siostra- Krastacjata- wydmuchuje w powietrze nieujarzmione wiatry, tworzące huragany, nękające tych, co naruszyli ziemię pod smoczą opieką. Coś w głowie mówiło mi, że żyją i mnie szukają, wraz z ojcem i matką, a także całym korowodem tropicieli o srebrnych oczach i długich rogach, lecz mógłby to być po prostu głos bez znaczenia, wciągający mnie w niepotrzebną radość i tęsknotę.
Poczułem pragnienie, które stopniowo przybierało coraz większe rozmiary, więc uniosłem szyję lekko w górę i ruszyłem w kierunku wyjścia z jaskini. W trakcie tej czynności, zacząłem kurczyć się, aż przybrałem moją najmniejszą postać- mniej więcej wielkości średniego psa i długości około 1,5 metra, po czym wypełzłem na świeże powietrze. Od razu wytężyłem uszy w poszukiwaniu odgłosu cichego plusku wody, płynącej wartko po kamieniach stających jej na drodze. Ku mojemu zadowoleniu prawie od razu udało mi się wychwycić ów miły uchu dźwięk. Ruszyłem w jego stronę nie zawracając sobie głowy lataniem, chcąc poczuć miękką ściółkę, twarde korzenie i przyjemny chłód ziemi. Musiałem wyglądać jak wąż, o rozmiarach parokrotnie większych i w dodatku z rogami, nie dziwiłem się więc brakiem żywej duszy na mojej drodze. Jedynie zieleń roślin, różnokolorowość egzotycznych kwiatów, prawie czarny brąz życiodajnego gruntu i błękitne niebo, raz po raz wyglądające zza zasłon tworzonych przez rozłożyste korony drzew. Zdałem sobie sprawę, że tutaj będę samotny. Szczerze wątpiłem w to, że jakaś istota z własnej woli podejdzie i spyta się mnie o samopoczucie. Najpewniej ucieknie lub po prostu zacznie walczyć, próbując pozbawić mnie życia. Westchnąłem ciężko. Nie dziwiłbym się im, rzadko słyszy się o przyjaznych smokach, które mimo to, że potrafią wydobywać z siebie pokłady śmiercionośnego ognia, panują nad sobą i nigdy nie skrzywdziłyby niewinnych stworzeń. Dla drugiej cechy mojego charakteru samotność zapewne będzie ciężkim problemem, ale nie zamierzałem na siłę próbować wciskać się i tworzyć znajomości. Czas pokaże. Póki co miałem spotkać się z towarzyszami Rohusayego i nie miałem pojęcia czy przyjmą mnie z radością. Raczej nie.

<Alvheid/ Coela/ Enrique/ Shavi?>

niedziela, 10 czerwca 2018

Od Alvheid - c.d. Alharisa ,,Przybycie na Wyspę"


W odpowiedzi elfka uśmiechnęła się nieznacznie i podniosła się powoli z pozycji klęczącej, w której do tej pory przebywała, przy czym okazało się, że góruje nade mną o kilkadziesiąt centymetrów.
- Znasz jakieś wystarczająco dobre miejsce, w którym mogłabym bez obaw wyznać Ci najgłębsze tajemnice tego okropnego miejsca jakim jest internat? - spytałam, a wysłuchując odpowiedzi nieznacznym ruchem prawej dłoni przywołałam do siebie oddalającą się coraz bardziej Raufę. 
- Owszem, ale to dość daleko od tego miejsca, bo dopiero niedaleko mojego domu położonego w obrębie Dzikiej Plaży. Wszędzie indziej, z tego co mi wiadomo, mogą nas śledzić nowoczesne, wciąż niestety sprawne kamery. - odparła z głębokim westchnięciem.
- Cóż... Przynajmniej będę miała okazję poznać pozostałe, bardziej oddalone od tego więziennego budynku części wyspy. - rzuciłam za wszelką cenę próbując znaleźć jakąś pozytywną stronę tego, że znów wbrew swojej woli zostałam przez kogoś zmuszona do zmiany swoich planów. Tym razem przynajmniej była to również jakaś magiczna istota a nie niewdzięczna ludzka pragnąca jedynie za wszelką cenę za sprawą mojej osoby dotrzeć do tajemnic, siedziby i całej mocy egipskich bóstw. Nie zraził ich nawet jak do tej pory fakt, że im bardziej starali się ze mnie coś w tej sprawie wyciągnąć tym więcej w tej krainie pojawiało się lwów, czyli moich osobistych strażników wysłanych przez mą matkę, ani to, że ich gabinety stawały się coraz bardziej wilgotne. Może zwyczajnie byli na tyle głupi, aby wierzyć, że wszystko to jest spowodowane zmianami klimatycznymi i bliskością morza... 
Z tych rozmyślań wyrwał mnie głos mojej przewodniczki oświadczający, iż znalazłyśmy się na miejscu.
- Witam w swoich skromnych progach. - rzekła, wskazując mi kiwnięciem głowy małe mieszkanko przypominające swoim kształtem muszlę.
- Jeśli można prosić, wolałabym rozmawiać na dworze ze względu na swoją towarzyszkę. 
- Nie ma problemu. - odrzekła, siadając po turecku obok mnie na piasku. - Na początek chciałabym się dowiedzieć do jakiego gatunku należysz, bo intuicja podpowiada mi, że masz w sobie pewne elementy magiczne, ale Twój wygląd wskazuje na coś zupełnie innego.
- Jestem heroiną poczętą ze związku samej Tefnut i śmiertelnika. - wyjawiłam.
- Rozumiem. Naukowcy też sprowadzili Cię tutaj siłą, jak się domyślam.
- Oczywiście. 
- W takim razie powiedz mi teraz jak traktują swoich podopiecznych zamieszkujących internat. 
- Po pierwsze za każdym razem, gdy wkraczamy w jego muru nakładają nam na ręce fioletowe bransoletki mające sprawiać, że nasze moce nie będą mogły być używane, a cała reszta zależy już od tego w jaki sposób możemy im się ewentualnie przydać. Ja na przykład mam być dla nich swego rodzaju portalem do nieba starożytnych Egipcjan. 
- Udało im się z nim połączyć?!  - wykrzyknęła z trudem panując nad swoimi emocjami.
- Na całe szczęście póki co nie. Nie zdają sobie bowiem sprawy z faktu, że tylko mój naszyjnik i odpowiednie zaklęcie mogą im wskazać drogę do tego miejsca. 

<Alharis/Rohusaya ?>  

poniedziałek, 4 czerwca 2018

Od Alharisa CD Coeli ,,Przybycie na wyspę"


Rohusaya jeszcze raz przebiegł wzrokiem po ścianach aż dotarł do głazów i umieszczonego nad nimi wyjścia, a kiedy nie zobaczył tam żywego ducha, spojrzał mi głęboko w oczy, po czym rzekł ściszonym głosem:
-Planujemy bunt.- po usłyszeniu tych słów syknąłem cicho i przysunąłem się jeszcze bliżej sfinksa, zasłaniając go przed wejściem moim sporym ciałem. Nawet nie mrugnął okiem, na jego twarzy nie widać było zaniepokojenia. Odwróciłem się mechanicznie sprawdzając to samo, co zaledwie parę sekund przedtem Rohusaya, a kiedy po raz kolejny nie zauważyłem żadnej szpiegującej istoty spojrzałem z powrotem na niego.
-Czy to prawda?- szepnąłem tak by moje słowa dotarły tylko do jego uszu, a on w odpowiedzi ledwo widzialnie skinął głową. Myśli szybko przelatywały mi przez głowę. Przez chwilę nie odpowiedziałem na to nic, lecz w duchu odetchnąłem głęboko. A jednak nie byłem sam na tej przeklętej wyspie, nie byłem jedynym nie mogącym znieść niewoli. Odsunąłem się od Rohusayego na odległość paru metrów i uniosłem konciki pyska w delikatnym uśmiechu, ledwo odsłaniając zęby.
-A więc jednak.- mruknąłem do siebie wwiercając wzrok z towarzyszącego mi sfinksa, który bez okazywanym emocji wpatrywał się we mnie. Wiedziałem już dlaczego przybył do mnie, ale pozwoliłem mu powiedzieć, dla pewności.
-W związku z tym, chciałem cię spytać Alharisie, czy dołączysz do nas, do tych, co chcą odejść z tej wyspy i nigdy nie wrócić?- wyprostowałem ciało i uniosłem wysoko głowę, przymykając oczy. 
-Oczywiście, Rohusayo. Macie we mnie wsparcie.- odparłem wypuszczając w powietrze odrobinę błękitnego dymu. Uniosłem z powrotem powieki spoglądając na mojego rozmówcę.- Czy mogę wiedzieć, ile z tych żyjących tu szlachetnych stworzeń, dołączyło już do waszej organizacji?- skinął głową.
-Rodzeństwo elfów obeznanych z walką i przeprowadzaniem zwiadów i szpiegowaniem, a oprócz nich Posłańca Snów, baśniowego smoka.
-To już jest coś. Czy inni nie zgodzili się przyłączyć czy też jeszcze o niczym nie wiedzą?
-Póki co poza nami i tobą nikt jeszcze nie wie o naszych planach.- pokiwałem głową.
-W takim razie powiedz swoim przyjaciołom, że popieram was całkowicie i daję moje umiejętności tej ważnej sprawie i wam.- po tych słowach położyłem głowę na ziemi wpatrując się w mojego gościa spod oka.
-Powiem i niedługo cię im przedstawię.- mrugnąłem oczami na znak zgody i westchnąłem cicho.
-Pójdę już.- powiedział Rohusaya, po czym wstał z poprzednie, siedzącej pozycji.
-Do widzenia, Rohusayo.- rzekłem podnosząc pysk z ziemi. Odpowiedział skinieniem, rozłożył skrzydła, machnął nimi parę razy i wyleciał w jasność popołudniowego słońca.

<Alvheid/ Coela/ Shavi/ Enrique?>